Śląsk Wrocław przegrał na własnym stadionie z Legią Warszawa 0:1. Trzeba jednak zaznaczyć, że gracze Tarasiewicza posiadali optyczną przewagę, nie potrafiąc jej wykorzystać.
Pierwszą akcję spotkania przypisał sobie Piotr Ćwielong, który opanował ładne podanie z głębi pola, po czym zszedł ze skrzydła do środka i oddał groźny strzał. Antolović poradził sobie jednak z tą próbą. Legia odpowiedziała strzałem Iwańskiego, który uderzył piłkę głową po dośrodkowaniu Manu, jednak futbolówka minęła bramkę Kelemena.

Dobrą okazję miał Ivica Vrdoljak, który w 12. minucie starał się zaskoczyć golkipera gospodarzy, jednak był to kolejny strzał, któremu zabrakło precyzji. Legia świetną okazję miała w 20. minucie rywalizacji, kiedy po płaskim dośrodkowaniu Iwańskiego Chinyama strzelił w słupek. Napastnik gości był jednak na spalonym.
Po pół godzinie gry dośrodkowanie Komorowskiego mogło zaskoczyć Kelemena, gdyż zamiast na głowy napastników Legii, piłka poszybowała wprost w bramkarza Śląska. Chwilę później błąd obrońców gospodarzy mógł wykorzystać Chinyama, ale piłka kolejny raz minęła bramkę Kelemena z najbliższej odległości.
Ostatni strzał przed gwizdkiem zwołującym piłkarzy do szatni oddał Przemysław Kaźmierczak. Nowy gracz we wrocławskiej drużynie miał sporo czasu na uderzenie, co sprawiło dużo problemów Antoloviciowi.
Po zmianie stron dało się odczuć, że tempo meczu już nie imponowało tak, jak w pierwszej połowie. Premierową sytuacją popisał się Cristian Diaz, który zza pola karnego oddał mocny strzał wprost w ręce Antolovicia. Świetną akcją błysnęli gospodarze, kiedy po godzinie gry Mila oddał piłkę ze środka pola do Ćwielonga. Skrzydłowy Śląska dośrodkował futbolówkę w pole karne, jednak z podaniem minął się Sotirović.

Odpowiedzią Legii był bardzo groźny strzał Rybusa, który z około dziesięciu metrów huknął tuż nad poprzeczką bramki Kelemena. Kolejna sytuacja podopiecznych Macieja Skorży miała miejsce w 70. minucie, kiedy kiedy Chinyama popisał się indywidualnym rajdem w polu karnym, ale jego podanie zostało w ostatniej chwili zablokowane przez defensorów Śląska.
Najlepszą okazję do strzelenia pierwszego gola w tym meczu miał Cristian Diaz. Argentyńczyk uderzył na pustą bramkę, dzięki skutecznemu dryblingowi Sotirovicia, ale strzał dwukrotnego króla strzelców ligi boliwijskiej minął słupek bramki Antolovicia. Ogromne zamieszanie pod bramką Legii, kiedy na kwadrans przed końcem spotkania piłka po strzale jednego z graczy gospodarzy uderzyła w poprzeczkę, a podopieczni Skorży mogli mówić o ogromnym szczęściu.











