W najciekawszym spotkaniu 15. kolejki polskiej Ekstraklasy Legia Warszawa pokonała PGE GKS Bełchatów 1:0. Gola na wagę kompletu punktów zdobył w 84. minucie Maciej Iwański. „Wojskowi” przełamali tym samym passę siedmiu z rzędu zwycięstw do zera bełchatowian.
Niezwykle ciekawie zapowiadało się spotkanie PGE GKS-u Bełchatów z Legią Warszawa. Podopieczni Rafała Ulatowskiego ostatnie siedem konfrontacji wygrali, nie dając żadnemu z rywali strzelić choćby jednej bramki. Legia za to po zwycięstwie w Sosnowcu z krakowską Wisłą, straciła punkty w derbach Warszawy. Nic zatem dziwnego, że oczekiwano zaciętej i stojącej na wysokim poziomie potyczki.

Pierwsze minuty meczu to przewaga gospodarzy. Akcje toczyły się głównie na połowie „Wojskowych”, lecz zagrożeń pod bramką Jana Muchy nie oglądaliśmy. W 19. minucie z rzutu wolnego soczysty i mocny strzał oddał Patryk Rachwał, lecz trafił prosto w golkipera przyjezdnych. Tempo gry było wysokie i spotkanie mogło zaciekawić neutralnego obserwatora. Niekiedy jednak brakowało sytuacji podbramkowych, a piłka znajdowała się głównie w środku pola. Legia w pierwszej połowie sprawiała wrażenie drużyny ociężałej i zmęczonej, a PGE GKS starał się stworzyć niebezpieczeństwo w ich polu karnym. W 32. minucie kapitalnymi paradami popisał się Jan Mucha. Najpierw jednak podręcznikową akcję przeprowadzili zawodnicy Rafała Ulatowskiego. Z lewej strony boiska płasko dośrodkowywał Carlo Costly i wydawało się, że wystarczy dostawić nogę i cieszyć się z prowadzenia. Dawid Nowak strzał oddał, ale wzorowo interweniował Słowak. Do odbitej przez bramkarza futbolówki dopadł Tomasz Wróbel, lecz i tym razem uderzenie na siebie przyjął Mucha.
Rezultat do przerwy się nie zmienił, lecz, mimo braku goli, nie mogliśmy narzekać na poziom spotkania. Gra toczyła się w szybkim tempie, a w akcjach ofensywnych przeważali gospodarze. Legia rzadko gościła pod bramką Łukasza Sapeli, większymi umiejętnościami wykazywać się musiał Jan Mucha. Kibice mieli zatem podstawy do tego, żeby w drugiej części gry oglądać bramki. Dziesięć minut po wznowieniu ponownie fenomenalnymi interwencjami popisał się Jan Mucha. Najpierw w sytuacji sam na sam Tomasz Wróbel próbował „podciąć” piłkę nad wychodzącym Słowakiem, ten jednak obronił. Bez wahania do pustej bramki z chirurgiczną precyzją uderzył Carlo Costly, lecz golkiper „Wojskowych” ponownie popisał się świetną paradą.
Niecały kwadrans przed końcem spotkania znowu byliśmy świadkami bardzo dobrzej interwencji bramkarskiej – tym razem jednak popisał się nią Łukasz Sapela. Z trudem obronił bowiem strzał jednego z legionistów, a gdy wydawało się, że futbolówkę po dobitce do siatki skieruje Miroslav Radović, młody zawodnik opuszkami palców zdołał jeszcze ją wybić na korner. Niespodziewany obrót przyniosła 84. minuta meczu. Wydawało się bowiem, że to PGE GKS pierwszy trafi do bramki, stało się inaczej. Perfekcyjnie prostym podbiciem nad murem uderzył Maciej Iwański i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.











