13. kolejka za nami. Wszystkie mecze usunęły się w cień wobec spektaklu, jaki zafundowali nam piłkarze Śląska i Jagiellonii. Wynik 3:3 brzmi efektownie, ale żeby zrozumieć, jak ciekawy był to mecz, trzeba prześledzić jego przebieg. Gdyby nie bramka Koseckiego, pozostałe spotkania można by było odpuścić.
Zarzynanie beniaminka
Można zwyciężać na różne sposoby. Udowodnić wyższość piłkarskich umiejętności, postawić autobus w bramce i atakować z kontry, rozpracować rywala taktycznie i wykorzystać jego słabości. Można też inaczej: sprowokować rywala i zmusić do błędu lub za pomocą brutalnej siły wgnieść go w trawę i przydeptać na dokładkę. Tak Piasta zdeptała Korona, która wie, jak używać brutalnej siły, żeby mieć z tego korzyść. Zdeptała, używając wszystkich wyżej wymienionych strategii po trochu. Rozpracowała rywali taktycznie, wiedziała, że z Piastem trzeba wziąć autobus i rozjechać nim rywali na boisku, przy okazji pokazując trochę piłkarskiego kunsztu, to spowoduje, że gliwiczanie nie wytrzymają i w przerwie jeden z nich posunie się niemal do rękoczynów. Jeśli ktoś nie może się tu doszukać brutalnej siły, to niech sprawdzi, jak to jest wpaść na rozpędzony autobus.
Kosa zawstydził Weszło

Gdyby nie akcja Koseckiego, to łódzko-warszawski klasyk byłby taki, jak zapowiadało Weszło – szkoda, że to będzie taki gówniany mecz. Na szczęście Kosecki niczym Turbodymoman zawstydził Weszło. Akcja godna ponownego obejrzenia.
Nieudany jubileusz
Łukasz Surma rozgrywał mecz numer 400. Wszystko miało być pięknie, bo rywal nie był wymagający – Bełchatów. Niestety, Lechia grała bez Traore, a to oznacza, że siła ofensywna była mniejsza o jakieś 80%. To z kolei oznacza, że zbliżyła się ona poziomem do Bełchatowa. Remis – nie mogło być inaczej.
Choroba pokadrowa
Teodorczyk i Wszołek niedawno otrzymali powołania do reprezentacji Polski. Zadebiutowali i… przestali strzelać. Może źle na nich działa zainteresowanie mediów czy skautów. A może po prostu za szybko poczuli, że teraz są już gwiazdami na skalę krajową i tacy lubinianie mogą im tylko buty czyścić.
Choroba pokadrowa cz. 2
Milik. Jeśli tak będzie grał dalej, to może oczekiwać ofert z ligi rumuńskiej czy bułgarskiej, bo żaden szanujący się klub nie wyłoży za niego kwoty, jaką oczekują zabrzanie. Z Pogonią zabrzanie zremisowali po meczu, który zostanie zapamiętany tylko z faktu, że czerwoną kartkę zobaczył w nim Aleksander Kwiek. Właśnie, Kwiek, bez niego Górnik może mieć poważne problemy. Bardzo poważne.











