Łącznie mają tyle lat, co… Tomasz Frankowski. A już wygrywają mecze dla jednej z najlepszych drużyn w kraju. Michał Żyro i Rafał Wolski swoimi bramkami zapewnili swojej ekipie trzy punkty.
Choć pojedynki Legii z Widzewem to do granic możliwości zdewaluowany klasyk, kibice obu drużyn na trybunach mocnym tchem chcieli zdmuchnąć kurz, jaki osiadł na historii niegdysiejszych derbów Polski. Niezła frekwencja i jeszcze lepsza atmosfera odbiła się… czkawką. Zaraz na początku meczu na murawie znalazły się race. Zawody mogły zostać wznowione dopiero po kilku minutach.

Całe szczęście, że fani przy Łazienkowskiej obejrzeli na placu gry znacznie ciekawsze rzeczy, aniżeli płonące race. W nogach legionistów było widać jeszcze trudy czwartkowej ekspansji rumuńskiej. Gospodarze mieli problem z dojściem do bramki strzeżonej przez Mielcarza, toteż co rusz atakowali go torpedami z dystansu. Uderzenia Ljuboi, Rybusa, Żyry czy Gola, choć co drugie, to piękniejsze, nie znalazły drogi do siatki łodzian.
Inicjatywa należała do bezproduktywnych warszawian, mimo to widzewiacy doczekali się na swoje szanse. Przyjęli raczej pasywną postawę, co przy odrobinie szczęścia mogło się opłacić. W 31. minucie najlepszą okazję w pierwszej połowie zmarnował Oziębała. Hmm… czy aby na pewno zmarnował? Dostał piłkę na piątym metrze i instynktownie uderzył na bramkę. Zrobił, co mógł. To chyba nie jego wina, że Kuciak oglądał wczoraj nadzwyczajne interwencje Wojciecha Pawłowskiego i – co kluczowe – zaczął do nich nawiązywać.
Mimo iż w przerwie nie doszło do żadnych roszad personalnych, po zmianie stron widzieliśmy nieco inną Legię. Bardziej ambitną, bardziej kreatywną, no i przede wszystkim skuteczną. Choć fatalne pudła Rybusa (strzał ponad bramką w trudnej sytuacji) czy Ljuboi (w świetnej okazji niecelna główka) optymizmem nie napawały.

No, ale przyszła 65. minuta. Do bezpańskiej piłki w polu karnym dopadł Żyro, który przedarł się przez nożne zasieki widzewiaków i mocnym uderzeniem wprost w okienko pokonał bramkarza rywali. Mielcarz był bez szans. Młody skrzydłowy tym trafieniem ugruntował swoją pozycję w pierwszym składzie, choć wątpię, by do końca rundy mógł stracić miejsce w jedenastce. Walczy przecież o nie z… Manu, który może „Żyrce” odebrać co najwyżej piłkę na treningu, lecz i to nie jest takie oczywiste.











