Na zakończenie 11. kolejki Ekstraklasy Legia Warszawa pokonała Górnik Zabrze 2:1. Goście prowadzili po trafieniu Sikorskiego, jednak gospodarze zdołali w końcówce zaaplikować im dwie bramki. Zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry zdobył Mezenga.
W wyjściowej jedenastce Legii po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawił się banita, Maciej Iwański. Z kolei w podstawowym składzie Górnika zabrakło Mariusza Przybylskiego, który pauzował za czerwoną kartkę otrzymaną w spotkaniu z Lechem Poznań.
Pierwsza połowa meczu to istne piłkarskie szachy. Ilość klarownych sytuacji bramkowych można było policzyć na palcach jednej ręki. Niewiele się działo. Najlepiej odzwierciedlał to bezbramkowy rezultat. Gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce, jednak goście perfekcyjnie wypełniali swoje założenia taktycznie, umiejętnie tłumiąc ich zapędy ofensywne na czterdziestym metrze przed bramką.
W 16. minucie Radović zakręcił obrońcami na prawym skrzydle, wrzucił w pole karne, ale strzał głową Vrdoljak poszybował nad poprzeczką. Zabrzanie odpowiedzieli ładną indywidualna akcją Wodeckiego, lecz jego uderzenie było zbyt lekkie, żeby zaskoczyć Machnowskiego. W 34. minucie Kucharczyk uderzył po rykoszecie i piłka wpadła w ręce Stachowiaka, jednak jak pokazały powtórki, młody snajper powinien był zagrać na prawe skrzydło, gdzie w sukurs szedł mu Manu.

Piętnastominutowa rozmowa w szatni ze szkoleniowcami nie przyniosła zmiany obrazu gry na początku drugiej odsłony spotkania. Nadal przeważała Legia, lecz w 54. minucie została ukarana przez Górnika za swoją mało zdecydowaną grę w ofensywie. Wodecki ograł Rzeźniczaka, dograł płaską piłkę wzdłuż bramki, a tam Sikorski wepchnął ją do siatki.
Po stracie gola podopieczni Macieja Skorży zaangażowali większą liczbę piłkarzy w ofensywne akcje. W 64. minucie Radović zagrał prostopadle do Manu, ten mógł podać do niepilnowanego Kucharczyka, jednak zbyt długo zwlekał i uprzedził go obrońca. Chwilę później Borysiuk dwukrotnie próbował uderzeń z dystansu, ale w obu przypadkach chybił. W 70. minucie Kucharczyk zagrał w polu karnym piętą do Radovicia, ten strzelił, jednak świetnie między słupkami zachował się Stachowiak, broniąc uderzenie Legionisty.
W końcówce meczu gospodarze postawili wszystko na jedną kartę. W 84. minucie główka Kucharczyka minimalnie minęła lewy słupek bramki Stachowiaka. Zabrzanie pozwalali na zbyt wiele i dwie minuty przed upływem regulaminowego czasu gry Legia wyrównała. Po dośrodkowaniu Kiełbowicza futbolówka trafiła na głowę Radovicia i wpadła do siatki. Niespełna 120 sekund później gospodarze poszli za ciosem, strzelając drugiego gola. Ponownie z rzutu wolnego dośrodkował Kiełbowicz, a piłkę do siatki wpakował Mezenga.










