Liga będzie ciekawsza – podsumowanie piątej kolejki ekstraklasy
Patryk Motyka, Michał Kołodko· 6 min czytania
Trzydzieści jeden bramek, z czego kilka nietuzinkowej urody. Setka znakomitych okazji, dziesiątki fauli, zero zwyzywanych matek sędziów. Nie, to nie będzie podsumowanie kolejki Ligi Mistrzów – taka była właśnie piąta kolejka ekstraklasy. O tym, co ciekawego wydarzyło się w tej serii spotkań, dowiecie się z naszego klasycznego podsumowania.
1) Pasy na obliczu Korony
Kibice kieleckiego zespołu z pewnością nie mogą być zadowoleni z gry „Złocisto-krwistych” w ostatnim tygodniu. Najpierw mecz, po którym Korona w kuriozalnych okolicznościach odpadła z Pucharu Polski, następnie okropna postawa w meczu ligowym przeciwko Cracovii. O ile ofensywa zagrała podobnie do meczu z Lechem (na zero „z przodu”), o tyle formacja obronna bez Piotra Malarczyka nie ma w sobie nic z solidności. Jeśli potwierdzą się pogłoski o transferze kapitana do angielskiego klubu z Championship – fani Korony nie będą mieli powodów do optymizmu. Cracovia z kolei wraca do normalności (jakże dziwnie to brzmi w kontekście poprzednich sezonów) i ogrywania ligowych rywali jak leci. Znów znakomity był Mateusz Cetnarski, cudownym trafieniem popisał się Bartosz Kapustka. Wyjazdowa wygrana 3:0 musi budzić szacunek, niezależnie od klasy rywala.
2) Miedź lepsza od złota
Gergo Lovrencsics (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Złota z poprzedniego sezonu, warto dodać. Zagłębie Lubin rozegrało najlepsze spotkanie od czasu powrotu do ekstraklasy, Lech rozegrał zapewne najgorsze z dotychczasowych (choć tych złych było już sporo, a sezon krótki…). Efekt – trzy punkty i błyskawiczna poprawa nastroju podopiecznych trenera Stokowca. „Miedziowi” wyrastają na najbardziej nieprzewidywalną ekipę w lidze. Po tragicznym meczu w Mielcu znakomite spotkanie w Lubinie przeciwko Lechowi. Na szczególną pochwałę zasługuje Krzysztof Janus, który na tle „Kolejorza” wyglądał jak TGV przy drezynie. Gdy dodamy do tego postawę młodszej części drużyny (Krzysztof Piątek, Jarosław Jach, Adrian Rakowski), nietrudno o optymizm. Trener Skorża z kolei musi szybko coś wymyślić, inaczej obudzi się na dole tabeli ligowej, bez pucharów i bez… pracy? Na domiar złego znów wypadł Gergo Lovrencsics. Zapowiada się kluczowy czas dla tej drużyny.
