Na inaugurację 25. kolejki Bundesligi Borussia Dortmund pokonała 1:0 FC Köln. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył w 44. minucie Robert Lewandowski. Podopieczni Jürgena Kloppa pewnie zmierzają po tytuł. Natomiast goście z Kolonii powinni się cieszyć, że skończyło się na jednej bramce.
Mecz zaczął się spokojnie. Obie drużyny zagęściły środek pola. Kolonia czekała na Borussię na własnej połowie, nastawiając się na grę z kontry. Pierwszą groźną akcję przeprowadził lewą stroną Schmelzer, ale do zagrywanej przez niego piłki nikt nie doszedł. W odpowiedzi uderzał Novaković, ale zbyt lekko, by zaskoczyć Weidenfellera. W 10. minucie z rzutu wolnego ze znacznej odległości ładnie przymierzył Subotić, ale Rensing nie dał się zaskoczyć. Swoich sytuacji szukali goście, ale albo łapali się na pułapki ofsajdowe, albo uderzali niecelnie. W 18. minucie powinien paść pierwszy gol. Po świetnej akcji Bendera piłkę dostał Barrios, który uderzył obok bezradnego bramkarza, ale w ostatniej chwili Pezzoni wybił futbolówkę z linii bramkowej. Z powodu urazu Podolskiego mieliśmy krótką przerwę w grze.
Chwilę później ponownie szczęścia próbował Subotić, ale tym razem nawet nie trafił w światło bramki. Po pół godzinie gry swój zespół po raz kolejny uratował Rensing. Tym razem do strzału po rzucie rożnym doszedł Santana. Kolejny korner Borussii przyniósł kolejną sytuację. Jednak Robert Lewandowski główkował ponad bramką. Kolonia szukała kontaktu z gospodarzami, ale defensywa Borussii, mimo braku Hummelsa, nie popełniała błędów. W 40. minucie mało brakowało, a do sytuacji strzeleckiej doszedłby Santana. Niestety, obrońca minął się z piłką. Borussia szukała bramki i gdy wydawało się, że swoje chęci zaspokoi dopiero w drugiej połowie, przypomniał o sobie Lewandowski. Napastnik reprezentacji Polski ładnie przejął piłkę i z trudnej pozycji uderzył tuż przy słupku, dając prowadzenie Dortmundowi. Kilka sekund później „Lewy” ponownie strzelał, ale tym razem zabrakło precyzji. Do przerwy Borussia prowadziła z Kolonią 1:0.
Druga połowa miała znacznie lepsze tempo od pierwszej odsłony. Najpierw na spalonym znalazł się zawodnik gości. Chwilę później, przypadkowo, w świetnej sytuacji znalazł się Novaković, ale dobrze zachował się Weidenfeller. W odpowiedzi dwukrotnie uderzał Großkreutz, ale Rensing potwierdził swoją wysoką dyspozycję i nie dał się pokonać. W 55. minucie plac gry opuścił Lukas Podolski. Parę sekund później sam na sam z bramkarzem znalazł się Novaković, ale zmarnował wyśmienitą okazję. Kolejne minuty upływały na bombardowaniu bramki Kolonii. Jednak strzały Großkreutza czy Suboticia okazały się nieskuteczne. Żółte kartki obejrzeli Ehret i Petit. W międzyczasie swoją szansę miał także Łukasz Piszczek. W 66. minucie ładnie uderzał Sahin, ale wynik wciąż był bez zmian. Kolejne okazje Santany i Großkreutza także nie przyniosły upragnionego gola. Im bliżej końca meczu, tym więcej nerwów i emocji było na boisku. Kolonia wciąż miała szanse na cenny remis.
Na kwadrans przed końcem na placu gry pojawił się Jakub Błaszczykowski. Chwilę później kapitalną akcję przeprowadzili gospodarze, ale strzał Lewandowskiego świetnie wybronił Rensing. Boisko opuścił Petit, którego zmienił Ionita. Dortmund nie odpuszczał i wciąż atakował. Kolejną okazję miał Barrios, ale tym razem trafił w poprzeczkę. Chwilę później żółtą kartkę zobaczył Lanig, a Clemensa zmienił Freis. Pięć minut przed końcem meczu szczęście ponownie uśmiechnęło się do Rensinga, gdy piłka po strzale Sahina, po raz drugi w tym meczu, zatrzymała się na poprzeczce. Kolonia próbowała kontratakować, ale rzuty rożne w wykonaniu gości nie przynosiły efektów. W końcówce szansę miał Brecko, ale przestrzelił. Klopp urwał kilka sekund, wpuszczając na boisko Kehla i Da Silvę. Na koniec jeszcze strzału szukał Lewandowski, ale wynik nie uległ już zmianie. Borussia dowiozła 1:0 do końca i zainkasowała trzy punkty. Jak tak dalej pójdzie, to za miesiąc w Dortmundzie będą mogli świętować zdobycie tytułu.








