Za nami czwarta kolejka dodatkowej fazy T-ME. Sytuacja powoli zaczyna się klarować, niemniej jednak prawdopodobnie będziemy świadkami dużych emocji – zarówno na szczycie, jak i dnie ligowej tabeli. Oto osiem spostrzeżeń po 34. kolejce naszej rodzimej ligi.
1) Skuteczny fortel Osucha, mecz nie wart ceny biletu
Przypomnijmy – właściciel Zawiszy podniósł cenę biletów na ten mecz do 200 złotych, aby zapobiec najazdu radykalnych kibiców, chcących dopingować bramkarza Górnika Łęczna – Sergiusza Prusaka. Pomysł właściciela okazał się skuteczny – na stadionie panowała spokojna atmosfera, kibice dopingowali Zawiszę. Prusak był wygwizdywany przy każdym kontakcie z piłką. Jeśli chodzi o samo spotkanie, z pewnością nie było warte wydania 200 złotych. W Zawiszy króluje ostatnio Alvarinho, który zdobył swoją ósmą bramkę w sezonie. Gdyby bydgoszczanie, na boisku lepsi od gości, wytrzymali ostatnie minuty, opuściliby wreszcie strefę spadkową. Ta sztuka się nie udała, choć i tak najważniejsze będzie to, kto znajdzie się na dwóch ostatnich miejscach po ostatniej kolejce. Z obrazu gry widać, że podopieczni Mariusza Rumaka na spadek nie zasługują. Górnik Łęczna po zdobyciu tego jakże cennego punktu znajduje się w bardzo przyzwoitej sytuacji. Remis ekipie Szatałowa zapewnił przeżywający swoją czwartą młodość kapitan Velijko Nikitović. Od serbskiego pomocnika znów zależy w Łęcznej najwięcej – tak samo jak dekadę temu, gdy swoją grą podbił serca kibiców klubu z Lubelszczyzny.
2) Trafiła kosa na… scyzoryk

Faworyt meczu był tylko jeden i były nim „Pasy”. Korona postawiła jednak bardzo zacięty opór i ostatecznie wywiozła cenny punkt z trudnego terenu. Kielczanie odżyli po powrocie na ławkę trenera Tarasiewicza. Wreszcie dobry mecz rozegrał lider zespołu – Olivier Kapo. Był wszędobylski, elegancko rozgrywał piłkę i po jego strzale piłka znalazła się na słupku bramki strzeżonej przez Krzysztofa Pilarza. Jeśli któraś z drużyn była bliższa zwycięstwa, to byli to goście, sęk w tym, że remisy mogą nie wystarczyć do utrzymania w ekstraklasie. Cracovia zmarnowała szansę na pozbawienie pracy matematyków – przy kilku bardzo niekorzystnych wynikach wciąż może spaść z ligi. Jeśli chodzi o wnioski z meczu – Cracovia wreszcie ma w składzie kogoś, kto potrafi zdobywać dwucyfrową liczbę goli na sezon. Deniss Rakels ma na koncie 11 bramek, czym przebił wynik ostatniego „dwucyfrowego” w barwach „Pasów”, czyli Dariusza Pawlusińskiego. Grający obecnie w Rakowie Częstochowa zawodnik dokonał tego w sezonie 2008/2009. Sześć lat bez napastnika – to i tak sukces, że w tym czasie Cracovia spadła z ligi tylko raz.
3) Śląsk odpada z walki o tytuł












