Jeśli jakiś kibic mógł czuć się nienajedzony po kolacji, jaką przez ostatnie dwa dni serwowała Liga Mistrzów, to na pewno dzisiaj apetyt został w pełni zaspokojony, oto bowiem czwartkowa Liga Europy sprostała oczekiwaniom fanów i zaserwowała nam prawdziwą ucztę złożoną z dwóch dań. Pech jednak chciał, że w meczu finałowym nie zobaczymy całej zawartości dzisiejszego menu, ale z pewnością zobaczymy tam ekipy Liverpoolu i Sevilli.
Liverpool – Villarreal CF
Po minimalnym zwycięstwie na El Madrigal podopieczni Marcelino przyjechali do miasta Beatlesów, licząc na uniknięcie porażki i straty wypracowanej na własnym boisku zaliczki. Obie jedenastki nieco różniły się w porównaniu z poprzednim meczem. Juergen Klopp postawił na obecność Daniela Sturridge’a kosztem Christiana Benteke’a, ale przede wszystkim wybrał znacznie bardziej ofensywne zestawienie jedynie z Emre Canem w roli defensywnego pomocnika. Z kolei w ekipie „Żółtej Łodzi Podwodnej” zabrakło tylko kontuzjowanego Erica Bailly’ego, a broniącego w pierwszym spotkaniu Sergio Asenjo między słupkami zastąpił Alphonse Areola.
Już w 5. minucie refleksem musiał popisać się Simon Mignolet, który sparował mocne uderzenie Mario Gaspara, a chwilę później tylko odprowadził wzrokiem niecelne uderzenie Dos Santosa. Minutę później to Alphonse Areola musiał wyciągać piłkę z siatki. Francuz nieporadnie odbił piłkę, ta trafiła pod nogi Roberto Firmino, który wstrzelił ją na 5. metr, na którym dosyć niefortunnie ustawił się Bruno Soriano i to po jego nogach futbolówka zatrzepotała w siatce. Tym samym „The Reds” nadrobili straty z pierwszego spotkania.
https://www.youtube.com/watch?v=iCYM9a-iCg0
Kolejne minuty to okres natarć Liverpoolu. Gospodarze co chwilę straszyli obronę Hiszpanów, najczęściej przy użyciu rajdów skrzydłami i stałych fragmentów. Na szczególną pochwałę zasłużył James Milner, który po raz kolejny udowodnił, że potrafi harować za trzech. Po jednym z jego dośrodkowań szansę na zdobycie gola miał Adam Lallana, ale były zawodnik Southampton nie trafił w piłkę kilka metrów od bramki. Do przerwy na Anfield wynik się nie zmienił.
https://twitter.com/Lexie_Rodriguez/status/728305994699186177
Przez długi czas pachniało na Anfield dogrywką, Liverpool nieco ostudził swój ofensywny zapał, natomiast goście skupili się na szczelnym murowaniu dostępu do własnej bramki. Jednak w 64. minucie to „The Reds” wyszli na prowadzenie w dwumeczu. Strzał Roberto Firmino został odbity przez Tomasa Pinę, ale piłka trafiła do Daniela Sturridge’a, a Brytyjczyk zdołał umieścić ją obok interweniującego Areoli. Chwilę później mogło być już 3:0, wspomniany wcześniej Firmino zakręcił rywalami na skraju pola karnego, lecz strzał Coutinho nie był zbyt celny.
https://www.youtube.com/watch?v=GVJ0t18yLTU











