Trzydzieści jeden bramek, z czego kilka nietuzinkowej urody. Setka znakomitych okazji, dziesiątki fauli, zero zwyzywanych matek sędziów. Nie, to nie będzie podsumowanie kolejki Ligi Mistrzów – taka była właśnie piąta kolejka ekstraklasy. O tym, co ciekawego wydarzyło się w tej serii spotkań, dowiecie się z naszego klasycznego podsumowania.
1) Pasy na obliczu Korony
Kibice kieleckiego zespołu z pewnością nie mogą być zadowoleni z gry „Złocisto-krwistych” w ostatnim tygodniu. Najpierw mecz, po którym Korona w kuriozalnych okolicznościach odpadła z Pucharu Polski, następnie okropna postawa w meczu ligowym przeciwko Cracovii. O ile ofensywa zagrała podobnie do meczu z Lechem (na zero „z przodu”), o tyle formacja obronna bez Piotra Malarczyka nie ma w sobie nic z solidności. Jeśli potwierdzą się pogłoski o transferze kapitana do angielskiego klubu z Championship – fani Korony nie będą mieli powodów do optymizmu. Cracovia z kolei wraca do normalności (jakże dziwnie to brzmi w kontekście poprzednich sezonów) i ogrywania ligowych rywali jak leci. Znów znakomity był Mateusz Cetnarski, cudownym trafieniem popisał się Bartosz Kapustka. Wyjazdowa wygrana 3:0 musi budzić szacunek, niezależnie od klasy rywala.
2) Miedź lepsza od złota

Złota z poprzedniego sezonu, warto dodać. Zagłębie Lubin rozegrało najlepsze spotkanie od czasu powrotu do ekstraklasy, Lech rozegrał zapewne najgorsze z dotychczasowych (choć tych złych było już sporo, a sezon krótki…). Efekt – trzy punkty i błyskawiczna poprawa nastroju podopiecznych trenera Stokowca. „Miedziowi” wyrastają na najbardziej nieprzewidywalną ekipę w lidze. Po tragicznym meczu w Mielcu znakomite spotkanie w Lubinie przeciwko Lechowi. Na szczególną pochwałę zasługuje Krzysztof Janus, który na tle „Kolejorza” wyglądał jak TGV przy drezynie. Gdy dodamy do tego postawę młodszej części drużyny (Krzysztof Piątek, Jarosław Jach, Adrian Rakowski), nietrudno o optymizm. Trener Skorża z kolei musi szybko coś wymyślić, inaczej obudzi się na dole tabeli ligowej, bez pucharów i bez… pracy? Na domiar złego znów wypadł Gergo Lovrencsics. Zapowiada się kluczowy czas dla tej drużyny.
3) Górnik wciąż zasypany
Nie tak wyobrażał sobie debiut w roli trenera Górnika Zabrze Leszek Ojrzyński. Jego przyjazd do Mielca tylko potwierdził, że nawet najlepsza miotła nie wysprząta zacieków powstałych w wyniku zmieszania słabej formy i braku dostatecznych umiejętności. Termalica wypunktowała wszelkie słabości zabrzan. Szybkie 3:0, używając siatkarskiej terminologii. Mecz od początku układał się po myśli trenera Piotra Madrysza, który po meczu podkreślał wagę szybko zdobytej bramki. Upalne popołudnie było wyjątkowe dla Dawida Plizgi – szybko skreślony z Górnika zawodnik zdobył dwie bramki (jedną z rzutu karnego), czym przypomniał się kibicom w ekstraklasie i uciszył działaczy zabrzan. Trenera Ojrzyńskigo czeka bardzo dużo pracy (niewykluczone, że pomogą mu przy niej nowe twarze – do klubu może trafić chociażby Maciej Korzym), Piotr Mandrysz w dobrym nastroju może szykować się do wyjazdu do Chorzowa. Pomyśleć, że jeszcze dwa tygodnie temu sytuacja obu zespołów była identyczna…













