Remis z Czarnogórą w Podgoricy można odbierać w dwojaki sposób. Możemy się cieszyć ze zdobytego punktu na trudnym terenie, ale też smucić, bo mecz był jak najbardziej do wygrania. Wyszło, jak wyszło, gramy dalej. We wtorek podejmiemy we Wrocławiu Mołdawię i nawet jeśli będziemy kończyć mecz w dziesiątkę lub nawet w dziewiątkę, brak zwycięstwa nie będzie akceptowany.
O ile Czarnogóra ze Stevenem Joveticiem czy Mirko Vuciniciem mogła sprawić, że nieco obawialiśmy się pierwszego meczu, o tyle Mołdawia absolutnie nie ma prawa wzbudzać w nas jakichkolwiek negatywnych emocji. Jeśli mielibyśmy wybrać drużynę, która we wtorkowych meczach ma najłatwiejsze zadanie, to Polska bez wątpienia byłaby w gronie największych faworytów. Nie dość, że rywal – co tu dużo mówić – słaby, to jeszcze podejmiemy go na własnym obiekcie. Co prawda dopingować kadry nie będzie cały naród, można nawet zaryzykować, że ledwie garstka zdecyduje się na zapłatę absurdalnych dwudziestu złotych lub obejrzy mecz w internecie, ale tym bardziej podopiecznym Waldemara Fornalika powinno zależeć na zwycięstwie. Może dobre wyniki i równie dobra gra naszego zespołu w końcu nas przekona do tego, że warto choćby walczyć o tę reprezentację. Gdyby taki absurd z płaceniem za oglądanie meczów eliminacyjnych wprowadzono chociażby w siatkówce, odzew kibiców byłby tak gwałtowny, że głowa mała. Ale jeśli polscy piłkarze co chwila nas rozczarowują, to przechodzimy obok bez choćby zająknięcia. Dlatego nadszedł idealny czas na to, aby „Lewy” i spółka udowodnili, że grać w piłkę potrafią nie tylko w klubie.

Co można powiedzieć o reprezentacji Mołdawii? Ano niewiele. Gwiazd w niej nie ma, o utalentowanych zawodnikach też się nie słyszy. 143. drużyna w rankingu FIFA nie ma czym postraszyć. Z całym szacunkiem dla reprezentantów tego kraju, ale to typowy chłopiec do bicia. W swojej historii nigdy nie grała na mistrzostwach świata czy Europy. Sukcesy, czyli wygrane w pojedynczych meczach, można policzyć na palcach jednej ręki. Wydaje się, że jest to dla drużyny Waldemara Fornalika idealny rywal na ten moment eliminacji. W pierwszym spotkaniu Mołdawianie przegrali przed własną publicznością z reprezentacją Anglii aż 0:5. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie oczekujemy identycznego wyniku we wtorkowym pojedynku. Na tle Mołdawii jesteśmy bardzo mocną europejską drużyną, dlatego wypadałoby to potwierdzić.
U naszych rywali panują jednak chyba nieco inne poglądy. – Anglia jest najlepszą drużyną w naszej grupie, ale ze wszystkimi innymi możemy wygrać. Nadal obstaję przy tym, że Mołdawia może zająć trzecie miejsce w grupie – to dość zaskakujące i odważne słowa trenera reprezentacji Mołdawii, Iona Carasa. Jeśli on faktycznie myśli, że jest to realne, to trzeba mu oddać, że przynajmniej zdaje sobie również sprawę z potencjału innych zespołów. – dodawał selekcjoner, który życzył sobie ponadto, aby jego zawodnicy sprawili mu wymarzony prezent urodzinowy. W dniu spotkania Caras będzie bowiem kończył 62 lata.











