Liga będzie ciekawsza – osiem wniosków po 36. kolejce T-ME
Michał Kołodko, Patryk Motyka· 6 min czytania
Fot. Kibice Lecha; Finał Pucharu Polski.
Za nami przedostatnia już kolejka bieżącego sezonu T-Mobile Ekstraklasy. Na górze wyjaśniło się już niemal wszystko, na dole trwa zażarta walka o byt. O tym, co wydarzyło się w ostatniej serii spotkań, przeczytacie w tradycyjnym podsumowaniu kolejki naszej ukochanej ligi.
1) Dom się spalił, ale meble są
GKS przed pojedynkiem z Koroną był już praktycznie na straconej pozycji, aby bełchatowianie zachowali szanse na utrzymanie musieli: po pierwsze sami wygrać swój mecz, a po drugie reszta rywali musiałaby grać na ich korzyść. Nadzieję na korzystny wynik mieli kibicom „Gieksy” dostarczyć Arkadiusz Piech i powracający do składu Michał Mak. Rzeczywiście, ten drugi był we wtorek bardzo aktywny i solidnie pracował dla drużyny. W pierwszej połowie to jednak goście byli zespołem lepszym, podopieczni Kamila Kieresia wyglądali na nieco zagubionych. W drugiej połowie jednak nie dosyć, że zdołali wyrównać, to w 90. minucie Paweł Baranowski wprawił cały Bełchatów w euforię, ale chwilę później Olivier Kapo ostudził ich emocje. Gra Francuza zwykle nie ekscytuje przez całe 90 minut (wiadomo, już nie ten wiek), ale czasami Kapo jeszcze potrafi zaskoczyć kibiców. GKS podobnie jak dwa lata temu traci ekstraklasę w przedostatniej kolejce i podobnie jak wtedy traci ją w samej końcówce. Ostatnim beniaminkiem, który spadł już po swoim pierwszym sezonie, był ŁKS w latach 2011/2012. Włodarze klubu przy wyciąganiu posezonowych wniosków powinni zacząć od zwolnienia samych siebie, bo decyzja o zmianie trenera była dużym błędem. Obrazem przebiegu tego spotkania jest wypowiedź Ryszarda Tarasiewicza:
– Dom się spalił, ale uratowaliśmy meble. Ten punkt nam może się przydać w ostatniej kolejce. Co ciekawe, przez krótką chwilę, ostatnie cztery kluby w tabeli posiadały po 24 punkty!
2) Nudy, nudy, nudy…
Mariusz Rumak (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Jedna z lepiej grających drużyn na wiosnę, Zawisza Bydgoszcz, wciąż walczy o utrzymanie w najwyższej lidze. W dosyć skomplikowanym układzie innych meczów bydgoski klub już we wtorek mógł zapewnić sobie ten byt. Tak jednak się nie stało i podopieczni Mariusza Rumaka nadal tkwią w strefie spadkowej, ale są teraz nieco bliżej reszty stawki. W Bydgoszczy byliśmy świadkami bardzo nudnego meczu, to tzw. piłkarskie szachy. Po zmianie flanki ożywił się nieco Bartek Pawłowski, który oskrzydlał większość akcji gospodarzy. Było widoczne, że z piłką przy nodze czuje się rozluźniony. Po jednej z jego akcji piłką do pustej bramki nie zdołał trafić Mica. W przypadku spadku ta sytuacja będzie jemu i jego kolegom śniła się po nocach. Piast potrzebował jednego punktu do utrzymania, przez co wyszedł nastawiony bardzo defensywnie. Gliwiczanom bez napastnika w składzie nie udało się oddać w tym meczu ani jednego celnego strzału do bramki rywala, ale oni do Brombergu nie przyjechali po to, aby strzelać bramki, tylko po to, żeby ich nie tracić, i swój cel osiągnęli.
Waldemar Fornalik w meczu z „Pasami” postanowił posadzić na ławce Efira i Visnakovsa, a kontuzjowanego Starzyńskiego zastąpił Gigolaev. Już w 1. minucie po strzale Dąbrowskiego piłka jak w pinballu odbiła się od jednego i drugiego słupka, aż w końcu na linii zatrzymał ją Putnocky. Z biegiem czasu Ruch coraz bardziej się odsłaniał, a Cracovia wyprowadzała coraz to groźniejsze kontry. Po jednej z nich sam na sam z bramkarzem wyszedł Zjawiński, ale trafił w rękę Słowaka, po czym piłka odbiła się od poprzeczki. Chwilę później stojący jeszcze na swojej połowie Budziński otrzymał podanie, po którym wychodził na czystą pozycję. Sędzia jednak niesłusznie odgwizdał w tej sytuacji spalonego. Magia Zielińskiego wciąż trwa, Cracovia, która nie przegrała w grupie spadkowej żadnego meczu, została mistrzem… grupy spadkowej.
