Liga będzie ciekawa – wnioski po pierwszej kolejce
Patryk Motyka, Michał Kołodko· 7 min czytania
Fot. Buricia
Ruszyła! Po kilku tygodniach wpatrywania się w sufit/ścianę/okno wreszcie człowiek poczuł, że życie ma sens. Ekstraklasa. Osiem z dwustu dziewięćdziesięciu sześciu spotkań naszej ukochanej ligi w sezonie 2015/2016 już za nami, pora więc na pierwsze wnioski. Jeśli nie chcecie ominąć niczego istotnego, co miało miejsce w pierwszej kolejce, zapraszamy do lektury!
1) Wisła i Górnik nadrobili straty
Paweł Brożek formą w piątek nie imponował (fot. Leszek Wasilewski)
Mecz w Krakowie miał być próbą dla nowej linii pomocy krakowian. Jak pokazało to pierwsze ligowe spotkanie, przed nimi jeszcze dużo roboty, a potrzebne im jest przede wszystkim zgranie, które z pewnością przyjdzie z biegiem czasu. Wisła zagrała słabo. O ile można powiedzieć, że pierwsza połowa była wyrównana, o tyle druga była całkowicie pod dyktando Górnika. Krakowianie mogą mówić o sporym szczęściu, bo nie dość, że swoją bramkę zdobyli po błędzie Przyrowskiego, to przed porażką uratował ich słupek. W „Białej Gwieździe” zawiódł jej największy lider, Paweł Brożek, który miał decydować o sile ofensywnej zespołu. Również Mączyński potwierdził opinie na swój temat, że nie jest zawodnikiem klasy reprezentacyjnej. Na plusa w drużynie gospodarzy zasługuje jedynie Maciej Sadlok. Dzięki temu remisowi oba kluby wyszły w tabeli na zero, przed rozpoczęciem sezonu zostały one bowiem ukarane jednym minusowym punktem z powodu problemów finansowych.
2) Pieniądze to nie wszystko
Nie tak inaugurację sezonu wyobrażali sobie kibice z Gdańska. Po sporych sumach wydanych na transfery fani ligowej piłki znad morza liczyli na to, że ich zespół zacznie walczyć o najwyższe cele (czytaj podium). Lechia poległa jednak już na pierwszej przeszkodzie. Dosyć szybko zdobyta bramka po rzucie rożnym pozwoliła Cracovii uspokoić grę. Krakowianie popisali się żelazną konsekwencją taktyczną oraz znakomitą defensywą: świetnie spisali się Sretenović i Wołąkiewicz, a jedynego gola w tym spotkaniu zaliczył Piotr Polczak. Lechia starała się odrobić straty, ale słaba dyspozycja między innymi Sebastiana Mili i Stojana Vranjesa sprawiła, że trzy punkty pojechały do Małopolski. Przed utratą kolejnych bramek Lechię ratował drugi najmłodszy podstawowy bramkarz w lidze, Marko Marić, który popisał się kilkoma ładnymi interwencjami. Dzięki temu zwycięstwu „Pasy” podtrzymały swoją passę meczów bez porażki. Podopieczni Jacka Zielińskiego po 10 meczach pod jego wodzą nie zaznali jeszcze smaku porażki.
Fedor Černych znów był najlepszy w zespole Górnika (fot. Autor: Roger Gor / Wikipedia)
Z pewnością nieco inaczej wyobrażano sobie start ligi w Chorzowie. Przyjeżdża nieumiejąca grać na wyjazdach Łęczna, pakuje dwa gole, mimo że Ruch optycznie przeważa, tak naprawdę goście mają wszystko pod kontrolą. Pal licho sam mecz, najgorszą wiadomością dla sympatyków „Niebieskich” jest to, że nie ma ani jednego powodu do optymizmu. Obrona bez Michała Helika gra bardzo niepewnie, Michał Koj jest niestety ze dwie półki niżej, jeśli chodzi o umiejętności. W pomocy również bardzo licho, Maciej Iwański debiut miał koszmarny, słusznie został zmieniony już w przerwie. Na „zrobienie” Babiarza z Urbańczyka potrzeba jeszcze czasu. W ataku jak zwykle nieporadnie snuł się Eduards Visnakovs. Czy to w ogóle jeszcze piłkarz? Jeśli doszukiwać się pozytywów na siłę, należy wyróżnić zmienników. Patryk Lipski zagrał o klasę lepiej od Iwańskiego, pokazując niezłą technikę i brak kompleksów, a Kamil Mazek rzeczywiście jest szybszy niż wichura w czasie niedzielnej burzy – jeszcze niech dołoży do tego trochę piłki i będzie dobrze. O Górniku można napisać tyle, że nieźle wprowadzili się nowi zawodnicy, aktywny był Grzegorz Piesio, świetne wejście zanotował Bartosz Śpiączka. Ale i tak najlepszy był Fedor Czernych, czyli nie wszystko w Łęcznej się zmieniło.
