W „polskim” meczu 10. kolejki Bundesligi na Signal Iduna Park zmierzyły się drużyny Borussii Dortmund i FC Koeln. Gospodarze rozgromili rywali aż 5:0. Wynik spotkania otworzył Kagawa, a przed przerwą na listę strzelców wpisali się jeszcze Schmelzer i Lewandowski. Robert zdobył gola także po zmianie stron. Natomiast bramka numer pięć była autorstwa Kehla, któremu asystował Błaszczykowski.
W obu zespołach przed meczem doszło do jednej zmiany. W Borussii w wyjściowej jedenastce zabrakło miejsca dla Gundogana, którego zastąpił Kehl. Natomiast w FC Koeln kontuzji doznał Brecko. W jej wyniku na prawą stronę obrony został przesunięty Riether, a jego pozycję defensywnego pomocnika zajął Adam Matuszczyk, dla którego był to pierwszy mecz od pierwszych minut w tym sezonie. Dla nas najważniejsze było jednak to, że na boisku pojawiło się aż czterech kadrowiczów Smudy.

Początek rywalizacji był wyrównany, obie ekipy grały spokojnie, głównie w środkowej strefie boiska. Jednak już w 6. minucie arbiter musiał sięgnąć do kieszeni po żółtą kartkę. Najpierw otrzymał ją Sebastian Kehl za bardzo ostre wejście, w którym sam ucierpiał i musiał na chwilę opuścić plac gry, a zaraz po nim do notesu sędziego trafił także Matuszczyk. Wtedy przyszedł moment, gdy Borussia dłużej utrzymała się przy piłce i mogła wymienić kilka podań. Jak się okazało, ta krótka chwila wystarczyła mistrzowi Niemiec, by stworzyć bardzo groźną okazję. Świetnie za plecy obrońców podał Hummels, do piłki doszedł Grosskreutz, który dokładnie dograł do Kagawy, a filigranowy Japończyk nie pomylił się tak jak w poprzednich spotkaniach i zdobył bramkę. Od 7. minuty gospodarze prowadzili 1:0.
Zdobyty gol dał podopiecznym Kloppa dużo komfortu. Zaczęli oni grać spokojniej, byli wyluzowani i ochoczo ruszyli do ofensywy. FC Koeln było w sporych opałach, a raczej Rensing był w sporych opałach. Jak na razie bronił jednak, co mógł i był wyróżniającą się postacią w swojej drużynie. W jedenastce z Dortmundu bardzo przyzwoicie prezentował się Grosskreutz, z którego ostatnio nie było zbyt wiele pożytku. Borussia miała inicjatywę i spokojnie kontrolowała przebieg wydarzeń.
Koeln próbowało zagrozić bramce Weidenfellera, ale rzut rożny, wywalczony przez Peszkę, nie został należycie spożytkowany. Z kolei gospodarze oddawali sporo strzałów. Jeśli tylko mieli trochę wolnego miejsca, bez zastanowienia strzelali w kierunku Rensinga, ale tylko w kierunku, bo większość piłek leciała w trybuny. A stamtąd dochodził kapitalny doping miejscowych kibiców. Fani byli mocno zawiedzeni wynikami ulubieńców w Europie, ale nie mieli zamiaru się od nich odwracać i głośno śpiewali od początku spotkania.