4) Łęczna wciąż niepewna
Bartłomiej Konieczny, Tomasz Górkiewicz (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
Przed meczem obie drużyny były w podobnej sytuacji, miały po tyle samo punktów i zwycięstwo od utrzymania się w grupie. Tak że zapowiadała się ostra walka i taka też była. Piłkarze grali dosyć ostro, ale sędzia Borski długo nie sięgał do kieszonki po kartki. W pierwszej połowie lepsi byli bielszczanie, ale w drugiej, podobnie jak w ostatnich kolejkach, Górnik spisywał się dużo lepiej. Co z tego, skoro PBB jest niezwykle skuteczne w końcówkach? Decydujący cios zadał piłkarz bielszczan, Bartłomiej Konieczny. Był to 6. gol tego klubu w doliczonym czasie gry. Po straconej w końcówce bramce piłkarze „Dumy Lubelszczyzny” padali jeden po drugim, jakby trafieni przez snajpera. Podbeskidzie zaliczyło pierwsze u siebie zwycięstwo od 28 marca. Ciekawostka, z okazji Dnia Dziecka pomeczową konferencję poprowadził… 13-letni Janek.
5) Jaka piękna katastrofa
Niespełna 25 tysięcy widzów obserwowało w Gdańsku mecz, którego rezultat wprawił w rozpacz kibiców obu walczących przeciwników. Bezbramkowy remis to najgorszy wynik dla przeciętnego obserwatora. Szanse Legii na mistrzostwo Polski spadły do wartości ułamkowych, z kolei prawdopodobieństwo europejskich pucharów na PGE Arenie zostało po meczu wyzerowane. Od kilku dni w krajowych mediach hulała plotka, że z Lechia negocjuje transfery Florenta Maloudy i Djibrila Cisse. Warunkiem, jaki postawiła strona francuska, miał być właśnie udział w Lidze Europy. Podopieczni Henninga Berga grają z kolei ostatnio iście depresyjny futbol. O ile defensywie nie można absolutnie nic zarzucić (ponad 450 minut bez straconej bramki!), o tyle ofensywa rozgrywa tak, jakby straciła zdolności samodzielnego myślenia – konstruowanie akcji leży i nie podnosi się z murawy. Jeśli Norweg pozostanie trenerem Legii na następny sezon, będzie miał bardzo wiele do poprawy.
6) Wrocławski Brutus zabija marzenia krakowian
Mecz przyjaźni pomiędzy Wisłą Kraków a Śląskiem Wrocław był tym razem spotkaniem o dużą stawkę. Gospodarze, wygrywając mecz, objęliby prowadzenie w wyścigu o europejskie puchary, o które walczyli również wrocławianie. Ostatecznie gol Roberta Picha zakończył wszelkie spekulacje – Tadeusz Pawłowski osiągnął swój cel – Liga Europy zawita w przyszłym sezonie na stadion miejski we Wrocławiu. Sam mecz nie był najlepszą reklamą naszej ekstraklasy. Po obu drużynach widać było zmęczenie pod natłokiem spotkań, obie bały się też odważniej otworzyć, z obawy przed kontrami przeciwników. Ostatecznie piłkarze Śląska mogli rozpocząć świętowanie swojego sporego sukcesu. Piłkarze i trenerzy zrobili już swoje – teraz pora na działaczy, którzy muszą zrobić wszystko, by wrocławski klub miał kadrę zdolną do osiągnięcia przyzwoitego wyniku na europejskich boiskach.
