W sobotę o godzinie 18:00 Zagłębie Lubin zmierzy się z warszawską Legią. Czego możemy się spodziewać po tym spotkaniu? Pozornie wszystko jest oczywiste, warszawianie są faworytem, a lubinianie mogą jedynie błagać o jak najniższy wymiar kary. Pozornie.
Sytuacja w tabeli nie pozostawia wątpliwości, druga w klasyfikacji Legia, która nie zaznała jeszcze smaku porażki, zagra z Zagłębiem, mającym na swoim koncie jedno zwycięstwo. „Miedziowi” zajmują 15. miejsce w tabeli, a więc już na początku sezonu okupują strefę spadkową, a to nie jest dobry znak. Gdyby nie trzy ujemne punkty, to lubinianie znajdowali się w nieco lepszej sytuacji, jednak to i tak nie zmienia roli Zagłębia, przypominającego skazańca idącego właśnie na ścięcie.

Historia pokazuje, że lubinianie przyzwyczaili swoich kibiców do tego, że w pojedynki z „Wojskowymi” przypominają spotkanie z gilotyną. Na 51 rozegranych starć dwukrotni mistrzowie Polski schodzili z murawy jako zwycięzcy dziewięć razy i przegrali 25 meczów, czyli niemal połowę. Nieco lepiej wygląda to w przypadku potyczek w Lubinie, jednak nawet tam Legia ma statystyczną przewagę. Dziewięć wygranych warszawskiej ekipy, siedem remisów i siedem triumfów Zagłębia – to bilans spotkań na Dolnym Śląsku. Z największym hukiem głowa lubińskiego klubu piłkarskiego spadała w sierpniu 2009 roku oraz grudniu 2011, wówczas warszawianie zwyciężali w stosunku 4:0. „Miedziowi” też odnotowali taki wynik. Doszło do tego 7 marca 2001 roku w ramach Pucharu Polski. Ten mecz przesądził o zwolnieniu trenera Franciszka Smudy z funkcji szkoleniowca warszawskiej Legii.
Sytuacja kadrowa obu drużyn jest całkiem niezła. Trener Urban nie może liczyć na kontuzjowanych Ivicę Vrdoljaka i Rafała Wolskiego. Z kolei w Zagłębiu pod znakiem zapytania stoi występ Adama Banasia, który od kilku tygodni boryka się z urazem.
W Warszawie nikt nie bierze pod uwagę innego scenariusza niż trzy punkty. Jan Urban wypowiada się z dużą ostrożnością, ale to, że nie tak dawno był trenerem tego klubu, daje na papierze dodatkowy punkcik przewagi przed pierwszym gwizdkiem sędziego. – Przydałoby się wygrać w Lubinie, ale my w każdym spotkaniu walczymy o trzy punkty, chociaż nie zawsze realizujemy ten cel. W pojedynku z Górnikiem byliśmy blisko zwycięstwa, ale nie udało się. Teraz chcemy przywieźć trzy punkty, lecz Zagłębie z pewnością podyktuje trudne warunki. Szanuję ten zespół. W pierwszym etapie mojej pracy oceniano mnie jako dobrego szkoleniowca, ale później stałem się tym złym trenerem. Takie są jednak uroki pracy, ponieważ o wszystkim decydują wyniki. Zostawiłem w Lubinie wielu znajomych, z którymi utrzymuję kontakt. Przyjazd będzie bardzo miły.