4) Piłkarski dialog na dawnej Dialog Arenie
Gospodarze wrócili do ekstraklasy w swoim niepowtarzalnym stylu. Już w drugiej minucie meczu stracili bowiem niezwykle kuriozalnego gola. Fatalne odegranie Todorovskiego do Forenca wykorzystał Robert Demjan. Inna sprawa, że po tym klopsie Zagłębie zaczęło grać w piłkę. Widać, że jest to jednak inny zespół niż ten, który rok temu zleciał z ligi. „Miedziowi” wywalczą punkty w meczach z niejednym potentatem. Po meczu ostrożny optymizm mógł zapanować także w obozie gości. Podbeskidzie zaskoczyło na plus, przede wszystkim w obronie, z dobrej strony pokazał się zwłaszcza debiutujący Bartosz Jaroch. Najlepszym zawodnikiem „Górali” (jak i chyba całego meczu) był jednak Japończyk Kohei Kato. Wyciągnięty z ligi czarnogórskiej pomocnik imponował przeglądem pola, walecznością, nieustępliwością. Chyba jednak wśród wagonów testowanych zawodników trafiły się Podbeskidziu pojedyncze perełki.
5) Lech myślami w Lidze Mistrzów
Lech do spotkania z Pogonią przystąpił z kilkoma zmiana w składzie. Co prawda nie było ich aż tyle co u Jagiellonii, ale skutki tych rotacji były podobne. Gra Lecha wyglądała słabo, akcje się nie kleiły, piłkarze wyglądali na rozkojarzonych. Lechici i tak mieli szczęście, bo już na początku spotkania po faulu na Takafumim Akahoshi Abdul Aziz Tetteh powinien ujrzeć czerwoną kartkę. Po tym wejściu Japończyk doznał groźnie wyglądającej kontuzji, przez co w jego miejsce na murawie pojawił się Patryk Małecki, który po kontuzji wrócił jakiś… inny! 26-latek, jak nie on, grał rozsądnie i walecznie, ale przepisowo, a dodatkowo zaliczył fenomenalną asystę przy bramce Łukasza Zwolińskiego, który rozegrał równie dobre zawody. Dobrze wyglądała także współpraca na linii Czerwiński – Fojut: obaj obrońcy niby po raz pierwszy grali ze sobą w meczu o stawkę, ale tak naprawdę udowodnili, że klasowy piłkarz zawsze da radę. Obaj defensorzy świetnie się rozumieli i uzupełniali na boisku. Tak jak pisaliśmy w zapowiedzi, Czesław Michniewicz na rynku transferowym postawił nie na ilość, ale na jakość, a zespół, jakim aktualnie dysponuje, może w tym sezonie sporo zdziałać. W Lechu nieźle zagrał Marcin Robak. 32-latek jeszcze niedawno strzelał bramki w barwach „Portowców”, a w sobotę zaliczył bardzo ładną asystę przeciwko swojemu byłemu klubowi.