7) Górnik zasypany bramkami
Szymon Pawłowski; (fot. Grzegorz Rutkowski)
Drużyna piłkarska, w odróżnieniu od dobrego ucznia, nie za bardzo lubi „przyjąć szóstkę”. To nieprzyjemne uczucie towarzyszyło piłkarzom i kibicom Górnika Zabrze, obserwującym, jak bawi się na boisku przymierzający mistrzowską koronę Lech. Gra ofensywna „Kolejorza” bliska była perfekcji – szczególnie imponująco grali: Szymon Pawłowski, Kasper Hamalainen i Zaur Sadajew. Lechowi mistrzostwo zabrać może tylko on sam – w ostatnim meczu kolejki „Kolejorz” podejmuje słabą ostatnio Wisłę Kraków (niegrającą już o nic) i potrzebuje jednego punktu, by nie musieć oglądać się na Legię. Mając na uwadze mistrzowską formę poznaniaków, wydaje się, że sportowo nie mogą przegrać tego meczu – jedyne, co mogłoby ich zniszczyć, to paraliż na myśl o stawce spotkania. Na to jednak się nie zanosi. Co po takim meczu można powiedzieć o przegranym? Defensywa spisała się koszmarnie, stracić sześć bramek na własnym boisku to jednak dyshonor. Promykiem nadziei była bramka zdobyta po akcji najmłodszych w drużynie zawodników – Fabiana Piaseckiego i Konrada Nowaka.
8) Poligon Szczecin
Czesław Michniewicz stara się maksymalnie wykorzystać komfort zajmowanego przez Pogoń ostatniego miejsca w tabeli grupy mistrzowskiej. W meczu przeciwko Jagiellonii na boisko w pierwszym składzie „Portowców” wybiegł absolutny debiutant, rosły defensywny pomocnik, Robert Obst. Na skrzydle biegał z kolei Kamil Wojtkowski, który nigdy wcześniej nie wychodził na mecz w wyjściowej jedenastce. Eksperymenty tym razem nie pomogły, Pogoń po słabej grze przegrała z wciąż walczącą o wicemistrzostwo Jagiellonią. Piłkarze z Podlasia znów zagrali imponująco, mając siedmiu graczy zagrożonych pauzą, nie otrzymali w całym meczu żółtej kartki. Swoją wielką chwilę miał wchodzący z ławki Karol Świderski – osiemnastolatek zdobył swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie. Jedynym zawodnikiem drużyny gości, który nie będzie dobrze wspominał meczu, jest Michał Pazdan. Znakomity obrońca „Jagi” zszedł z boiska z urazem, nie wiadomo jeszcze czy poważnym. Jako że to on miał zastąpić Kamila Glika w meczu z Gruzją, wszyscy kibice powinni trzymać kciuki za jego zdrowie.
Za nami przedostatnia już kolejka bieżącego sezonu T-Mobile Ekstraklasy. Na górze wyjaśniło się już niemal wszystko, na dole trwa zażarta walka o byt. O tym, co wydarzyło się w ostatniej serii spotkań, przeczytacie w tradycyjnym podsumowaniu kolejki naszej ukochanej ligi.
1) Dom się spalił, ale meble są
GKS przed pojedynkiem z Koroną był już praktycznie na straconej pozycji, aby bełchatowianie zachowali szanse na utrzymanie musieli: po pierwsze sami wygrać swój mecz, a po drugie reszta rywali musiałaby grać na ich korzyść. Nadzieję na korzystny wynik mieli kibicom „Gieksy” dostarczyć Arkadiusz Piech i powracający do składu Michał Mak. Rzeczywiście, ten drugi był we wtorek bardzo aktywny i solidnie pracował dla drużyny. W pierwszej połowie to jednak goście byli zespołem lepszym, podopieczni Kamila Kieresia wyglądali na nieco zagubionych. W drugiej połowie jednak nie dosyć, że zdołali wyrównać, to w 90. minucie Paweł Baranowski wprawił cały Bełchatów w euforię, ale chwilę później Olivier Kapo ostudził ich emocje. Gra Francuza zwykle nie ekscytuje przez całe 90 minut (wiadomo, już nie ten wiek), ale czasami Kapo jeszcze potrafi zaskoczyć kibiców. GKS podobnie jak dwa lata temu traci ekstraklasę w przedostatniej kolejce i podobnie jak wtedy traci ją w samej końcówce. Ostatnim beniaminkiem, który spadł już po swoim pierwszym sezonie, był ŁKS w latach 2011/2012. Włodarze klubu przy wyciąganiu posezonowych wniosków powinni zacząć od zwolnienia samych siebie, bo decyzja o zmianie trenera była dużym błędem. Obrazem przebiegu tego spotkania jest wypowiedź Ryszarda Tarasiewicza:
– Dom się spalił, ale uratowaliśmy meble. Ten punkt nam może się przydać w ostatniej kolejce. Co ciekawe, przez krótką chwilę, ostatnie cztery kluby w tabeli posiadały po 24 punkty!
