Legia Warszawa zremisowała na swoim stadionie z PGE GKS-em Bełchatów. Wynik meczu otworzył Rafał Wolski, a wyrównał Marcin Żewłakow, który zamienił na bramkę dokładne dośrodkowanie Kamila Kosowskiego.
Walcząca o mistrzostwo Polski Legia od początku usiłowała zepchnąć rywala do defensywy. Warszawianie kilka razy zbliżali się do pola karnego bełchatowian, lecz ani razu nie zdołali poważnie zagrozić bramce Łukasza Sapeli. Tymczasem PGE GKS mógł trafić do siatki już po pierwszej akcji ofensywnej. Paweł Buzała znalazł się w sytuacji sam na sam z Dusanem Kuciakiem, jednak napastnikowi gości zabrakło zimnej krwi.

Pierwsze pół godziny stało pod znakiem twardej walki w środku pola. Obie ekipy od czasu do czasu próbowały przeprowadzić akcję ofensywną, lecz żadna z drużyn nie zdecydowała się na odważniejszy atak. Taka postawa źle wpływała na gospodarzy. W 30. minucie Jakub Rzeźniczak popełnił fatalny błąd, zbyt lekko podając piłkę do swojego bramkarza. Z prezentu chciał skorzystać Buzała, który doszedł do piłki , ale po raz drugi nie zachował się właściwie w decydującym momencie. Chwilę później w końcu zaatakowała Legia. Janusz Gol miał wyśmienitą okazję do zdobycia bramki, jednak po jego strzale głową piłka wylądowała w rękach Sapeli.
W 38. minucie błysnął niewidoczny do tej pory Wolski. Pomocnik Legii zainicjował indywidualną akcję, wpadł z piłką w pole karne i oddał strzał, którego nie zdołał wyłapać bramkarz bełchatowian. Jeden z najsłabszych piłkarzy na boisku pokazał, że nawet będąc w słabszej dyspozycji, jest w stanie rozstrzygać losy spotkania.
Drugą połowę od mocnego uderzenia rozpoczęła Legia. Będący w obrębie pola karnego Radović otrzymał dobre podanie i celnym strzałem pokonał Sapelę. Sędzia uznał jednak, że Serb był na pozycji spalonej i gol nie został uznany. Do boju ruszył więc Bełchatów. W 59. minucie po faulu na Buzale do piłki ustawionej w bocznym sektorze boiska podszedł Kosowski. Były reprezentant Polski dośrodkował wprost na głowę innego weterana, Marcina Żewłakowa, który wyskoczył idealnie w tempo i mocnym uderzeniem pokonał Dusana Kuciaka.
W dalszej części meczu oglądaliśmy wymianę ciosów, ale ani te ciosy nie były jakieś szczególnie mocne, ani pieczołowicie zaplanowane, ani zaskakujące. Obie ekipy atakowały zbyt chaotycznie, by mogło to przynieść jakikolwiek efekt. Doszło do tego, że Miroslav Radović szukał rzutu karnego, upadając w polu karnym, ale sędzia nie dał się nabrać. Zbyt długo holowana piłka lub zbyt szybkie, nieprzemyślane podania to największe grzechy zawodników obu drużyn. Nie pomogło wejście na boisko Ismaela Blanco, który zastąpił Rafała Wolskiego. Tak naprawdę niebezpiecznie było tylko w momentach, kiedy Radović konstruował akcję do spółki z Ljuboją. Bełchatów nie zamierzał składać broni i niewiele brakowało, by piłkarze tego klubu po raz drugi znaleźli sposób na Kuciaka. Doskonałe podanie Wróbla trafiło pod nogi Marcina Żewłakowa, ten zamiast strzelać z pierwszej piłki próbował ją przyjmować, przez co zepsuł doskonale zapowiadającą się akcję.