Takafumi Akahoshi nabawił się fatalnie wyglądającej kontuzji (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
6) Mecz gag w Kielcach
Już przed pierwszym gwizdkiem wiedzieliśmy, że mecz ten do najnormalniejszych należał nie będzie: z jednej strony zespół, który tak naprawdę nie ma sensownej kadry, z drugiej całkowicie rezerwowy skład trzeciej drużyny w Polsce walczącej o europejskie puchary. Tak też było: fatalny błąd najlepszego (podobno) rezerwowego bramkarza ekstraklasy, dwie bramki Przybyły praktycznie bez oddania żadnego strzału, a w poprzeczkę z rzutu wolnego trafił Piotr Malarczyk! Skład Jagiellonii, pomimo że jeszcze młodszy niż zwykle, mógł imponować. Nazwiska Grzelczak, Sekulski, Vassiljev czy Góralski pokazują, że „Jaga” może pochwalić się jedną z lepszych ławek w lidze, dzięki czemu nadal ma potencjał na TOP4. Indywidualnie na plusy w obu zespołach zasłużyli Cebula, Sylwestrzak, Góralski i Sekulski. Ten ostatni momentami z piłką przy nodze przypominał… samego Roberta Lewandowskiego! Można mieć lekkie pretensje do Michała Probierza, który podobnie jak Henning Berg w ubiegłym sezonie rotacjami spowodowanymi grą w Europie głupio traci punkty w lidze. Na jego usprawiedliwienie możemy powiedzieć tyle, że zbyt wiele nie ryzykował, bo trzy punkty na tym etapie rozgrywek nie są wielką stratą, a odpadnięcie z Ligi Europy to duża strata pieniędzy. Ten mecz był pełen zabawnych sytuacji, ale właśnie za to kochamy naszą ligę!
7) Furman wywiózł Śląsk w pole
Dominik Furman (Legia Warszawa) (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
We Wrocławiu doszło do hitu pierwszej kolejki i co najważniejsze, był to hit nie tylko z nazwy. Wynik mógłby sugerować, że Legia z łatwością przejechała się po fatalnym Śląsku, tak jednak nie było. Warszawianie rozegrali znakomity mecz i zwyczajnie zajechali obronę gospodarzy. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego jako pierwsi zdobyli bramkę, po pięknym strzale głową w wykonaniu Flavio Paixao. Jeszcze przed przerwą, bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego, wyrównał Dominik Furman. Pomocnik Legii był głównym architektem zwycięstwa gości we Wrocławiu. Do bramki dorzucił jeszcze dwie asysty, czym rozstrzygnął rozważania na temat piłkarza kolejki. Oprócz Furmana w meczu ze Śląskiem z bardzo dobrej strony pokazały się dwa nowe nabytki, Nemanja Nikolić i Aleksandar Prijović. Pierwszy z nich zdobył dwie bramki, w dodatku nie dał się złapać ani razu na spalonym (z Botosani nie dał się ani razu pokazać nie na spalonym), Prijović pokazał natomiast, że jest stworzony do gry kombinacyjnej. Jeśli dołoży do tego skuteczność, w Warszawie przestaną się nabijać ze swojego „Zlatana”. Minusem meczu był niestety Michał Masłowski. Zawodnik, który jeszcze całkiem niedawno znajdował się w orbicie zainteresowań selekcjonera, w tej chwili w niczym nie przypomina siebie sprzed dwóch lat. Jeśli szybko nie zacznie grać na miarę swojego potencjału, Legia szybko go wypluje.
8) Piast zabija doświadczeniem
Na deser ekstraklasa zostawiła pojedynek Piasta Gliwice z beniaminkiem z Niecieczy. Termalica wyszła na poniedziałkowy mecz bez kompleksów, usiłując grać kombinacyjnie i szybko zdobywać pole gry. Gliwiczanie nic nie robili sobie z takich pokazów i dość szybko skarcili świeżaków po sprytnie rozegranym rzucie rożnym. Po tej akcji wszystko się posypało w grze Niecieczy. Brakowało dokładności, wkradła się nerwowość, a Piast zaczął uzyskiwać przygniatającą momentami przewagę. Wśród gospodarzy brylował Kamil Vacek, który pokazał, że do Gliwic nie przyjechał na wakacje, tylko chce odbudować pozycję sprzed kilku lat. Nieźle grał też Gerard Badia, który popisał się pięknym strzałem w poprzeczkę w drugiej połowie spotkania. W Niecieczy zawiodło kilka formacji. Duet Sołdecki – Markowski na stoperze grał dobrze do momentu, gdy każdy z obu panów uświadomił sobie, kogo ma za partnera w formacji. W pomocy brakowało dokładności, niewidoczny był Mateusz Kupczak. W ataku skutecznością na swoim poziomie popisywał się Adrian Paluchowski, strzelając albo w niebo, albo w dowolnego obrońcę. Oczywiście za wcześnie na sądy odnośnie do beniaminka. Dajmy mu kilka kolejek na rozkręcenie się. Jeśli w porę nabiorze ekstraklasowej ogłady – będzie dobrze.
