W spotkaniu 20. kolejki Legia Warszawa pokonała ŁKS 2:0. Dzięki tej wygranej podopieczni Macieja Skorży przesunęli się na pierwsze miejsce w tabeli. Bramki dla faworytów zdobyli Wolski i Kucharczyk, jednak gra gospodarzy nie prezentowała się tak dobrze jak rezultat.
Legia przed rozpoczęciem dzisiejszego spotkania była zdecydowanym faworytem. Praktycznie nikt nie zastanawiał się czy, tylko jak wysoko wygrają podopieczni Macieja Skorży. Nie trzeba jednak przypominać, iż często w tego typu meczach to teoretycznie słabsza drużyna sprawia niespodziankę, zdobywając punkty.

Początkowe minuty były pokazem świetnych umiejętności technicznych nowego napastnika warszawskiego zespołu, Ismaela Blanco. Kilkukrotnie odegrał błyskawicznie z pierwszej piłki, tworząc zagrożenie pod bramką łódzkiej drużyny. Najgroźniej było chyba po dograniu Argentyńczyka do Miroslava Radovicia, który jednak nie zdołał dobrze przyjąć piłki i nie skorzystał z możliwości wyjścia sam na sam z bramkarzem.
Po imponującym początku gry Legia zwolniła. Bardzo irytującym, powtarzającym się motywem były kolejne spalone odgwizdywane przez Ljuboje, któremu często nie chciało wrócić się po zakończeniu akcji ofensywnej. W 9. minucie jednak kolejną dobrą akcję przeprowadzili gospodarze, tym razem kluczową rolę odegrał Rafał Wolski, który zagrał piłkę w pole karne, lecz żaden z jego partnerów nie zdołał jej przejąć.
Między 17. a 18. minutą swój czas miał ŁKS. Goście od początku grający z bardzo dużą determinacją w tym krótkim odstępie stworzyli sobie dwie niezłe sytuację. Najpierw próbował Marek Saganowski, lecz kompletnie nie trafił w piłkę, by chwilę później strzał z dystansu oddał Gercaliu, jednak przy uderzeniu Austriaka czujność zachował Dusan Kuciak.
Mijały kolejny minuty, a gra Legii wcale nie wyglądała lepiej. Dość niemrawe ataki graczy ze stolicy były mniej efektywne niż zrywy prezentowane przez słabszych kadrowo przeciwników. Wybawieniem dla podopiecznych Maciej Skorży była 24. minuta, wtedy to lewym skrzydłem pobiegł Jakub Wawrzyniak, dośrodkował w pole karne, gdzie sprytnie zastawił się Danijel Ljuboja, przepuszczając piłkę do Wolskiego, który silnym uderzeniem w środek bramki pokonał bramkarza przeciwników. Trzeba jednak przyznać, że popularny „Bodzio” mocno przysłużył się przy tej bramce.
W 31. minucie ogromną szansę na wyrównanie miał ŁKS. Najlepszym komentarzem tej akcji byłoby pytanie, czy Maciej Iwański znajdujący się w niezłej sytuacji próbował podać, czy strzelać. Do tej pory ta kwestia pozostaje nierozstrzygnięta, co chyba wyraźnie pokazuje, jaki był skutek tej akcji.











