Legia Warszawa walczyła, natomiast ostatecznie nie udało się jej odrobić strat z pierwszego spotkania przeciwko AEK-owi Larnaka na Cyprze, które przegrała 4:1 (ostateczny wynik – 5:3). Bramki dla „Wojskowych” zdobyli Jean-Pierre Nsame oraz Mileta Rajović. Choć w tym meczu były dobre, a momentami bardzo dobre fragmenty gry, ostatecznie zakończyło się to dość rozczarowująco… Legia od dziś będzie walczyć już nie o Ligę Europy, a o Ligę Konferencji.
Legia Warszawa wygrywa, ale jednak nie do końca. Niestety strata z pierwszego meczu okazała się dla podopiecznych Edwarda Iordanescu zbyt przytłaczająca. Legia poległa po nierównych połowach – pierwszej świetnej, wlewającej w serca kibiców duże nadzieje na remontadę (zakończonej wynikiem 2:0). Druga niestety już tak udana nie była – tu Legia grała ospale, nieskutecznie i zdecydowanie zawiodła w każdym aspekcie: straciła jedną bramkę, sama nie strzeliła żadnej. Czas na wyciągnięcie wniosków z tego spotkania…
Iordanescu zaryzykował – mimo odpadnięcia, opłacało się
Dziś Legia może pluć sobie w brodę nawet nie za to, że Nsame czy Rajović nie wykorzystali sytuacji, które mogłyby umożliwić remontadę. Przede wszystkim może być zła na siebie za to, jak wyglądał pierwszy mecz. Za to, że w ogóle doszło do sytuacji, w której trzeba było odrabiać tak dużą stratę. Spotkanie w Warszawie dobitnie pokazało, że AEK Larnaka to drużyna jak najbardziej do przejścia. Porównując klasę obu ekip, można wręcz powiedzieć, że poziom jest bardzo zbliżony – a być może to nawet Legia ma większą jakość piłkarską. Jednocześnie wciąż trapią ją jednak poważne problemy: źle zbudowana kadra, kontuzje oraz znaczny spadek formy niektórych zawodników.
Ze względu na powyższe czynniki w tym meczu zagrali choćby Rafał Augustyniak czy Mileta Rajović – piłkarze, którzy na co dzień raczej nie są pierwszym wyborem. Nie to jednak było największym ryzykiem. Największą odwagą była kompletna zmiana systemu gry w porównaniu z tym, co Legia prezentuje zwykle. Mimo odpadnięcia trzeba powiedzieć wprost – była to bardzo dobra decyzja. Legia zagrała w sposób bardziej otwarty i tchnęła w kibiców nadzieję. Wcześniej obawiano się, że Iordanescu ustawi zespół tak jak zwykle – ułożony, ale pozbawiony polotu. Tymczasem w rewanżu pojawiła się porywczość, intensywność i odrobina chaosu, który akurat w tym spotkaniu był potrzebny. Gdyby nie brak sił w drugiej połowie i nieco większe szczęście po stronie Cypryjczyków, Legia naprawdę mogła dokonać cudu.