Ruszyła! Po kilku tygodniach wpatrywania się w sufit/ścianę/okno wreszcie człowiek poczuł, że życie ma sens. Ekstraklasa. Osiem z dwustu dziewięćdziesięciu sześciu spotkań naszej ukochanej ligi w sezonie 2015/2016 już za nami, pora więc na pierwsze wnioski. Jeśli nie chcecie ominąć niczego istotnego, co miało miejsce w pierwszej kolejce, zapraszamy do lektury!
1) Wisła i Górnik nadrobili straty
Paweł Brożek formą w piątek nie imponował (fot. Leszek Wasilewski)
Mecz w Krakowie miał być próbą dla nowej linii pomocy krakowian. Jak pokazało to pierwsze ligowe spotkanie, przed nimi jeszcze dużo roboty, a potrzebne im jest przede wszystkim zgranie, które z pewnością przyjdzie z biegiem czasu. Wisła zagrała słabo. O ile można powiedzieć, że pierwsza połowa była wyrównana, o tyle druga była całkowicie pod dyktando Górnika. Krakowianie mogą mówić o sporym szczęściu, bo nie dość, że swoją bramkę zdobyli po błędzie Przyrowskiego, to przed porażką uratował ich słupek. W „Białej Gwieździe” zawiódł jej największy lider, Paweł Brożek, który miał decydować o sile ofensywnej zespołu. Również Mączyński potwierdził opinie na swój temat, że nie jest zawodnikiem klasy reprezentacyjnej. Na plusa w drużynie gospodarzy zasługuje jedynie Maciej Sadlok. Dzięki temu remisowi oba kluby wyszły w tabeli na zero, przed rozpoczęciem sezonu zostały one bowiem ukarane jednym minusowym punktem z powodu problemów finansowych.
2) Pieniądze to nie wszystko
Nie tak inaugurację sezonu wyobrażali sobie kibice z Gdańska. Po sporych sumach wydanych na transfery fani ligowej piłki znad morza liczyli na to, że ich zespół zacznie walczyć o najwyższe cele (czytaj podium). Lechia poległa jednak już na pierwszej przeszkodzie. Dosyć szybko zdobyta bramka po rzucie rożnym pozwoliła Cracovii uspokoić grę. Krakowianie popisali się żelazną konsekwencją taktyczną oraz znakomitą defensywą: świetnie spisali się Sretenović i Wołąkiewicz, a jedynego gola w tym spotkaniu zaliczył Piotr Polczak. Lechia starała się odrobić straty, ale słaba dyspozycja między innymi Sebastiana Mili i Stojana Vranjesa sprawiła, że trzy punkty pojechały do Małopolski. Przed utratą kolejnych bramek Lechię ratował drugi najmłodszy podstawowy bramkarz w lidze, Marko Marić, który popisał się kilkoma ładnymi interwencjami. Dzięki temu zwycięstwu „Pasy” podtrzymały swoją passę meczów bez porażki. Podopieczni Jacka Zielińskiego po 10 meczach pod jego wodzą nie zaznali jeszcze smaku porażki.
3) Górnik skopał leżącego
Fedor Černych znów był najlepszy w zespole Górnika (fot. Autor: Roger Gor / Wikipedia)
Z pewnością nieco inaczej wyobrażano sobie start ligi w Chorzowie. Przyjeżdża nieumiejąca grać na wyjazdach Łęczna, pakuje dwa gole, mimo że Ruch optycznie przeważa, tak naprawdę goście mają wszystko pod kontrolą. Pal licho sam mecz, najgorszą wiadomością dla sympatyków „Niebieskich” jest to, że nie ma ani jednego powodu do optymizmu. Obrona bez Michała Helika gra bardzo niepewnie, Michał Koj jest niestety ze dwie półki niżej, jeśli chodzi o umiejętności. W pomocy również bardzo licho, Maciej Iwański debiut miał koszmarny, słusznie został zmieniony już w przerwie. Na „zrobienie” Babiarza z Urbańczyka potrzeba jeszcze czasu. W ataku jak zwykle nieporadnie snuł się Eduards Visnakovs. Czy to w ogóle jeszcze piłkarz? Jeśli doszukiwać się pozytywów na siłę, należy wyróżnić zmienników. Patryk Lipski zagrał o klasę lepiej od Iwańskiego, pokazując niezłą technikę i brak kompleksów, a Kamil Mazek rzeczywiście jest szybszy niż wichura w czasie niedzielnej burzy – jeszcze niech dołoży do tego trochę piłki i będzie dobrze. O Górniku można napisać tyle, że nieźle wprowadzili się nowi zawodnicy, aktywny był Grzegorz Piesio, świetne wejście zanotował Bartosz Śpiączka. Ale i tak najlepszy był Fedor Czernych, czyli nie wszystko w Łęcznej się zmieniło.
