Stary hit nie rdzewieje – chciałoby się sparafrazować znane przysłowie. Widzew od czasów hitów z końcówki ubiegłego wieku stracił sporo blasku, ale mecze łodzian z warszawiakami nadal budzą olbrzymie emocje. 13. kolejka z pewnością nie będzie pechowa dla neutralnych kibiców, przecież potyczki legionistów z widzewiakami od zawsze cieszyły się sławą spotkań, które po prostu TRZEBA obejrzeć.
Wielkimi krokami zbliżamy się do 13. kolejki najpopularniejszej ligi w Polsce, czyli piłkarskiej ekstraklasy. Zaraz po spotkaniu w Kielcach przenosimy się do Warszawy, gdzie miejscowa Legia podejmie Widzew. Gdyby piątkowy mecz był rozgrywany kilkanaście lat temu, to mówilibyśmy o nim tylko w kontekście hitu rundy czy nawet sezonu. Niestety, lata świetności Widzewa już minęły i wieczorna potyczka może być nazywana hitem, ale co najwyżej kolejki.
Piłkarze stołecznego klubu podchodzą do tej rywalizacji w dużo lepszych humorach, w końcu pokonali tydzień temu Lecha, i to na jego własnym stadionie, aż 3:1. Oczywiście warszawianie piastują fotel lidera z trzypunktową przewagą nad drugą w tabeli Polonią. Z kolei Widzew po świetnym początku ostatnio mocno dołuje. Ostatnie zwycięstwo widzewiacy odnieśli bowiem… w 8. kolejce, wtedy właśnie zdołali wygrać w Gliwicach z Piastem. Od tego czasu przegrywali z Wisłą, Lechem i Lechią, a raz udało im się zremisować z Jagiellonią.
Jeżeli chodzi o historię meczów, w których legioniści rywalizowali z widzewiakami, to ci drudzy zrobiliby najlepiej, gdyby… po prostu na nią nie patrzyli. 28-18-18 na korzyść Legii plus bilans bramkowy 94-59. Dodatkowo łodzianie nie wygrali z „Wojskowymi” od 4605 dni, od czasu, gdy w sezonie 1999/2000 widzewiacy zwyciężyli u siebie 3:2. Jak odległe to były czasy, najlepiej obrazuje lista strzelców z tamtego pojedynku – Dariusz Gęsior, Marcin Zając (dwie bramki), Marcin Mięciel i Sylwester Czereszewski. Kiedy to było, kiedy to było…
Jednak starsi kibice Widzewa zapewne dobrze pamiętają mecz z 1997 roku. Wtedy Legia prowadziła u siebie już 2:0 po golach Kucharskiego i Czereszewskiego. Do końca pozostawały już tylko cztery minuty. Goście jednak strzelili przez te 240 sekund trzy bramki (Majak, Gęsior, Michalczuk) i tym samym zapewnili sobie tytuł mistrza Polski. Dodajmy, że było to ostatnie mistrzostwo Polski, jakim może pochwalić się zespół z Łodzi.
Wolski, Efir, Saganowski – tę listę chyba już wszyscy znają na pamięć i nie trzeba mówić, że z uwagi na problemy zdrowotne nie zobaczymy żadnego z tych zawodników. Jednak coraz więcej mówi się o powrocie na boisko „Sagana”, którego być może zobaczymy jeszcze w tej rundzie. Ostatnio do kontuzjowanych legionistów dołączył Ivica Vrdoljak, który przez uraz ścięgna Achillesa opuścił ostatni mecz z Lechem i prawdopodobnie nie zobaczymy go na boisku również w piątek. Z kolei trener Mroczkowski na pewno nie będzie mógł skorzystać z usług Adama Banasiaka, który pauzuje za czerwoną kartkę. Szkoleniowiec łodzian musi się także pogodzić z faktem, że jeszcze przez długi czas nie wpisze do protokołu meczowego Macieja Mielcarza, który zaczął już kilkumiesięczną rehabilitację po operacji więzadeł krzyżowych. Za to w Warszawie będziemy mogli oglądać popisy Mariusza Rybickiego, który wraca do składu Widzewa po krótkiej pauzie spowodowanej kontuzją.










