Konsekwencja, upór, realizacja taktyki Oresta Lenczyka – to wszystko wpłynęło na wygraną Śląska w derbach Dolnego Śląska. Wrocławianie nie zagrali galaktycznego futbolu, mimo to w pełni zasłużenie zainkasowali trzy punkty.
Pierwsza połowa spotkania wyglądała, jak wszystkie mecze wyjazdowe Śląśka. Oczekiwanie na własnej połowie, nie forsowanie tempa, konsekwentna defensywa i czyhanie na kontrataki. Każdy element taktyki Oresta Lenczyka był realizowany. Zagłębie kompletnie nie mogło znaleźć sposobu na solidną wrocławską defensywę.
Pierwszy raz golem zapachniało w 18. minucie. Kapitalne podanie Mili minęło obrońców i trafiło wprost pod nogi Madeja. Pomocnik Śląska zdecydował się na uderzenie z pierwszej piłki. Decyzja była dobra, sam strzał nie do końca – futbolówka o centymetry minęła słupek bramki. Dziesięć minut później odpowiedzieli gospodarze. Efektowny rajd prawą flanką przeprowadził Abwo, po czym wyłożył piłkę Plizdze. Pomocnik Zagłębia nieczysto trafił w piłkę, która wylądowała pod nogami Osmanagicia. Bośniak momentalnie uderzył. Niestety – minimalnie niecelnie. Swoją okazję miał także Plizga, ale futbolówka wylądowała wprost w rękawicach Kelemena.
Druga odsłona spotkania wyglądała identycznie, z tą różnicą, że Śląsk okazał się skuteczny. Wrocławianie wykorzystali element gry, który, w polskich realiach, opanowali niemal do perfekcji. Zaczęło się od rzutu wolnego ze znacznej odległości w 63. minucie. Potężny strzał po ziemi posłał Mila. Isailović zdążył z interwencją, zrobił to jednak na tyle niefrasobliwie, że wypluł ją wprost pod nogi Celebana. Defensor Śląska skorzystał z prezentu i zaliczył jedyne trafienie w dzisiejszym spotkaniu.
Zagłębie próbowało gonić wynik, ale na przeszkodzie stał Orest Lenczyk, który dobrze ustawił dzisiaj piłkarskie szachy. Na boisku przebywało aż siedmiu zawodników z pola, odpowiadających za defensywę. Śląsk mógł się wykończyć własną bronią. Chwilę po zdobyciu gola, bliski skarcenia własnego bramkarza był Spahić.
W końcówce meczu „Miedziowi” poczynali sobie coraz śmielej, czego efektami było kilka klarownych sytuacji, stworzonych głównie po stałych fragmentach gry. Najpierw dośrodkowanie Plizgi trafiło wprost na głowę Wilczka, który nieźle uderzył. Na posterunku stał jednak Kelemen. Kilka minut później reprezentant Polski zdecydował się na strzał. Futbolówka minęła mur, nabrała groźnej rotacji, obrała dobrą trajektorię. Nic z tego. Znów instynktem popisał się Kelemen. Słowak wyciągnął się jak struna, co pozwoliło mu na skuteczną, a zarazem efektowną paradę.