4) Piłkarski dialog na dawnej Dialog Arenie
Gospodarze wrócili do ekstraklasy w swoim niepowtarzalnym stylu. Już w drugiej minucie meczu stracili bowiem niezwykle kuriozalnego gola. Fatalne odegranie Todorovskiego do Forenca wykorzystał Robert Demjan. Inna sprawa, że po tym klopsie Zagłębie zaczęło grać w piłkę. Widać, że jest to jednak inny zespół niż ten, który rok temu zleciał z ligi. „Miedziowi” wywalczą punkty w meczach z niejednym potentatem. Po meczu ostrożny optymizm mógł zapanować także w obozie gości. Podbeskidzie zaskoczyło na plus, przede wszystkim w obronie, z dobrej strony pokazał się zwłaszcza debiutujący Bartosz Jaroch. Najlepszym zawodnikiem „Górali” (jak i chyba całego meczu) był jednak Japończyk Kohei Kato. Wyciągnięty z ligi czarnogórskiej pomocnik imponował przeglądem pola, walecznością, nieustępliwością. Chyba jednak wśród wagonów testowanych zawodników trafiły się Podbeskidziu pojedyncze perełki.
5) Lech myślami w Lidze Mistrzów
Lech do spotkania z Pogonią przystąpił z kilkoma zmiana w składzie. Co prawda nie było ich aż tyle co u Jagiellonii, ale skutki tych rotacji były podobne. Gra Lecha wyglądała słabo, akcje się nie kleiły, piłkarze wyglądali na rozkojarzonych. Lechici i tak mieli szczęście, bo już na początku spotkania po faulu na Takafumim Akahoshi Abdul Aziz Tetteh powinien ujrzeć czerwoną kartkę. Po tym wejściu Japończyk doznał groźnie wyglądającej kontuzji, przez co w jego miejsce na murawie pojawił się Patryk Małecki, który po kontuzji wrócił jakiś… inny! 26-latek, jak nie on, grał rozsądnie i walecznie, ale przepisowo, a dodatkowo zaliczył fenomenalną asystę przy bramce Łukasza Zwolińskiego, który rozegrał równie dobre zawody. Dobrze wyglądała także współpraca na linii Czerwiński – Fojut: obaj obrońcy niby po raz pierwszy grali ze sobą w meczu o stawkę, ale tak naprawdę udowodnili, że klasowy piłkarz zawsze da radę. Obaj defensorzy świetnie się rozumieli i uzupełniali na boisku. Tak jak pisaliśmy w zapowiedzi, Czesław Michniewicz na rynku transferowym postawił nie na ilość, ale na jakość, a zespół, jakim aktualnie dysponuje, może w tym sezonie sporo zdziałać. W Lechu nieźle zagrał Marcin Robak. 32-latek jeszcze niedawno strzelał bramki w barwach „Portowców”, a w sobotę zaliczył bardzo ładną asystę przeciwko swojemu byłemu klubowi.
