Podopieczni Jana Urbana w końcowych fragmentach meczu przegrali z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Decydującego gola w 88. minucie dla gospodarzy zdobył Aleksander Jagiełło.
Piłkarze Legii Warszawa przyjechali do Bielsko-Białej z dużą nadzieją, że uda im się wygrać. Chcieli na płaszczyźnie ligowej lepiej zaprezentować się niż w europejskich pucharach, gdzie zawodzili na całej linii. Jednakże gospodarze potrzebowali trzech punktów jak ryba wody, bo chcieli uciec z dolnych rejonów tabeli.

Od początku meczu lepsze wrażenie zaczęło sprawiać Podbeskidzie, które w wielu aspektach starało się przewyższać nad Legią Warszawa. Goście z Warszawy popełniali proste błędy i często się gubili. W dziewiątej minucie futbolówka wylądowała w bramce strzeżonej przez Dusana Kuciaka, ale szczęście uśmiechnęło się do podopiecznych Jana Urbana, bo arbiter odgwizdał pozycję spaloną. Kilka minut później pokaz swoich umiejętności zaprezentował Bartłomiej Konieczny, który uderzył pięknie z woleja, ale słowacki bramkarz również efektownie interweniował. Mistrzowie Polski mieli również swoje sytuacje, lecz nie potrafili ich wykorzystać. Najdogodniejszą okazję miał Tomasz Brzyski, który z niewielkiej odległości trafił prosto w bramkarza.
Pod koniec pierwszej połowy znowu zrobiło się groźnie pod bramką gospodarzy. Swoją okazję zmarnował najpierw Vladimir Dwaliszwili, a później Tomasz Jodłowiec. Do przerwy na stadionie w Bielsku-Białej kibice goli się nie doczekali i mieli nadzieję, że po zmianie stron widowisko będzie bardziej ciekawie. Legia musiała przez kilkanaście minut uznać wyższość przeciwnika, a potem wzięła sprawy w swoje ręce i się przełamała, ale nie potrafiła zdobyć gola.
Tuż po zmianie stron Legia powinna objąć prowadzenie, ale Dwaliszwili z kilku metrów nie trafił w światło bramki. Gruzin mógł pluć sobie w brodę, bo to była najdogodniejsza okazja do zdobycia gola w tym spotkaniu. Piłkarze z Warszawy byli bardziej zdyscyplinowani oraz zadziorni na boisku. Częściej stwarzali sobie sytuację, a Podbeskidzie było wskazane na obronę własnego pola karnego. W tym spotkaniu Richard Zajac wielokrotnie stanął na wysokości zadania, bo w kilku sytuacjach zachował prawdziwy kunszt i jego interwencje sprawiały, że gospodarze nadal byli w grze.
W końcowych fragmentach oba zespoły musiały postawić wszystko na jedną kartę, żeby wygrać w tym spotkaniu. W 88. minucie dość niespodziewanie gola dla Podbeskidzia zdobył Aleksander Jagiełło. Nikt nie spodziewał się, że to zespół dowodzony przez Leszka Ojrzyńskiego przechyli szalę zwycięstwa na swoją stronę.











