Legioniści przyjeżdżają do Krakowa, żeby zmazać plamę po ostatnich ligowych kolejkach i blamażu w Lidze Mistrzów. Jednak efektownie grająca Cracovia nie sprawia wrażenia łatwiej przeszkody dla ekipy Jana Urbana. Początek spotkania o godzinie 20:30.

Nikt tak jak Legia w sobotę nie musi teraz wygrywać. „Wojskowi” po prostu muszą punktować, by nabrać wiary we własne umiejętności i przypomnieć kibicom, że warto na nich liczyć. Piłkarze z Warszawy są w małym dołku, ale nie pozostaje im nic innego, jak odzyskać zaufanie fanów. A mogą to zrobić tylko i wyłącznie efektownymi zwycięstwami na polskim i europejskim podwórku. Najbliższa okazja? Sobotni pojedynek z „Pasami”. Cracovia w dotychczasowych pięciu spotkaniach dwukrotnie wygrała, raz zremisowała, a dwa razy schodziła z boiska pokonana. Bilans nie jest może imponujący, ale nikt od podopiecznych trenera Stawowego cudów nie oczekiwał. Krakowianie grają kombinacyjną piłkę, starają się długo utrzymywać przy futbolówce, wychodzą pod przeciwnika wysokim pressingiem. Ostatni mecz – wygrana 1:0 w Lubinie – był dopiero pierwszym w tym sezonie ekstraklasy, w którym „Pasy” zachowały czyste konto bramkowe. Ogólny bilans goli – siedem strzelonych, osiem straconych – wskazuje, że Wojciech Stawowy preferuje otwartą grę z mottem, że lepsza porażka 4:5 niż nudne 0:0.
Legioniści przystąpią do tego spotkania z dość mocno przetrzebionym składem. Z urazem zmaga się Dusan Kuciak, kontuzję ma Kuba Kosecki, to samo Tomasz Jodłowiec i Bartosz Bereszyński. Od dłuższego czasu niedysponowany jest duet Astiz i Efir, ale do tego już zdążyliśmy się przyzwyczaić. O ile wspomnianego wcześniej Koseckiego, Bereszyńskiego czy Jodłowca da się zastąpić (są przecież Ojamaa, Broź czy Cichocki), o tyle gorzej może być z pozycją bramkarza. Wszyscy pamiętamy rewelacyjną formę Słowaka w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów i nie ma co się oszukiwać – jego zastępca, Wojciech Skaba, to golkiper o dwie klasy gorszy. Jeżeli chodzi o kadrę gospodarzy, to poza pewnymi absencjami Jarabicy, Nykiela i Bernhardta (wszyscy kontuzjowani), znaki zapytania stoją przy czterech innych nazwiskach. W tygodniu z chorobą zmagali się Łukasz Zajdler, Sławomir Szeliga, Krzysztof Pilarz i Marcin Budziński. I choć cały kwartet trenował podczas piątkowego treningu, to z pewnością odczuje podczas spotkania braki w organizmie i wyniszczające efekty wirusa.