3) Górnik wciąż zasypany
Nie tak wyobrażał sobie debiut w roli trenera Górnika Zabrze Leszek Ojrzyński. Jego przyjazd do Mielca tylko potwierdził, że nawet najlepsza miotła nie wysprząta zacieków powstałych w wyniku zmieszania słabej formy i braku dostatecznych umiejętności. Termalica wypunktowała wszelkie słabości zabrzan. Szybkie 3:0, używając siatkarskiej terminologii. Mecz od początku układał się po myśli trenera Piotra Madrysza, który po meczu podkreślał wagę szybko zdobytej bramki. Upalne popołudnie było wyjątkowe dla Dawida Plizgi – szybko skreślony z Górnika zawodnik zdobył dwie bramki (jedną z rzutu karnego), czym przypomniał się kibicom w ekstraklasie i uciszył działaczy zabrzan. Trenera Ojrzyńskigo czeka bardzo dużo pracy (niewykluczone, że pomogą mu przy niej nowe twarze – do klubu może trafić chociażby Maciej Korzym), Piotr Mandrysz w dobrym nastroju może szykować się do wyjazdu do Chorzowa. Pomyśleć, że jeszcze dwa tygodnie temu sytuacja obu zespołów była identyczna…
Niecałe 20 minut i można było myśleć, że już po meczu. Górnik zaczął bardzo agresywnie i rzucił się na Śląsk, czego efektem były dwie szybko strzelone bramki. Jednak o ile Łęczna szybko wyszła na prowadzenie, o tyle Śląsk straty odrobił jeszcze szybciej, a kibice zgromadzeni na Lubelszczyźnie po pół godzinie gry mieli okazję obejrzeć już cztery gole. Najpierw Sergiusz Prusak zrobił „Neueura”, a później tak niefortunnie odbił piłkę, że ta wpadła wprost pod nogi Kamila Bilińskiego. Do przerwy mieliśmy wynik remisowy, chociaż to gospodarze bardziej zasłużyli na prowadzenie. W drugiej połowie role się kompletnie odwróciły i głównym aktorem spotkania ponownie był Prusak, tyle że tym razem pokazał się z dobrej strony. Jego doskonałe interwencje prawie uchroniły „Dumę Lubelszczyzny” przed porażką. Prawie, bo decydujący cios w 94. minucie zadał Flavio Paixao. Po zwycięstwie wrocławian chodzą pogłoski o zwolnieniu Szatałowa, które wydaje się bezsensowne, Górnik bowiem nadal zajmuje miejsce w górnej połowie tabeli. Generalnie mecz w Łęcznej był bardzo emocjonujący. Co ciekawe, goście po raz ostatni trzy gole na wyjeździe strzelili w lutym, podczas starcia z Górnikiem Zabrze, a straty dwóch bramek pod wodzą Tadeusza Pawłowskiego WKS nigdy wcześniej nie odrobił.
5) Sensacyjny lider z Gliwic
Guilherme (fot. Grzegorz Rutkowski)
I stało się: Piast pokonał wicemistrza Polski, dzięki czemu wskoczył na sam szczyt tabeli! O ile mecz w Łęcznej był fantastyczny, o tyle ten był nieziemski. Spotkanie rozgrywane było w niesamowitym tempie, akcja za akcją. Może to zabrzmieć mało wiarygodnie, ale poziom gry obu drużyn odzwierciedlał ich miejsce w tabeli. Na początku z bardzo dobrej strony pokazywał się Guilherme, który popisał się ładną asystą przy bramce Nikolicia. No właśnie, Nikolicia. Węgier znowu strzelił i udowadnia, że Legia sprowadziła naprawdę zdolnego napastnika. Tym razem były piłkarz Videotonu nie był głównym aktorem. Dość niespodziewanie na gwiazdę ligi wyrasta… Martin Nespor! Czech zaliczył świetne trafienie, czwarte już w tym sezonie. Od momentu wyrównania gliwiczanie zaczęli dyktować warunki gry, czego efektem było trafienie w poprzeczkę. Po przerwie Legia obudziła się i kompletnie zdominowała mecz, ale decydujący cios należał do „Piastunek”. Legię może boleć nie tyle sama porażka, ile utrata lidera, i co ważniejsze, Ondreja Dudy. Słowak najprawdopodobniej opuści spotkanie z Zorią.
