Orest Lenczyk jest jednym z największych pechowców wśród trenerów. Po raz pierwszy i ostatni wywalczył ze swoją drużyną mistrzostwo Polski w sezonie 1977/1978. Później kilka razy był bliski powtórzenia tego sukcesu, ale zawsze na ostatniej prostej ktoś go wyprzedzał. Teraz to on ma szansę na spektakularny finisz.
Oczywiście, tej szansy by nie było, gdyby nie ślamazarna Legia. Ale o drużynie Macieja Skorży pisać nie będziemy.
Lenczyk najbliżej wywalczenia drugiego tytułu mistrzowskiego w swojej trenerskiej karierze był w sezonie 2006/2007, kiedy GKS Bełchatów pod jego batutą stracił lokatę lidera trzy kolejki przed końcem rozgrywek.

I kiedy w poprzednim sezonie prowadzony przez niego Śląsk wydostał się z dołu tabeli, by zakończyć rozgrywki na drugim miejscu, większość ekspertów przewidywała, że wrocławianie będą walczyć w sezonie 2011/2012 o tytuł mistrza Polski. W sumie mieli rację.
Tyle tylko że ta walka miała wyglądać inaczej. Szczególnie, jeśli popatrzymy na wyniki drużyny Lenczyka w 2011 roku – był to zdecydowanie najlepiej punktujący zespół w polskiej lidze. I kiedy po rundzie jesiennej Śląsk przewodził ligowej stawce z przewagą czterech punktów nad Legią, wszyscy myśleli, że to czas Lenczyka.
Nic bardziej mylnego. Wrocławianie na wiosnę grają straszny piach i tylko nieporadność innych drużyn biorących udział w wyścigu o tytuł sprawia, że Śląsk jeszcze ma szansę na mistrzostwo Polski.
Wydaje się, że dla trenera Lenczyka to ostatnia szansa, żeby wreszcie odegrać się za ten feralny sezon 2006/2007. Żeby tak się stało, Śląsk musi zdobyć o jeden punkt więcej niż Legia.
Pierwszą przeszkodą na drodze wrocławian będzie Jagiellonia Białystok. Zespół, który na boiskach rywali gra jak trzecioligowiec. Zaledwie jedno wyjazdowe zwycięstwo, cztery remisy i aż dziewięć porażek. To nie jest bilans, który napawa kibiców „Jagi” optymizmem. Szans można upatrywać chyba tylko w matematyce, bo im dłużej Jagiellonia na wyjazdach nie wygrywa, tym większe prawdopodobieństwo, że w końcu wygra.
W sukces Śląska wierzy Łukasz Gikiewicz – W końcu coś zaskoczyło w naszym zespole. Zostały dwa mecze. Chcemy najpierw pokonać Jagiellonię w najbliższy czwartek. Wydaje mi się, że sprawa mistrzostwa rozstrzygnie się w Krakowie podczas meczu z Wisłą – powiedział piłkarz Śląska.
Na pewno podopieczni Oresta Lenczyka będą musieli szczególną uwagę zwrócić na Tomasza Frankowskiego. Snajper Jagiellonii jest ostatnio w wybornej formie – w dwóch poprzednich spotkaniach zdobył trzy bramki.
Zespół prowadzony przez Tomasza Hajto nie gra już właściwie o nic, więc może podejść do spotkania we Wrocławiu na pełnym luzie i spróbować wreszcie wygrać na wyjeździe. A będzie to dla niego ostatnia szansa na zwycięstwo poza swoim stadionem, bo w ostatniej kolejce zmierzy się w Białymstoku z ŁKS-em.











