Wielka Sobota w Bundeslidze ozdobiona była wielkim hitem. Niestety, tylko na papierze, bo Borussia Dortmund i Bayern Monachium nie porwały. Jedynego gola zdobył dla gości Robert Lewandowski.
Było to pierwsze od letniego transferu do Bayernu spotkanie Lewandowskiego z kibicami Borussii na ich stadionie. Mógł liczyć na większą przychylność kibiców gospodarzy niż reszta jego kolegów, czyli po prostu został mniej wygwizdany. Kiedy jednak wyczytano nazwisko Mario Goetzego, stadion niemal zawalił się od gwizdów.
W pierwszym składzie gospodarzy wybiegł Jakub Błaszczykowski. Skrzydłowy reprezentacji Polski sporo walczył i biegał, ale prochu nie wymyślił. Jeszcze trochę czasu minie, zanim Polak wystąpi na odpowiednio wysokim dla siebie poziomie. Grał przeciętnie, jak większość piłkarzy obu drużyn. Dlatego też klasyk Bundesligi zdecydowanie zawiódł. Oba zespoły bardziej skupiły się na grze fauli niż finezyjnej i miłej dla oka.
Chwilowe przełamanie nastąpiło w 36. minucie. Lewandowski rozprowadził akcję do lewej do Thomasa Muellera, ten co prawda uderzył w Romana Weidenfellera, ale odbitą piłkę sięgnął polski napastnik i głową umieścił ją w bramce. Robert nie eksponował swojej celebracji po strzeleniu bramki, mając w głowie to, ile Borussii zawdzięcza. Po zmianie stron spodziewaliśmy się, że kolejne gole to kwestia czasu. Niestety, Manuel Neuer i Roman Weidenfeller stali na bardzo wysokim poziomie.
https://vine.co/v/Oldu7vEVLIx
W samej końcówce Borussia była bliska doprowadzenia do remisu. Z wolnego świetnie uderzył Reus, ale fantastycznie piłkę na linii bramkowej zatrzymał Neuer. Inna sprawa, że chwilę wcześniej gospodarzom chyba należał się rzut karny, bo Xabi Alonso w obrębie „szesnastki” ewidentnie nadepnął Pierre-Emericka Aubameyanga.
Klasyk zawiódł, Bayern znowu wygrywa, a Borussia traci kolejne punkty. Czyli po staremu.