6) Jagiellonia pnie się w górę
Po historycznym wyniku z poprzedniego sezonu Jagiellonia straciła prawie połowę swojej podstawowej jedenastki. To jednak nie przeszkodziło jej, by świetnie grać w tegorocznych rozgrywkach. Znakomicie radzą sobie Maciej Gajos oraz nowi zawodnicy. Tym razem w spotkaniu z Ruchem dali o sobie znać Konstantin Vassiljev oraz Jacek Góralski. Estończyk z meczu na mecz spisuje się coraz lepiej i ma udział w większości zdobytych bramek przez „Jagę”. Tym razem popisał się golem i asystą, choć gdyby nie rażący brak skuteczności jego partnerów, dorobek 31-latka byłby jeszcze bardziej imponujący. Być może „kopa” dodała mu obecność selekcjonera reprezentacji na trybunach, ale Vassiljev podczas tego meczu był znakomity. Obok niego świetne spotkanie rozegrał Jacek Góralski. „Góral” wielokrotnymi odbiorami i świetnymi dograniami pokazał, że na zapleczu ekstraklasy też można dobrze grać, a może nawet lepiej. 22-latek powoli wyrasta na jednego z najlepszych środkowych w lidze. Dobrą nowiną jest wzmocnienie skrzydeł drużyny z Podlasia. Wczoraj do Białegostoku wyruszył Alvarinho, który niedługo podpisze kontrakt. Do poprawy nadaje się obrona, która w pięciu kolejkach tylko raz zachowała czyste konto (przeciwko Termalice).
Kolejny występ Lechii to (choć włodarze klubu zapewniają, że tak nie jest) kolejna walka o stołek Jerzego Brzęczka. Im dalej w sezon, tym więcej argumentów przemawia za odejściem trenera „Biało-zielonych”. W niedzielę nad stadionem Wisły przeszła potężna burza i do końca nie było wiadomo, czy spotkanie zostanie rozegrane w zaplanowanym terminie. Ostatecznie jednak piłkarze wybiegli na nasączoną murawę zgodnie z planem, dzięki czemu mieliśmy okazję obejrzeć aż sześć bramek! Krakowianie bardzo szybko wykorzystali dramatyczną wręcz postawę obrońców przyjezdnych i strzelili dwie bramki. Chwilę później swoją pierwszą bramkę w ligowej karierze strzelił Daniel Łukasik. Fatalnie natomiast spisywał się Rafał Janicki, który rozegrał zdecydowanie najgorsze spotkanie od około dwóch lat. W sumie każdą bramkę można zapisać na jego konto. Po raz kolejny skórę lechistom ratował Marić, pewnie broniąc dostępu do swojej bramki. W ekipie „Białej Gwiazdy” ponownie błysnął Wilde Donald Guerrier, zdobywca gola i asysty. Spotkanie było rozgrywane w znakomitym tempie i mimo że gdańszczanie wciąż nie zdobyli kompletu punktów w tym sezonie, to potrafili stworzyć niezłe widowisko.
8) Znakomite zakończenie świetnej kolejki
Patryk Małecki (fot. pogonszczecin.pl)
To nie mógł być poniedziałek. To nie mogło być Podbeskidzie. To nie mógł być Małecki. Zakończenie piątej kolejki ekstraklasy było tak szalenie nieprawdopodobne, jak i cała znakomita seria rozgrywek. Pięć bramek, pogoń za Pogonią, ostatecznie nieudana, ciągłe zwroty akcji. Podopieczni trenera Kubickiego chyba powoli zaczynają rozumieć siebie wzajemnie, do tego na dobre wypalił jeden z nowych nabytków (Mateusz Szczepaniak), niestety brakuje wyników. Trochę żal Fabiana Hiszpańskiego, który po dobrym występie w Pucharze Polski doczekał się debiutu w lidze, a po pół godzinie gry dostał „wędkę”. Pogoń udowodniła, że jest w stanie wygrywać bez goli Łukasza Zwolińskiego, co nie zmienia faktu, że jego wpływ na grę zespołu jest niebagatelny. Na uwagę zasługuje pierwsze od lat trafienie Patryka Małeckiego. Skrzydłowy „Portowców” sygnalizuje zwyżkę formy, co z pewnością cieszy trenera Michniewicza – jeśli „Mały” nie będzie dawał powodów do zmian, trener nie nasłucha się, co zawodnik sądzi: o nim, jego rodzinie, stadionie w Szczecinie, drugiej stronie Błoń i cenach diesla na stacjach paliw.
