Przed 18. kolejką polską ekstraklasę można było podsumować piosenką „Stary niedźwiedź mocno śpi”. Po meczu Jagiellonii z Zagłębiem niedźwiedź się przebudził i wyglądał niezwykle rześko. Jednak po chwili okazało się, że ten niedźwiedź może i się przebudził, ale wciąż jest ślepy, głuchy i kulawy. Podsumowując, niedźwiedzia w nim tyle, co kobiecości u Anny Grodzkiej.
Zagłębie – Jagiellonia
W piątek wszyscy przecierali oczy ze zdumienia, pytając retorycznie, czy to liga polska czy może władze obu klubów opłaciły wartościowych grajków zza granicy, żeby udawali polskich kopaczy. Nie, to byli nasi piłkarze, tylko w tym spotkaniu zwyczajnie poczuli wiosnę i w końcu chciało im się chcieć. Nawet dziurawa defensywa Jagiellonii zdołała w tym meczu zebrać się do kupy i dostosować do wysokiego poziomu spotkania. Nie można też zapomnieć o dużej dawce dramatyzmu, którą zapewnił w doliczonym czasie gry strzelec zwycięskiej bramki dla Zagłębia, Boris Godal.

A więc niedźwiedź się obudził. Pełen wigoru stanął na dwóch łapach i szeroko rozciągnął ramiona, prezentując potężną klatkę piersiową i przy okazji ryknął donośnie, robiąc wrażenie potężnego i niebezpiecznego drapieżnika, który właśnie wychodzi na łowy.
Podbeskidzie – Legia
Z jaskini niedźwiedź wyszedł dość leniwie. Wychodząc, uderzył się w głowę, co nieco ostudziło jego zapał. Wciąż jednak sprawiał wrażenie pełnego energii. Stało się tak, ponieważ Legia i Podbeskidzie zafundowały swoim kibicom solidne zawody. Nie były to zawody godne głównego kandydata na mistrza Polski, ale były one interesujące, a do tego okraszone trzema bramkami. Niedźwiedź wciąż straszył.
Bełchatów – Widzew
W sobotę okazało się, że niedźwiedź może i jest wyspany, ale co z tego, skoro jest ślepy i głuchy. Piłkarze Bełchatowa i Widzewa przez 90 minut gdzieś tam biegali, coś tam kopali, ale sensu w tym nie było żadnego. Zupełnie jakby ślepy niedźwiedź machał rękami z nadzieją, że jakieś biedne stworzenie samo się nawinie.
Zresztą ciekawostką jest fakt, że Bełchatów, którego indywidualnie można traktować jako ślepego i głuchego, nie stracił jeszcze wiosną żadnej bramki. Z czego to wynika? A no z tego, że niedźwiedź, który macha łapami na chybił trafił, nic nie złapie, ale też nikt nie zdoła mu zadać bolesnego ciosu. Efekt – trzy mecze, zero bramek zdobytych i zero straconych.
Ruch – Śląsk
Piękny gol Kaźmierczaka w meczu Ruchu ze Śląskiem był sygnałem, że ów niedźwiedź, choć ślepy i głuchy, może być zadziwiająco niebezpieczny dzięki swojemu instynktowi. Jednak jest takie przysłowie, że nawet ślepej kurze czasem ziarno się trafia. To się potwierdziło, bo do końca spotkania obie ekipy szukając tego ziarna, potykały się o własne nogi.











