Liga Mistrzów co roku przyciąga miliony kibiców na całym świecie. Nie może to dziwić, mając na uwadze fakt, że znajdują się w niej najlepsze zespoły z całej Europy, które mają w swoich składach największe nazwiska światowego futbolu. W każdej edycji jednakże jedna grupa zdaje się odstawać swoją markowością – brak w niej naprawdę dużego klubu, co może zniechęcić do śledzenia rywalizacji. Czy słusznie?
W tegorocznej edycji taką grupą jest grupa G, w której mierzą się ze sobą RB Salzburg, Lille, VfL Wolfsburg oraz Sevilla. Są to kluby utytułowane – Austriacy zdominowali w ostatnim czasie swoją ligę. Niemcy od lat pukają do czołówki, a kilkanaście lat temu zdobyli mistrzowski tytuł. Francuzi sensacyjnie utarli nosa gigantowi z Paryża i sięgnęli po czempionat w swoim kraju. Hiszpanie z kolei znaleźli patent na to, jak regularnie sięgać po Ligę Europy. No właśnie – pomimo tych osiągnięć taka grupa bardziej pasuje do rozgrywek drugiej kategorii.
Liga Mistrzów – podział na koszyki głównym winowajcą?
Gdy przejedzie się wzrokiem na grupy zeszłych edycji, można dojść do wniosku, że praktycznie co roku jesteśmy świadkami takich losowań. Co prawda w zeszłym sezonie właściwie w każdej grupie była jakaś jedna duża firma, lecz umówmy się, że grupa E z Chelsea, Krasnodarem, Rennes oraz Sevillą czy grupa F z Borussią Dortmund, Lazio, Brugge, a także Zenitem na papierze nie wyglądały interesująco. W sezonie 2019/2020 takim mianem mogła poszczycić się grupa G w składzie RB Lipsk, Olimpique Lyon, Benfica oraz Zenit. Trzy lata temu z kolei mogliśmy podziwiać grupę D z Porto, Schalke, Lokomotivem Moskwa oraz Galatasaray. Takich przykładów w ostatnich latach można znaleźć jeszcze co najmniej kilka.
Skąd wynika fakt, że jedna grupa tak musi wyglądać? Naturalną odpowiedzią na te rozterki jest podział na koszyki. Przyjrzyjmy się, jak wyglądało to w tym roku.
Złośliwi mogliby powiedzieć, że koszyk drugi jest mocniejszy niż pierwszy. I coś w tym rzeczywiście jest. Wynika to z decyzji UEFA, aby pierwszeństwo w pierwszym koszyku mieli mistrzowie najsilniejszych lig. Dlatego też Atletico jest kosztem Realu oraz Barcelony, Inter kosztem Juventusu czy właśnie Lille zamiast PSG. Dodajmy do tego Chelsea jako zdobywcę Ligi Mistrzów, Villarreal – triumfator Ligi Europy – oraz Sporting, czyli mistrz Portugalii. W związku z tym w drugim koszyku musiały wylądować takie ekipy, jak wspomniane: Real, Barcelona, PSG, Juventus czy Manchester United. Traf chciał, że „Les Dogues” wylosowały najmniej medialnego rywala z tej ekipy, czyli Sevillę.