Trzydzieści jeden bramek, z czego kilka nietuzinkowej urody. Setka znakomitych okazji, dziesiątki fauli, zero zwyzywanych matek sędziów. Nie, to nie będzie podsumowanie kolejki Ligi Mistrzów – taka była właśnie piąta kolejka ekstraklasy. O tym, co ciekawego wydarzyło się w tej serii spotkań, dowiecie się z naszego klasycznego podsumowania.
1) Pasy na obliczu Korony
Kibice kieleckiego zespołu z pewnością nie mogą być zadowoleni z gry „Złocisto-krwistych” w ostatnim tygodniu. Najpierw mecz, po którym Korona w kuriozalnych okolicznościach odpadła z Pucharu Polski, następnie okropna postawa w meczu ligowym przeciwko Cracovii. O ile ofensywa zagrała podobnie do meczu z Lechem (na zero „z przodu”), o tyle formacja obronna bez Piotra Malarczyka nie ma w sobie nic z solidności. Jeśli potwierdzą się pogłoski o transferze kapitana do angielskiego klubu z Championship – fani Korony nie będą mieli powodów do optymizmu. Cracovia z kolei wraca do normalności (jakże dziwnie to brzmi w kontekście poprzednich sezonów) i ogrywania ligowych rywali jak leci. Znów znakomity był Mateusz Cetnarski, cudownym trafieniem popisał się Bartosz Kapustka. Wyjazdowa wygrana 3:0 musi budzić szacunek, niezależnie od klasy rywala.
2) Miedź lepsza od złota
Gergo Lovrencsics (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Złota z poprzedniego sezonu, warto dodać. Zagłębie Lubin rozegrało najlepsze spotkanie od czasu powrotu do ekstraklasy, Lech rozegrał zapewne najgorsze z dotychczasowych (choć tych złych było już sporo, a sezon krótki…). Efekt – trzy punkty i błyskawiczna poprawa nastroju podopiecznych trenera Stokowca. „Miedziowi” wyrastają na najbardziej nieprzewidywalną ekipę w lidze. Po tragicznym meczu w Mielcu znakomite spotkanie w Lubinie przeciwko Lechowi. Na szczególną pochwałę zasługuje Krzysztof Janus, który na tle „Kolejorza” wyglądał jak TGV przy drezynie. Gdy dodamy do tego postawę młodszej części drużyny (Krzysztof Piątek, Jarosław Jach, Adrian Rakowski), nietrudno o optymizm. Trener Skorża z kolei musi szybko coś wymyślić, inaczej obudzi się na dole tabeli ligowej, bez pucharów i bez… pracy? Na domiar złego znów wypadł Gergo Lovrencsics. Zapowiada się kluczowy czas dla tej drużyny.