2) Nudy, nudy, nudy…
Mariusz Rumak (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Jedna z lepiej grających drużyn na wiosnę, Zawisza Bydgoszcz, wciąż walczy o utrzymanie w najwyższej lidze. W dosyć skomplikowanym układzie innych meczów bydgoski klub już we wtorek mógł zapewnić sobie ten byt. Tak jednak się nie stało i podopieczni Mariusza Rumaka nadal tkwią w strefie spadkowej, ale są teraz nieco bliżej reszty stawki. W Bydgoszczy byliśmy świadkami bardzo nudnego meczu, to tzw. piłkarskie szachy. Po zmianie flanki ożywił się nieco Bartek Pawłowski, który oskrzydlał większość akcji gospodarzy. Było widoczne, że z piłką przy nodze czuje się rozluźniony. Po jednej z jego akcji piłką do pustej bramki nie zdołał trafić Mica. W przypadku spadku ta sytuacja będzie jemu i jego kolegom śniła się po nocach. Piast potrzebował jednego punktu do utrzymania, przez co wyszedł nastawiony bardzo defensywnie. Gliwiczanom bez napastnika w składzie nie udało się oddać w tym meczu ani jednego celnego strzału do bramki rywala, ale oni do Brombergu nie przyjechali po to, aby strzelać bramki, tylko po to, żeby ich nie tracić, i swój cel osiągnęli.
3) Nie ma mocnych na Cracovię
Waldemar Fornalik w meczu z „Pasami” postanowił posadzić na ławce Efira i Visnakovsa, a kontuzjowanego Starzyńskiego zastąpił Gigolaev. Już w 1. minucie po strzale Dąbrowskiego piłka jak w pinballu odbiła się od jednego i drugiego słupka, aż w końcu na linii zatrzymał ją Putnocky. Z biegiem czasu Ruch coraz bardziej się odsłaniał, a Cracovia wyprowadzała coraz to groźniejsze kontry. Po jednej z nich sam na sam z bramkarzem wyszedł Zjawiński, ale trafił w rękę Słowaka, po czym piłka odbiła się od poprzeczki. Chwilę później stojący jeszcze na swojej połowie Budziński otrzymał podanie, po którym wychodził na czystą pozycję. Sędzia jednak niesłusznie odgwizdał w tej sytuacji spalonego. Magia Zielińskiego wciąż trwa, Cracovia, która nie przegrała w grupie spadkowej żadnego meczu, została mistrzem… grupy spadkowej.
4) Łęczna wciąż niepewna
Bartłomiej Konieczny, Tomasz Górkiewicz (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
Przed meczem obie drużyny były w podobnej sytuacji, miały po tyle samo punktów i zwycięstwo od utrzymania się w grupie. Tak że zapowiadała się ostra walka i taka też była. Piłkarze grali dosyć ostro, ale sędzia Borski długo nie sięgał do kieszonki po kartki. W pierwszej połowie lepsi byli bielszczanie, ale w drugiej, podobnie jak w ostatnich kolejkach, Górnik spisywał się dużo lepiej. Co z tego, skoro PBB jest niezwykle skuteczne w końcówkach? Decydujący cios zadał piłkarz bielszczan, Bartłomiej Konieczny. Był to 6. gol tego klubu w doliczonym czasie gry. Po straconej w końcówce bramce piłkarze „Dumy Lubelszczyzny” padali jeden po drugim, jakby trafieni przez snajpera. Podbeskidzie zaliczyło pierwsze u siebie zwycięstwo od 28 marca. Ciekawostka, z okazji Dnia Dziecka pomeczową konferencję poprowadził… 13-letni Janek.
5) Jaka piękna katastrofa
Niespełna 25 tysięcy widzów obserwowało w Gdańsku mecz, którego rezultat wprawił w rozpacz kibiców obu walczących przeciwników. Bezbramkowy remis to najgorszy wynik dla przeciętnego obserwatora. Szanse Legii na mistrzostwo Polski spadły do wartości ułamkowych, z kolei prawdopodobieństwo europejskich pucharów na PGE Arenie zostało po meczu wyzerowane. Od kilku dni w krajowych mediach hulała plotka, że z Lechia negocjuje transfery Florenta Maloudy i Djibrila Cisse. Warunkiem, jaki postawiła strona francuska, miał być właśnie udział w Lidze Europy. Podopieczni Henninga Berga grają z kolei ostatnio iście depresyjny futbol. O ile defensywie nie można absolutnie nic zarzucić (ponad 450 minut bez straconej bramki!), o tyle ofensywa rozgrywa tak, jakby straciła zdolności samodzielnego myślenia – konstruowanie akcji leży i nie podnosi się z murawy. Jeśli Norweg pozostanie trenerem Legii na następny sezon, będzie miał bardzo wiele do poprawy.
