W ostatnim sobotnim meczu wielkanocnej kolejki ekstraklasy Polonia Warszawa uległa na własnym stadionie Legii Warszawa 1:2. „Wojskowi” przez większość spotkania mieli przewagę i po bardzo efektownej końcówce zasłużenie zgarnęli komplet punktów. Poloniści dzielnie walczyli, ale zabrakło im szczęścia i umiejętności, aby odnieść korzystny rezultat.
Derby Warszawy rozpoczęły się od ataków Legii. Goście próbowali szybkimi podaniami rozmontować defensywę Polonii, ale piłkarze Piotra Stokowca dobrze się ustawiali. Legioniści atakowali, lecz pierwszy groźny strzał w tym meczu oddali gospodarze. Z dystansu przymierzył Hołota, a Kuciak musiał się trochę sprężyć, aby to uderzenie obronić. „Czarne Koszule” ewidentnie ustawiły się do gry z kontrataku i robiły to bardzo sprawnie. Podopieczni trenera Urbana powinni wyjść na prowadzenie w 14. minucie spotkania. Z lewej strony po udanym rajdzie wrzucał Kosecki, a piłkę klatką piersiową uderzył Ljuboja. Wszyscy myśleli już, że futbolówka zatrzepocze w siatce, ale instynktowną interwencją popisał się Przyrowski i wybił piłkę na rzut rożny. Była to znakomita akcja Legii, ale parada bramkarza jeszcze lepsza.

Lepsze wrażenie sprawiał lider ekstraklasy. Szczególnie dobrze prezentowała się prawa strona Legii, na której dobrze współpracowali Bereszyński z Radoviciem. Poloniści z kolei najwięcej zamieszania stwarzali po stałych fragmentach gry. Nie najlepiej natomiast wyglądała współpraca Ljuboi z Dwaliszwilim, którzy trochę sobie przeszkadzali w grze. Mimo to Legia tworzyła kolejne sytuacje podbramkowe. Brakowało tylko kroki nad i.
W ostatnim kwadransie meczu tempo zdecydowanie spadło. Gra przeniosła się do środkowej strefy boiska, praktycznie nie było groźnych sytuacji strzeleckich, a piłkarze obu drużyn notowali sporo niedokładności. Nieco elektryczny w bramce był Przyrowski, który popełnił kilka błędów, lecz na jego szczęście, nie skutkowały one większym zagrożeniem. Do przerwy na tablicy świetlnej widniał bezbramkowy remis, ale to Legia miała przewagę.

Druga odsłona meczu rozpoczęła się od kilu szybkich ataków Polonii. Gospodarze przez chwilę przycisnęli, ale nie udało im się strzelić bramki. Sztuka ta udała się za to legionistom. W 52. minucie Łukasik wykonywał rzut wolny ze znacznej odległości, piłkę bez problemów powinien złapać Przyrowski, ale tego nie zrobił. Bramkarz Polonii wypuścił futbolówkę, ta spadła pod nogi Jodłowa, który zagrał do Ljuboi, a Serb już wiedział, co z nią zrobić. Dwie minuty później w polu karnym piłkę ręką zagrał Baran, a goście głośno domagali się karnego. Sędzia uznał jednak, że było to przypadkowe, i puścił grę.