3) Górnik wciąż zasypany
Nie tak wyobrażał sobie debiut w roli trenera Górnika Zabrze Leszek Ojrzyński. Jego przyjazd do Mielca tylko potwierdził, że nawet najlepsza miotła nie wysprząta zacieków powstałych w wyniku zmieszania słabej formy i braku dostatecznych umiejętności. Termalica wypunktowała wszelkie słabości zabrzan. Szybkie 3:0, używając siatkarskiej terminologii. Mecz od początku układał się po myśli trenera Piotra Madrysza, który po meczu podkreślał wagę szybko zdobytej bramki. Upalne popołudnie było wyjątkowe dla Dawida Plizgi – szybko skreślony z Górnika zawodnik zdobył dwie bramki (jedną z rzutu karnego), czym przypomniał się kibicom w ekstraklasie i uciszył działaczy zabrzan. Trenera Ojrzyńskigo czeka bardzo dużo pracy (niewykluczone, że pomogą mu przy niej nowe twarze – do klubu może trafić chociażby Maciej Korzym), Piotr Mandrysz w dobrym nastroju może szykować się do wyjazdu do Chorzowa. Pomyśleć, że jeszcze dwa tygodnie temu sytuacja obu zespołów była identyczna…
4) Niesamowita pogoń Śląska
Niecałe 20 minut i można było myśleć, że już po meczu. Górnik zaczął bardzo agresywnie i rzucił się na Śląsk, czego efektem były dwie szybko strzelone bramki. Jednak o ile Łęczna szybko wyszła na prowadzenie, o tyle Śląsk straty odrobił jeszcze szybciej, a kibice zgromadzeni na Lubelszczyźnie po pół godzinie gry mieli okazję obejrzeć już cztery gole. Najpierw Sergiusz Prusak zrobił „Neueura”, a później tak niefortunnie odbił piłkę, że ta wpadła wprost pod nogi Kamila Bilińskiego. Do przerwy mieliśmy wynik remisowy, chociaż to gospodarze bardziej zasłużyli na prowadzenie. W drugiej połowie role się kompletnie odwróciły i głównym aktorem spotkania ponownie był Prusak, tyle że tym razem pokazał się z dobrej strony. Jego doskonałe interwencje prawie uchroniły „Dumę Lubelszczyzny” przed porażką. Prawie, bo decydujący cios w 94. minucie zadał Flavio Paixao. Po zwycięstwie wrocławian chodzą pogłoski o zwolnieniu Szatałowa, które wydaje się bezsensowne, Górnik bowiem nadal zajmuje miejsce w górnej połowie tabeli. Generalnie mecz w Łęcznej był bardzo emocjonujący. Co ciekawe, goście po raz ostatni trzy gole na wyjeździe strzelili w lutym, podczas starcia z Górnikiem Zabrze, a straty dwóch bramek pod wodzą Tadeusza Pawłowskiego WKS nigdy wcześniej nie odrobił.
5) Sensacyjny lider z Gliwic
Guilherme (fot. Grzegorz Rutkowski)
I stało się: Piast pokonał wicemistrza Polski, dzięki czemu wskoczył na sam szczyt tabeli! O ile mecz w Łęcznej był fantastyczny, o tyle ten był nieziemski. Spotkanie rozgrywane było w niesamowitym tempie, akcja za akcją. Może to zabrzmieć mało wiarygodnie, ale poziom gry obu drużyn odzwierciedlał ich miejsce w tabeli. Na początku z bardzo dobrej strony pokazywał się Guilherme, który popisał się ładną asystą przy bramce Nikolicia. No właśnie, Nikolicia. Węgier znowu strzelił i udowadnia, że Legia sprowadziła naprawdę zdolnego napastnika. Tym razem były piłkarz Videotonu nie był głównym aktorem. Dość niespodziewanie na gwiazdę ligi wyrasta… Martin Nespor! Czech zaliczył świetne trafienie, czwarte już w tym sezonie. Od momentu wyrównania gliwiczanie zaczęli dyktować warunki gry, czego efektem było trafienie w poprzeczkę. Po przerwie Legia obudziła się i kompletnie zdominowała mecz, ale decydujący cios należał do „Piastunek”. Legię może boleć nie tyle sama porażka, ile utrata lidera, i co ważniejsze, Ondreja Dudy. Słowak najprawdopodobniej opuści spotkanie z Zorią.
