Ostatnim sobotnim meczem 17. kolejki polskiej ekstraklasy będzie pojedynek Legii Warszawa z GKS-em Bełchatów. Legioniści po wpadce w Kielcach pałają rządzą rekompensaty, a moment do tego jest teoretycznie najlepszy – do stolicy zawita czerwona latarnia ligi. Bełchatowianie jednak nie mają nic do stracenia i chcą pokusić się o wielką niespodziankę.
W ubiegłym tygodniu piłkarze Legii Warszawa poważnie sparzyli się na Kornie Kielce – porażka 2:3 na pewno nie była brana pod uwagę przez Jana Urbana. – Po meczu w Kielcach nie narzekałem na grę w obronie, po prostu byłem… moich emocji nie można opisać w parlamentarny sposób… Przy bramkowych sytuacjach zachowaliśmy się jak juniorzy, a przecież błędy popełnili doświadczeni zawodnicy. Trudno mi wytłumaczyć ich postawę w niektórych akcjach. Zwaliłem to na karb braku koncentracji i zbytniej pewności siebie. Być może ktoś uznał, że z takich akcji Korona nie może nam strzelić gola. Pomyliliśmy się w analizie sytuacji, za co zapłaciliśmy bardzo wysoką cenę. To trzeba poprawić – powiedział trener Urban. Taki zwrot wydarzeń i wygrana Lecha sprawiła, że „Kolejorz” zbliżył się już tylko na jeden punkt do lidera. Jeżeli „Wojskowi” poważnie myślą o tytule mistrza Polski – a nie wątpię, że tak jest – to z bełchatowianami muszą poradzić sobie bez większego problemu. Czy tak będzie? To już kwestia otwarta.

W międzyczasie legioniści pokonali w 1/4 finału Pucharu Polski Olimpię Grudziądz 4:1. W tym meczu szkoleniowiec warszawskiego zespołu mógł przetestować zestawienie na kolejny meczy – w meczu z Bełchatowem nie wystąpi aż 11 zawodników. Kontuzjowani są Choto, Wawrzyniak, Suler, Żyro, Kopczyński, Salinas, Rzeźniczak i Jodłowiec, a za kartki pauzują Radović, Łukasik i Wawrzyniak. – Nasza kadra została mocno uszczuplona. Obecnie dysponujemy 16 zdrowymi piłkarzami. W trakcie spotkania na boisku przebywa 11 zawodników, a ja mogę przeprowadzić trzy zmiany. Nie sądzę, abyśmy wzięli kogoś z Młodej Legii na mecz z GKS-em Bełchatów. Jest procent szans, że Tomek Jodłowiec będzie gotowy na mecz z GKS-em. Dzisiaj najprawdopodobniej nie wyjdzie na trening. Zawodnik narzeka na stłuczenie i od tempa jego gojenia będzie uzależniony termin powrotu „Jodły” na boisko – opowiada Urban.
Mimo ostatniego miejsca, które zajmuje drużyna Kamila Kieresia, szkoleniowiec lidera przestrzega przed lekceważeniem „Brunatnych”: – Moim zdaniem żaden szkoleniowiec nie lubi meczów takich jak ten najbliższy. Gramy z ostatnim zespołem i wiemy, jak wiele jest do stracenia, a ile możemy zyskać.
GKS Bełchatów w pierwszym wiosennym meczu zaprezentował się bardzo przyzwoicie – w bezbramkowo zremisowanym meczu z Wisłą Kraków przez długie momenty gry bełchatowianie byli lepsi. – – powiedział Kamil Kiereś.












