Legia Warszawa po raz kolejny straciła punkty w tym sezonie, katem „Wojskowych” okazał się tym razem PGE GKS Bełchatów. Bramki na wagę trzech punktów strzelili Żewłakow oraz Małkowski.
Pierwsze minuty spotkania nie były zbyt interesujące. Oba zespoły serwowały nam zachowawczą piłkę polegającą raczej na badaniu przeciwnika niż stwarzaniu zagrożenia. Emocje zaczęły się dopiero od 25. minuty, kiedy to kuriozalne nieporozumienie pomiędzy Sapelą a Laciciem (żaden z nich nie mógł się zdecydować na zgarnięcie piłki), przejmując futbolówkę, wykorzystał Hubnik. Golkiper bełchatowian do tego spóźnił się z interwencją i zahaczył w polu karnym czeskiego napastnika. Do „jedenastki” podszedł niezawodny jak dotąd Vrdoljak. Kapitan Legii fatalnie jednak, dając tym samym Sapeli szansę na zrehabilitowanie się, którą bramkarz gospodarzy wykorzystał. Kolejną dobrą akcję warszawianie przeprowadzili cztery minuty później, ale ponownie dobrą interwencją wykazał się bramkarz gospodarzy, broniąc strzał Kucharczyka.
O tym, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, legioniści przekonali się w 35. minucie. Wróbel posłał precyzyjną piłkę do wybiegającego zza pleców obrońców Żewłakowa. Doświadczony napastnik zachował zimną krew i ze stoickim spokojem wykończył tę sytuację. Strzelona bramka znacznie uspokoiła poczynania bełchatowian, którzy przejęli kontrolę nad tym meczem. Do przerwy nie dopuścili bowiem legionistów do swojej bramki.
Tempo w drugiej odsłonie również nie porywało. Legia co prawda dążyła do wyrównania, ale na ogół robiła to nieporadnie, bez żadnego pomysłu. Świetną okazję ku temu miała w 69. minucie, ale dobrej akcji Hubnika nie zdołał wykończyć Ogbuke. Groźnie pod bramką bełchatowian było także w 80. minucie, lecz z kilku metrów fatalnie skiksował Radović.
Gospodarzy w pełni satysfakcjonowało jednobramkowe prowadzenie, dlatego nie musieli atakować. Skupiali się raczej na solidnej grze w defensywie, która wychodziła im koncertowo. Mimo to stworzyli sobie kilka sytuacji, najgroźniejsza z nich miała miejsce w doliczonym czasie gry. Maciej Małkowski po minięciu kilku defensorów oddał strzał, który przeszedł po rękach Wojciecha Skaby i przekroczył linię bramkową.
Jeśli Legia na poważnie myśli o tytule mistrzowskim, takie mecze nie mogą się powtórzyć. Warszawianie muszą teraz udokumentować swoje aspiracje – na ponowną utratę punktów nie można już sobie pozwolić. Tymczasem PGE GKS Bełchatów zanotował swoje pierwsze zwycięstwo w rundzie wiosennej. Pozycja Macieja Bartoszka w klubie była podobno mocno zachwiana, po tym spotkaniu na pewno ulegnie stabilizacji.










