Legia Warszawa awansowała do finału Pucharu Polski. W spotkaniu rewanżowym piłkarze Jan Urbana pokonali Ruch Chorzów 2:1. W Chorzowie padł wynik 0:0.
Za pierwszą połowę piłkarze obu ekip mogliby dostać „Złotą Malinę”, natomiast za drugą – „Oskara”, jeśli chodzi o poziom emocji, jakie towarzyszyły nam podczas spotkania.
Pierwsza groźna sytuacja na stadionie Legii miała miejsce w 7. minucie meczu. Po strzale Filipa Starzyńskiego Wojciech Skaba mógł popisać się pierwszą interwencją. Bramkarz stołecznego klubu trącił piłkę koniuszkami palców. Po tej sytuacji dopiero w 34. minucie kibice zgromadzeni na trybunach mogli zobaczyć ciekawą akcję na murawie. Do tej minuty gra toczyła się najczęściej w środkowym sektorze boiska, a jeśli piłkarze dochodzili do pola karnego rywali, to dośrodkowywali itd. Jednak pożądanego efektu, jakim było strzelenie bramki, brakowało. We wspominanej wcześniej minucie w polu karnym sfaulowany został były piłkarz Ruchu Chorzów, Tomasz Brzyski. Tomasz Musiał ze stoickim spokojem wskazał na wapno. Do piłki podszedł Miroslav Radović, który podyktowanej „jedenastki” nie wykorzystał i po chwili Krzysztof Kamiński wpadł w objęcia swoich kolegów.

W 41. minucie Łukasz Tymiński był bliski strzelenia bramki samobójczej. Po dośrodkowaniu Artura Jędrzejczyka pomocnik chorzowskiego Ruchu wślizgiem wybił piłkę prosto w boczną siatkę bramki. Na trybunach przeszedł jęk zawodu. Pod koniec pierwszej połowy bliski strzelenia gola do szatni był Dominik Furman, jednak jego strzał dobrze obronił Krzysztof Kamiński.
Pierwszą groźną sytuację w drugiej połowie piłkarze Legii zakończyli bramką. W 52. minucie świetne krosowe podanie od Kucharczyka dostał Wladimer Dwaliszwili. Gruzin, który był osamotniony w polu karnym, spokojnie pokonał bramkarza Ruchu Chorzów. Dwie minuty później arbiter spotkania odgwizdał kontrowersyjny faul Wojciecha Skaby na Łukaszu Janoszce. Rzut karny przyznany piłkarzom Jacka Zielińskiego pewnie wykorzystał Starzyński i na Pepsi Arenie mieliśmy 1:1. Taki wynik premiował gości do gry w finale. Jednak w 58. minucie na Łazienkowskiej 3 po raz kolejny Tomasz Musiał wskazał na wapno. Tym razem według sędziego prowadzącego zawody Marcin Baszczyński sfaulował w polu karnym Artura Jędrzejczyka. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Wladimer Dwaliszwili. Gruzin nie dał szans Kamińskiemu. Golkiper dobrze wyczuł intencje strzelającego, ale „Lado” strzelił tuż przy samym słupku.
W 65. minucie po dośrodkowaniu Kucharczyka bliski pokonania bramkarza Ruchu był Jędrzejczyk, jednak Krzysztof Kamiński popisał się bardzo dobrą interwencją. Dziewięć minut później na pozycję sam na sam wyszedł Miroslav Radović, jednak Serb uderzył wprost w bramkarza Ruchu Chorzów. Chwilę po tym Dwaliszwili oddał strzał obok słupka. W 73. minucie spotkania w sytuacji sam na sam znalazł się Janoszka, ale Skaba minimalnie był szybszy i wyciągnął piłkę spod nóg rywala. W 85. minucie bliski strzelenia bramki był Marek Zieńczuk, jednak piłka po jego uderzeniu minęła minimalnie bramkę Skaby.