6) Jagiellonia pnie się w górę
Po historycznym wyniku z poprzedniego sezonu Jagiellonia straciła prawie połowę swojej podstawowej jedenastki. To jednak nie przeszkodziło jej, by świetnie grać w tegorocznych rozgrywkach. Znakomicie radzą sobie Maciej Gajos oraz nowi zawodnicy. Tym razem w spotkaniu z Ruchem dali o sobie znać Konstantin Vassiljev oraz Jacek Góralski. Estończyk z meczu na mecz spisuje się coraz lepiej i ma udział w większości zdobytych bramek przez „Jagę”. Tym razem popisał się golem i asystą, choć gdyby nie rażący brak skuteczności jego partnerów, dorobek 31-latka byłby jeszcze bardziej imponujący. Być może „kopa” dodała mu obecność selekcjonera reprezentacji na trybunach, ale Vassiljev podczas tego meczu był znakomity. Obok niego świetne spotkanie rozegrał Jacek Góralski. „Góral” wielokrotnymi odbiorami i świetnymi dograniami pokazał, że na zapleczu ekstraklasy też można dobrze grać, a może nawet lepiej. 22-latek powoli wyrasta na jednego z najlepszych środkowych w lidze. Dobrą nowiną jest wzmocnienie skrzydeł drużyny z Podlasia. Wczoraj do Białegostoku wyruszył Alvarinho, który niedługo podpisze kontrakt. Do poprawy nadaje się obrona, która w pięciu kolejkach tylko raz zachowała czyste konto (przeciwko Termalice).
Kolejny występ Lechii to (choć włodarze klubu zapewniają, że tak nie jest) kolejna walka o stołek Jerzego Brzęczka. Im dalej w sezon, tym więcej argumentów przemawia za odejściem trenera „Biało-zielonych”. W niedzielę nad stadionem Wisły przeszła potężna burza i do końca nie było wiadomo, czy spotkanie zostanie rozegrane w zaplanowanym terminie. Ostatecznie jednak piłkarze wybiegli na nasączoną murawę zgodnie z planem, dzięki czemu mieliśmy okazję obejrzeć aż sześć bramek! Krakowianie bardzo szybko wykorzystali dramatyczną wręcz postawę obrońców przyjezdnych i strzelili dwie bramki. Chwilę później swoją pierwszą bramkę w ligowej karierze strzelił Daniel Łukasik. Fatalnie natomiast spisywał się Rafał Janicki, który rozegrał zdecydowanie najgorsze spotkanie od około dwóch lat. W sumie każdą bramkę można zapisać na jego konto. Po raz kolejny skórę lechistom ratował Marić, pewnie broniąc dostępu do swojej bramki. W ekipie „Białej Gwiazdy” ponownie błysnął Wilde Donald Guerrier, zdobywca gola i asysty. Spotkanie było rozgrywane w znakomitym tempie i mimo że gdańszczanie wciąż nie zdobyli kompletu punktów w tym sezonie, to potrafili stworzyć niezłe widowisko.
8) Znakomite zakończenie świetnej kolejki
Patryk Małecki (fot. pogonszczecin.pl)
To nie mógł być poniedziałek. To nie mogło być Podbeskidzie. To nie mógł być Małecki. Zakończenie piątej kolejki ekstraklasy było tak szalenie nieprawdopodobne, jak i cała znakomita seria rozgrywek. Pięć bramek, pogoń za Pogonią, ostatecznie nieudana, ciągłe zwroty akcji. Podopieczni trenera Kubickiego chyba powoli zaczynają rozumieć siebie wzajemnie, do tego na dobre wypalił jeden z nowych nabytków (Mateusz Szczepaniak), niestety brakuje wyników. Trochę żal Fabiana Hiszpańskiego, który po dobrym występie w Pucharze Polski doczekał się debiutu w lidze, a po pół godzinie gry dostał „wędkę”. Pogoń udowodniła, że jest w stanie wygrywać bez goli Łukasza Zwolińskiego, co nie zmienia faktu, że jego wpływ na grę zespołu jest niebagatelny. Na uwagę zasługuje pierwsze od lat trafienie Patryka Małeckiego. Skrzydłowy „Portowców” sygnalizuje zwyżkę formy, co z pewnością cieszy trenera Michniewicza – jeśli „Mały” nie będzie dawał powodów do zmian, trener nie nasłucha się, co zawodnik sądzi: o nim, jego rodzinie, stadionie w Szczecinie, drugiej stronie Błoń i cenach diesla na stacjach paliw.