Takafumi Akahoshi nabawił się fatalnie wyglądającej kontuzji (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
6) Mecz gag w Kielcach
Już przed pierwszym gwizdkiem wiedzieliśmy, że mecz ten do najnormalniejszych należał nie będzie: z jednej strony zespół, który tak naprawdę nie ma sensownej kadry, z drugiej całkowicie rezerwowy skład trzeciej drużyny w Polsce walczącej o europejskie puchary. Tak też było: fatalny błąd najlepszego (podobno) rezerwowego bramkarza ekstraklasy, dwie bramki Przybyły praktycznie bez oddania żadnego strzału, a w poprzeczkę z rzutu wolnego trafił Piotr Malarczyk! Skład Jagiellonii, pomimo że jeszcze młodszy niż zwykle, mógł imponować. Nazwiska Grzelczak, Sekulski, Vassiljev czy Góralski pokazują, że „Jaga” może pochwalić się jedną z lepszych ławek w lidze, dzięki czemu nadal ma potencjał na TOP4. Indywidualnie na plusy w obu zespołach zasłużyli Cebula, Sylwestrzak, Góralski i Sekulski. Ten ostatni momentami z piłką przy nodze przypominał… samego Roberta Lewandowskiego! Można mieć lekkie pretensje do Michała Probierza, który podobnie jak Henning Berg w ubiegłym sezonie rotacjami spowodowanymi grą w Europie głupio traci punkty w lidze. Na jego usprawiedliwienie możemy powiedzieć tyle, że zbyt wiele nie ryzykował, bo trzy punkty na tym etapie rozgrywek nie są wielką stratą, a odpadnięcie z Ligi Europy to duża strata pieniędzy. Ten mecz był pełen zabawnych sytuacji, ale właśnie za to kochamy naszą ligę!
7) Furman wywiózł Śląsk w pole
Dominik Furman (Legia Warszawa) (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
We Wrocławiu doszło do hitu pierwszej kolejki i co najważniejsze, był to hit nie tylko z nazwy. Wynik mógłby sugerować, że Legia z łatwością przejechała się po fatalnym Śląsku, tak jednak nie było. Warszawianie rozegrali znakomity mecz i zwyczajnie zajechali obronę gospodarzy. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego jako pierwsi zdobyli bramkę, po pięknym strzale głową w wykonaniu Flavio Paixao. Jeszcze przed przerwą, bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego, wyrównał Dominik Furman. Pomocnik Legii był głównym architektem zwycięstwa gości we Wrocławiu. Do bramki dorzucił jeszcze dwie asysty, czym rozstrzygnął rozważania na temat piłkarza kolejki. Oprócz Furmana w meczu ze Śląskiem z bardzo dobrej strony pokazały się dwa nowe nabytki, Nemanja Nikolić i Aleksandar Prijović. Pierwszy z nich zdobył dwie bramki, w dodatku nie dał się złapać ani razu na spalonym (z Botosani nie dał się ani razu pokazać nie na spalonym), Prijović pokazał natomiast, że jest stworzony do gry kombinacyjnej. Jeśli dołoży do tego skuteczność, w Warszawie przestaną się nabijać ze swojego „Zlatana”. Minusem meczu był niestety Michał Masłowski. Zawodnik, który jeszcze całkiem niedawno znajdował się w orbicie zainteresowań selekcjonera, w tej chwili w niczym nie przypomina siebie sprzed dwóch lat. Jeśli szybko nie zacznie grać na miarę swojego potencjału, Legia szybko go wypluje.
8) Piast zabija doświadczeniem
Na deser ekstraklasa zostawiła pojedynek Piasta Gliwice z beniaminkiem z Niecieczy. Termalica wyszła na poniedziałkowy mecz bez kompleksów, usiłując grać kombinacyjnie i szybko zdobywać pole gry. Gliwiczanie nic nie robili sobie z takich pokazów i dość szybko skarcili świeżaków po sprytnie rozegranym rzucie rożnym. Po tej akcji wszystko się posypało w grze Niecieczy. Brakowało dokładności, wkradła się nerwowość, a Piast zaczął uzyskiwać przygniatającą momentami przewagę. Wśród gospodarzy brylował Kamil Vacek, który pokazał, że do Gliwic nie przyjechał na wakacje, tylko chce odbudować pozycję sprzed kilku lat. Nieźle grał też Gerard Badia, który popisał się pięknym strzałem w poprzeczkę w drugiej połowie spotkania. W Niecieczy zawiodło kilka formacji. Duet Sołdecki – Markowski na stoperze grał dobrze do momentu, gdy każdy z obu panów uświadomił sobie, kogo ma za partnera w formacji. W pomocy brakowało dokładności, niewidoczny był Mateusz Kupczak. W ataku skutecznością na swoim poziomie popisywał się Adrian Paluchowski, strzelając albo w niebo, albo w dowolnego obrońcę. Oczywiście za wcześnie na sądy odnośnie do beniaminka. Dajmy mu kilka kolejek na rozkręcenie się. Jeśli w porę nabiorze ekstraklasowej ogłady – będzie dobrze.