Ruch Chorzów po triumfie nad Koroną wywalczył awans do ćwierćfinału rozgrywek Pucharu Polski. Jednym z bardziej wyróżniających się piłkarzy tego meczu był Igor Lewczuk, który przy bramce Arkadiusza Piecha popisał się ładną asystą. Po meczu zawodnik nie krył zadowolenia z awansu do kolejnej fazy Pucharu Polski. Jednak nie chciał zdradzić sekretu dobrego przygotowania fizycznego piłkarzy chorzowskiego Ruchu.
W drugiej połowie troszkę się chyba pogubiliście, czyż nie?
Pechowo straciliśmy bramkę, ale to jak widać nam specjalnie nie zaszkodziło. Cały czas graliśmy swoją piłkę i konstruowaliśmy sytuacje podbramkowe. Na szczęście to się opłaciło, bo wygraliśmy mecz.
Szczególnie mogła się podobać Twoja gra w ataku. Piłkarze rywali często po starciu z Tobą nie wstawali z ziemi, mocno sobie z nimi poczynałeś.
Myślę, że z naszej drużyny wszyscy wyglądali fizycznie nieźle. To w sumie jest efekt pewnego treningu. Oby tak dalej.
Zdradzisz, o co chodzi?
Nie, nie. To jest tajemnica Ruchu.
Macie jakiś patent na rozgrywki Pucharu Polski? Z naszych śląskich drużyn zawsze to właśnie Wy zachodzicie najdalej.
I oby tak było dalej. Na pewno pogoda i pora sprzyjały temu, żeby grać w piłkę. Szczególnie, że trawa była wilgotna i sprzyjała naszej dobrej grze. Będziemy się starać. Nie tylko rozgrywki ligowe, ale także Puchar Polski traktujemy poważnie. Mam nadzieję, że coś zawojujemy.
Jak odbierasz grę co kilka dni? To chyba Wam sprzyja.

Każdy zawodnik lubi grać, bo właśnie mecze są całą solą piłki. Treningi treningami, ale mecz jest tym, na co się czeka. Myślę, że z siłami nie będzie problemu. A jak z tym nie będzie problemu, to każdy z utęsknieniem będzie czekał na mecze.
Czy można powiedzieć, że w Waszej grze jest już widoczne piętno trenera Zielińskiego? W pierwszej połowie byliście zespołem znacznie lepszym od Korony i nie pozwalaliście swojemu rywalowi na wiele.
Zgadza się. Trener Zieliński pracuje w klubie, ćwiczymy pewne schematy. Na początku, to może nie wyglądało jakoś rewelacyjnie w pierwszych meczach. Na szczęście zdobyliśmy cztery punkty. Właśnie te cztery punkty dają nam pewność siebie, że to ma sens, to skutkuje dobrą grą, strzelaniem goli i wygrywaniem meczy.
Czy wejście na plac gry Arkadiusza Piecha było dla Was znakiem, że macie ten mecz wygrać jeszcze w regulaminowym czasie gry?
Nie do końca. Wiadomo, że Arek Piech jest dobrym napastnikiem, ale od początku meczu chcieliśmy wygrać. To nie było tak, że co wyjdzie, to wyjdzie. Nastawialiśmy się na to, co ćwiczymy podczas treningów, czyli dobrą i szybką grę. I nie ważne czy Arek Piech, czy Maciej Jankowski, czy Andrzej Niedzielan czy Grzegorz Kuświk będą grać, to chodzi nam o to samo.











