2. kolejka ekstraklasy za nami. Działo się sporo, parę pięknych bramek, zaskakujących rozwiązać i czerwona kartka z gatunku archiwum X. Wszystko jednak pozostało w cieniu występów drużyn eksportowych. To im przyglądaliśmy się najbardziej wnikliwie i trzeba przyznać, że wnioski nie napawają jakimś wielkim optymizmem.
Ruch – Lechia
Ledwie mecz się rozpoczął a Deleu już popisał się fantastycznym strzałem zza pola karnego, zdejmując pajęczynę z siatki bramkarza Ruchu. Czy mogliśmy spodziewać się lepszego rozpoczęcia 2. kolejki? Oczywiście. Zaraz po tym jak padła pierwsza wyobraziliśmy sobie drugą, jeszcze bardziej efektowną. Życzenie spełnił weteran ligowych boisk – Marcin Malinowski, popisując się równie pięknym uderzeniem.

W pierwszej połowie mieliśmy piękne gole, a w drugiej… Mateusza Bąka, który popisał się tak zwanym wielbłądem i Pavla Sultesa, który… tu wielbłąd by się obraził, więc napiszemy, że zmarnował przysłowiowego „patelniaka”.
Widzew – Zawisza
Nie jest łatwo być kibicem w Bydgoszczy. Zespół walczy, jest bliski zwycięstwa, a tu jak spod ziemi wyrasta taki Visnjakovs i jest po zabawie. Niby Zawisza grał dobrze, niby prowadził i stwarzał kolejne okazje do strzelenia bramki, ale co z tego, kiedy na koniec punkty i tak zgarnęli łodzianie.
A Visnjakovs? Dla Widzewa był jak zbawienie. Jest jak kompas wysłany przez Boga dla rozbitka, który jest sam na tratwie na środku oceanu. A skoro rozbitek ma już kompas, to schodzi z tratwy i próbuje wpław dopłynąć do lądu. Tak można traktować doniesienia o rychłym odejściu Bartka Pawłowskiego do Malagi.
Skoro jesteśmy przy Pawłowskim to jak to w końcu jest, powinien grać w Widzewie czy może w Jadze? Jednoznacznej odpowiedzi nie ma, ale kto pamięta sprawę z transferem Marka Citki na linii Widzew – Jagiellonia, ten wie, że łodzianie nie pierwszy raz mogliby usiłować sprzedać nie swojego piłkarza.
Podbeskidzie – Górnik
„Górale” chcieli być gościnni. Skończyło się jak w przypadku słynnej walki Andrzeja Gołoty z Lennoxem Lewisem. Marcin Daniec tłumaczył, iż Andrew spodziewał się, że Lenonx w pierwszej rundzie będzie się z nim witać. Górnik witał Podbeskidzie przez trzy minuty, bo tyle wystarczyło by na listę strzelców wpisał się Nakoulma. Potem swoje trzy grosze dorzucił Przybylski i było już praktycznie po meczu.
Ale tym razem bohaterem zabrzan nie był Nakoulma a Olkowski. Obrońco-pomocnik Górnika popisał się asystą i kluczowym podaniem przy drugim golu i to właśnie jego można uznać za architekta zwycięstwa z bielszczanami.











