Przewodząca w tabeli Legia Warszawa zaledwie zremisowała z drugą Wisłą Kraków 2:2, mimo że zespół z Małopolski grał niemal przez godzinę w dziesiątkę i dodatkowo przegrywał już dwoma bramkami. Franciszek Smuda z pewnością się cieszy, Hening Berga zapewne zrobi swoim zawodnikom wykład z konsekwencji w grze, a trybuny milczą, gdyż dziś mecz przy Łazienkowskiej odbył się, z wiadomych przyczyn, bez kibiców.

Legia już na samym początku chciała pokazać swoją zdecydowaną wyższość nad przeciwnikiem. W drugiej minucie po fenomenalnej, zespołowej akcji piłkarze z Warszawy cieszyli się z bramki. Po świetnym podaniu Brozia z pierwszej piłki Michał Żyro zagrał w stronę Radovicia, który płaskim strzałem pokonał Miśkiewicza. Wisła próbowała odpowiadać kilkukrotnie, ale co chwilę trafiała na kontry gospodarzy. Dodatkowo piłkarze z Krakowa nie potrafili wykończyć składnych akcji celnym strzałem. W 23. minucie duet Radović – Żyro ponownie mógł przynieść bramkę, jednak ten drugi trafił w boczną siatkę. Fantastyczną okazję Legia miała także w 26. minucie, ale tym razem Miśkiewicz zdołał powstrzymać grasującego Radovicia. Minutę później Wisła wymierzyła sobie samobójczy cios – nie była to co prawda bramka, ale czerwona kartka dla Głowackiego za brutalny faul na Michale Żyro, która może być rozpatrywana właśnie w takiej kategorii. Krakowianie nie mając już nic do stracenia postanowili zaatakować – fantastyczny strzał z dystansu Burligi został jednak obroniony przez Kuciaka, choć sprawiło mu to dużo kłopotów. To, co nie udało się ekipie z Krakowa, udało się drużynie stołecznej – w 36. minucie Broź wrzucił lekko piłkę w pole karne, a ta trafiła do Dudy, który ze spokojem pokonał Miśkiewicza. Legia kontrolowała spotkanie i do przerwy utrzymała dwubramkowe prowadzenie, choć jeszcze przed przerwą dobre sytuacje mieli Stilić i Brożek.
Początek drugiej odsłony nie mógł przynieść Wiśle nagłej zmiany stanu rzeczy. Legia dominowała na boisku i starała się trzymać zespół „Białej Gwiazdy” w ryzach. Dodatkowo sama próbowała stworzyć sobie sytuacje, szczególnie po stałych fragmentach gry. Wejście do gry Guerriera w miejsce Garguły nie przynosiło pożądanych efektów. Wisła rozgrywała piłkę, by stracić ją pod polem karnym Legii, gospodarze natomiast mozolnie konstruowali akcje, które gościom udawało się przerywać. W końcu mogliśmy jednak przetrzeć oczy ze zdumienia, gdy w 66. minucie rezerwowy Guerrier udowodnił wreszcie swoją wartość i zdobył bramkę kontaktową. Stlić zakręcił dwójką stoperów Legii i podał przed pole karne. Sarki przepuścił piłkę, która trafiła do Guerriera – ten mocnym strzałem nie dał szans Kuciakowi. Wisła poczuła wiatr w żaglach i postanowiła atakować, jeśli tylko nadarzy się okazja, lecz futbolówka co chwila lądowała w dłoniach Kuciaka. Jednak, co się odwlecze, to nie uciecze, i zgodnie z tą dewizą w 81. minucie Wisła dopięła swego. Rzeźniczak faulował Stilicia przed polem karnym, a ten fantastycznym uderzeniem pod poprzeczkę bramki Kuciaka dał wyrównanie gościom. Legia starała się odpowiedzieć w 89. minucie, ale po rzucie rożnym i strzałach Dwaliszwilego i Jodłowca dwukrotnie swoimi umiejętnościami popisał się Miśkiewicz. Starania gospodarzy w doliczonym czasie gry były jednak nieprzygotowane i bez pomysłu. Dlatego mecz zakończył się remisem.











