Ligowy klasyk jesienią 2018 roku świeci może nie pełnym, ale dużo mocniejszym niż w ostatnich latach blaskiem. Dziś wieczorem w Warszawie Legia podejmie Wisłę Kraków i będzie to absolutny hit dwunastej serii spotkań Lotto Ekstraklasy.
Żyć bez siebie nie mogą
Choć fani obu drużyn nie darzą się sympatią, to każdy zdrowo myślący kibic polskiej piłki zgodzi się, że silne Legia i Wisła są potrzebne lidze i całej krajowej piłce. Mowa przecież o klubach zajmujących dwa pierwsze miejsca w ligowej tabeli wszech czasów. Wisła i Legia zdobyły (oficjalnie) po trzynaście mistrzowskich tytułów, „Biała Gwiazda” dołożyła do tego cztery Puchary Polski, „Wojskowi” po to trofeum sięgali aż dziewiętnaście razy. Zespoły z Krakowa i Warszawy rywalizowały ze sobą w sumie 166 razy. Wśród tych 166 meczów jest również ten z sierpnia 1956 roku, kiedy to Legia pokonała u siebie Wisłę 12:0, a pięć goli strzelił Ernest Pol (znany z powiedzenia „Ernest pije, ale Ernest gra”). Hat-trickiem popisała się wtedy absolutna legenda warszawskiego klubu Lucjan Brychczy.
Wracając do liczby tytułów, czy aby na pewno legijni marketingowcy właściwie je policzyli? Przecież to Wisła powinna sobie rościć prawo do 14. mistrzostwa, gdyż to zespół z Krakowa wygrał ligę w 1951 roku. PZPN zdecydował się jednak uznać za mistrza zdobywcę Pucharu Polski Ruch Chorzów. Wisła mogłaby dopisać sobie ten tytuł, ale tego nie robi. Natomiast Legia uparcie broni odebranego jej w 1993 roku mistrzostwa. A o wszystkim zdecydował, jakżeby inaczej, mecz z „Białą Gwiazdą”.
„Cała Polska widziała”
Na początku lat 90. Wisła była ligowym średniakiem. Legia po zmianach ustrojowych również przeżywała trudne chwile, ale w sezonie 1992/1993 stołeczna ekipa walczyła o tytuł. W ostatniej kolejce podopieczni Janusza Wójcika udali się do Krakowa. Do mistrzostwa potrzebowali zwycięstwa w odpowiednich rozmiarach, bowiem w tym samym czasie ŁKS Łodź mierzył się u siebie ze zdegradowaną już z ligi Olimpią Poznań (Legia i ŁKS miały równą liczbę punktów).
Ostatecznie warszawianie zwyciężyli w Krakowie 6:0, zaś ŁKS wygrał swój mecz 7:1 i tytuł pojechał do Warszawy. Radość legionistów nie trwała jednak długo. Już w trakcie spotkania padały pierwsze oskarżenia dotyczące sprzedaży meczu przez piłkarzy Wisły (także ze strony kibiców), a kilkanaście dni później mimo braku dowodów na ustawienie spotkań w Krakowie i Łodzi oba kluby ukarano, a mistrzostwo przyznano Lechowi Poznań. Wtedy też ówczesny prezes PZPN, Ryszard Kulesza, wygłosił pamiętną przemowę.











