W meczu rozegranym w Lubinie tamtejsze Zagłębie zremisowało 2:2 z Legią Warszawa. To spotkanie miało dwóch bohaterów, pierwszym był Szymon Pawłowski, który bez wątpienia był najlepszym aktorem tego widowiska, drugim Marek Saganowski, który strzelił dwa gole.
Legia od samego początku chciała udowodnić, że jest drużyną lepszą. Warszawianie w ciągu pięciu minut zainicjowali dwie ciekawe akcje, ale nic z nich nie wynikło. Zagłębie zaczęło mocno cofnięte, ale szybko okazało się, że to dobry sposób na ofensywnie nastawionego przeciwnika. Już w 8. minucie spotkania po akcji Pawłowskiego mogło być 1:0, gdyby tylko Papadopoulos w porę wystartował do piłki… Chwilę później znów legionistów mocno nastraszył Pawłowski. Jego strzał z pierwszej piłki trafił jednak w Wawrzyniaka.
Później znów przewaga była po stronie gości, lecz podopieczni Jana Urbana cały czas myśleli o tym, żeby przypadkiem nie nadziać się na kontrę. Zagłębie właśnie w taki sposób chciało przechylić szalę na swoją korzyść i w 30. minucie mieli ku temu szanse. Po akcji Pawłowskiego warszawian uratował Kuciak, który błysnął doskonałym refleksem. W 36. minucie nawet słowacki golkiper nie potrafił pomóc swojej drużynie. Znów w roli głównej wystąpił Pawłowski, który idealnie w tempo podał do Papadopoulosa, a ten z pierwszej piłki oddał strzał nie do obrony.
Radość lubinian nie trwała zbyt długo. W końcówce pierwszej połowy Marek Saganowski wykorzystał dokładne dośrodkowanie Radovicia i „Wojskowi” znów byli w dobrych nastrojach. Po tym golu obie ekipy przeprowadziły jeszcze po jednej ciekawej akcji, ale nie miały one wpływu na wynik spotkania. Pierwsze 45 minut zakończyło się remisem 1:1.
Druga połowa rozpoczęła się lepiej dla Zagłębia. Rakowski podał piłkę do Pawłowskigo, ten łatwo poradził sobie z defensorami Legii, jednak na przeszkodzie stanął Jakub Wawrzyniak. Kibice uważali, że reprezentant Polski faulował, jednak sędzia był innego zdania. Później groźnie zza linii 16 metrów strzelał Rakowski, ale znów zabrakło szczęścia. W 58. minucie sprawdziło się przysłowie „co się odwlecze to nie uciecze”. Po dośrodkowaniu Widanowa Robert Jeż wpakował piłkę do siatki z bliskiej odległości, dokumentując tym samym bezsprzeczną przewagę lubinian w pierwszej części drugiej połowy spotkania.
Jan Urban szukał rozwiązania. Wprowadził na boisko Salinasa, który mocno ożywił poczynania ofensywne warszawian, ale ton gry wciąż nadawali piłkarze Zagłębia. Wystarczy powiedzieć, że w ciągu pięciu minut podopieczni trenera Hapala stworzyli kolejne dwie sytuacje bramkowe. Pierwszą zaprzepaścił Rakowski, w drugiej Pawłowski dał się dogonić Wawrzyniakowi. Mimo przewagi Zagłębia Legia w końcu odnalazła drogę do siatki. Ljuboja zagrał piłkę do Saganowskiego, który w pięknym stylu doprowadził do wyrównania. Czyżby napastnik Legii mierzył w klub 100? Oczywiście mowa o strzelonych bramkach w polskiej ekstraklasie.
Wynik remisowy spowodował, że ostatnie minuty trzymały kibiców w ogromnym napięciu. Piłkarze co chwila dodatkowo elektryzowali fanów ciekawymi akcjami, ale nikt nie potrafił postawić kropki nad „i”. Ostatecznie mecz zakończył się remisem, który z jednej strony jest sukcesem Zagłębia, ale sądząc po przebiegu spotkania, powinien zadowalać Legię.










