Legia Warszawa pokonała na inaugurację 14. kolejki Arkę Gdynia 3:0. Fatalnie w tym meczu spisał się bramkarz gości, Norbert Witkowski, który zawinił przy dwóch bramkach. Ponadto niepewny posady jest także opiekun Arki, Dariusz Pasieka.
Mimo że Arka Gdynia od początku niemal przez wszystkich była skazana na porażkę, to nie pokazała się w Warszawie ze złej strony. W pierwszej części gry wyróżnić można było na pewno Mirko Ivanovskiego oraz Pawła Zawistowskiego, którzy bardzo często nękali swoich rywali. W pierwszym kwadransie zbyt wiele się nie działo. Arka kontrolowała grę w środku pola, nieoczekiwanie Legia nie była zaś w stanie przeciąć podań wymienianych przez arkowców. Najlepsze sytuacje dla Arki w pierwszej części gry miał Marcin Budziński, jednak raz z dystansu, zza pola karnego, a drugim razem w sytuacji sam na sam, nie zdołał wpakować piłki do bramki Wojciecha Skaby. Pierwszy strzał Legia oddała dopiero w 28. minucie spotkania, gdy z 20 metrów uderzał Bruno Mezenga – wprost w ręce golkipera gości, Norberta Witkowskiego. Chwilę później po akcji oskrzydlającej swoją szansę miał Maciej Iwański, jednak strzał prawą nogą z 10 metrów minął lewy słupek bramki Witkowskiego.

W 40. minucie Legia zdobyła bramkę w bardzo dziwnych okolicznościach. W polu karnym Arki na początku przytrzymywany przez Miroslava Radovicia był Holender Marciano Bruma, który tym samym odwdzięczył się „Rado”. Sędzia pierwszej sytuacji nie dostrzegł, drugą zaś zinterpretował jako przewinienie i podyktował rzut karny, który Ivica Vrdoljak zamienił na bramkę, mimo że Witkowski miał piłkę niemal na rękach. Do przerwy wynik nie uległ zmianie i legioniści schodzili do szatni, prowadząc jedną bramką.
Druga część gry obfitowała w dużą liczbę fauli, bardzo niedokładnych podań i niecelnych strzałów. Pierwszą sytuacją dla Arki Gdynia była okazja Marcina Budzińskiego, jednak strzał w 55. minucie meczu zza pola karnego przeleciał trzy metry obok bramki Wojciecha Skaby. Legia starała się odpowiedzieć, jednak brakowało konsekwencji i poukładanej gry w środku pola. W 69. minucie okazję po bardzo mocnym dośrodkowaniu miał Bruno Mezenga, ale z czterech metrów nie trafił do bramki, przewrócił się i próbował wymusić na arbitrze rzut karny, lecz sędzia pozostał niewzruszony. Legia w miarę upływu minut przejęła inicjatywę, grała dokładniej i spokojniej, co powodowało kilkukrotnie zamieszania pod bramką Witkowskiego. Kilkukrotnie oba zespoły starały się płaskimi dośrodkowaniami zaskakiwać rywali, jednak dogrania padały łupem bramkarzy lub środkowych obrońców.
W samej końcówce Legia zdobyła drugą bramkę. W 82. minucie meczu średnio widoczny Bruno Mezenga bardzo mocno lewą nogą ze skraju pola karnego uderzył w kierunku swojego kolegi z zespołu, Manu, ten do piłki zagranej na drugi metr nie doszedł, jednak do własnej bramki, bardzo niefortunnie, sparował ją Norbert Witkowski. Golkiper gości zachował się w tej sytuacji fatalnie. Trzy minuty później bardzo dobrą sytuację miał Maciej Iwański, jednak w sytuacji sam na sam trafił wprost w interweniującego Witkowskiego.