6) Wrocławski Brutus zabija marzenia krakowian
Mecz przyjaźni pomiędzy Wisłą Kraków a Śląskiem Wrocław był tym razem spotkaniem o dużą stawkę. Gospodarze, wygrywając mecz, objęliby prowadzenie w wyścigu o europejskie puchary, o które walczyli również wrocławianie. Ostatecznie gol Roberta Picha zakończył wszelkie spekulacje – Tadeusz Pawłowski osiągnął swój cel – Liga Europy zawita w przyszłym sezonie na stadion miejski we Wrocławiu. Sam mecz nie był najlepszą reklamą naszej ekstraklasy. Po obu drużynach widać było zmęczenie pod natłokiem spotkań, obie bały się też odważniej otworzyć, z obawy przed kontrami przeciwników. Ostatecznie piłkarze Śląska mogli rozpocząć świętowanie swojego sporego sukcesu. Piłkarze i trenerzy zrobili już swoje – teraz pora na działaczy, którzy muszą zrobić wszystko, by wrocławski klub miał kadrę zdolną do osiągnięcia przyzwoitego wyniku na europejskich boiskach.
7) Górnik zasypany bramkami
Szymon Pawłowski; (fot. Grzegorz Rutkowski)
Drużyna piłkarska, w odróżnieniu od dobrego ucznia, nie za bardzo lubi „przyjąć szóstkę”. To nieprzyjemne uczucie towarzyszyło piłkarzom i kibicom Górnika Zabrze, obserwującym, jak bawi się na boisku przymierzający mistrzowską koronę Lech. Gra ofensywna „Kolejorza” bliska była perfekcji – szczególnie imponująco grali: Szymon Pawłowski, Kasper Hamalainen i Zaur Sadajew. Lechowi mistrzostwo zabrać może tylko on sam – w ostatnim meczu kolejki „Kolejorz” podejmuje słabą ostatnio Wisłę Kraków (niegrającą już o nic) i potrzebuje jednego punktu, by nie musieć oglądać się na Legię. Mając na uwadze mistrzowską formę poznaniaków, wydaje się, że sportowo nie mogą przegrać tego meczu – jedyne, co mogłoby ich zniszczyć, to paraliż na myśl o stawce spotkania. Na to jednak się nie zanosi. Co po takim meczu można powiedzieć o przegranym? Defensywa spisała się koszmarnie, stracić sześć bramek na własnym boisku to jednak dyshonor. Promykiem nadziei była bramka zdobyta po akcji najmłodszych w drużynie zawodników – Fabiana Piaseckiego i Konrada Nowaka.
8) Poligon Szczecin
Czesław Michniewicz stara się maksymalnie wykorzystać komfort zajmowanego przez Pogoń ostatniego miejsca w tabeli grupy mistrzowskiej. W meczu przeciwko Jagiellonii na boisko w pierwszym składzie „Portowców” wybiegł absolutny debiutant, rosły defensywny pomocnik, Robert Obst. Na skrzydle biegał z kolei Kamil Wojtkowski, który nigdy wcześniej nie wychodził na mecz w wyjściowej jedenastce. Eksperymenty tym razem nie pomogły, Pogoń po słabej grze przegrała z wciąż walczącą o wicemistrzostwo Jagiellonią. Piłkarze z Podlasia znów zagrali imponująco, mając siedmiu graczy zagrożonych pauzą, nie otrzymali w całym meczu żółtej kartki. Swoją wielką chwilę miał wchodzący z ławki Karol Świderski – osiemnastolatek zdobył swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie. Jedynym zawodnikiem drużyny gości, który nie będzie dobrze wspominał meczu, jest Michał Pazdan. Znakomity obrońca „Jagi” zszedł z boiska z urazem, nie wiadomo jeszcze czy poważnym. Jako że to on miał zastąpić Kamila Glika w meczu z Gruzją, wszyscy kibice powinni trzymać kciuki za jego zdrowie.