Korona Kielce na własnym stadionie pokonała Legię Warszawa 1:0. Jedyną bramkę w tym meczu zdobył Maciej Korzym.
Zdecydowanym faworytem pojedynku Korona – Legia byli goście. Podopieczni Macieja Skorży dzięki przegranej Śląska z Wisłą stanęli przed szansą zostania mistrzem jesieni, za to kielczanie w ostatnim czasie byli raczej w kiepskiej dyspozycji i jakąkolwiek zdobycz punktową w dzisiejszym meczu mogliby traktować jako sukces.

Pierwszą okazję Legia miała w 7. minucie. Na lewym skrzydle uwolnił się Jakub Wawrzyniak, który następnie podał do Maciej Rybusa. Niestety Polak podjął złą decyzję i strzelił z trudnej pozycji, co skończyło się wznowieniem gry przez bramkarza Korony. Chwilę później Legioniści stworzyli sobie kolejną sytuację. Mając sporo miejsca, z odległości około 25 metrów od bramki Miroslav Radovic zdecydował się na uderzenie, lecz zostało ono zablokowane.
W 13. minucie niebezpiecznie zrobiło się po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Rybusa. Piłka minęła obrońców Korony, lecz żaden z ofensywnych zawodników Legii nie zdołał do niej dopaść. Pierwsza groźna akcja gospodarzy miała miejsce w 21. minucie. Po niezbyt udanym dośrodkowaniu Kuzery do piłki w polu karnym doszedł Maciej Korzym. Spróbował uderzyć z półwoleja, lecz trafił bardzo nieczysto i futbolówka minimalnie minęła słupek.
Zdecydowanie lepszym uderzeniem ten napastnik popisał się dwie minuty później. Najpierw tragicznym podaniem „błysnął” Ivica Vrdoljak, wystawiając piłkę Vukoviciowi. Następnie Serb dośrodkował na pole karne, gdzie najwyżej wyskoczył Korzym, nie mając problemów z pokonaniem Dusana Kuciaka, któremu nie udało się zostać najskuteczniejszym bramkarzem w historii Legii. W ten sposób dwójka byłych zawodników ekipy ze stolicy boleśnie ukuła dawnych pracodawców.
Legioniści od razu rzucili się do odrabiania strat, lecz nie mieli specjalnego pomysłu na pokonanie bardzo walecznej defensywy zespołu prowadzonego przez Leszka Ojrzyńskiego. Piłkarze Korony grali jednak na granicy faulu, co zaowocowało kartkami dla Malarczyka za przewinienie i Lisowskiego za dyskusje z arbitrem.
Druga połowa była zdecydowanie bardziej uboga, jeśli chodzi o ciekawe wydarzenia. Kielczanie zaczęli grać bardziej defensywnie, posyłając jedynie długie piłki na Macieja Korzyma, skupiając się głównie na tym, by bramki nie stracić.
Na sytuację, o której warto wspomnieć, trzeba było czekać do 62. minuty. Korzym ładnie zgrał do Jovanovicia, ten przyjął sobie piłkę klatką piersiową, lecz nie był w stanie celnie uderzyć z woleja.
Dziesięć minut później znakomitą okazje miał Grzegorz Lech. Otrzymał świetne podanie od Lisowskiego i miał możliwość uderzenia z około 14 metrów. Zawodnik Korony jednak tragicznie przymierzył się do strzału i spudłował o dobre kilka metrów.











