Wisła Kraków pokonała na wyjeździe Legię Warszawa aż 3:0. Wszystkie bramki zdobył Paweł Brożek. Dzięki temu zwycięstwu krakowianie przybliżyli się do obrony tytułu mistrza Polski.
Spotkania Legii Warszawa z Wisłą Kraków od bardzo dawna uchodzą za szlagiery polskiej Ekstraklasy. Pojedynek, jaki zespoły rozegrały dzisiaj, miał dodatkowo ogromne znaczenie dla układu tabeli, zwycięstwo przyjezdnych z Krakowa praktycznie zapewniłoby im bowiem mistrzostwo. Dodatkowo transmisja meczu przez telewizję publiczną zapewniała, że większość kibiców zdecyduje się podziwiać zmagania piłkarzy. Niewątpliwie przed spotkaniem faworytami byli podopieczni Henryka Kasperczaka, gdyż to wiślacy byli zdecydowanie bardziej zdeterminowani. Poza tym Legia jest w ostatnim czasie w bardzo słabej formie. Dodając do tego katastrofalną atmosferę w zespole i brak zaangażowania piłkarzy, którym ogłoszono, że nie znajdą miejsca w ekipie w przyszłym sezonie, trudno było wierzyć, że legioniści urwą jakieś punkty „Białej Gwieździe”.

Od początku zdecydowanie aktywniejsi byli mistrzowie Polski. Patryk Małecki i Rafał Boguski raz po raz niepokoili defensorów Legii. W 6. minucie groźną, acz bardzo przypadkową akcję przeprowadzili gospodarze. Po szybkiej wymianie kilku podań piłka trafiła na skrzydło do Macieja Rybusa, a ten próbował znaleźć kogoś w polu karnym, jednak Radosław Sobolewski świetnym wślizgiem zażegnał niebezpieczeństwo. W 13. minucie bardzo blisko szczęścia był Junior Diaz. Paweł Brożek bardzo sprytnie odegrał na skraj pola karnego, gdzie stał Kostarykanin, jednak gracz Wisły nie trafił z czystej pozycji.
Chwilę później krakowianie już się nie pomylili. Na skrzydle dwoma obrońcami Legii zakręcił Patryk Małecki, po czym dośrodkował na pole karne, gdzie czekał Paweł Brożek. Napastnik spokojnie skierował piłkę głową do siatki, mimo asysty dwóch obrońców rywali. To zdarzenie ustawiło grę na długie minuty. Wisła cofnęła się, a gospodarze grali na tyle słabo, że nie stwarzali praktycznie żadnego zagrożenia. Jedynie przyjezdni starali się, co jakiś czas, zaskoczyć słowackiego bramkarza przeciwników strzałami z dystansu, tylko ich wykonanie pozostawiało wiele do życzenia.
W 36. minucie Rafał Boguski miał niezłą okazję, jednak chyba nie spodziewał się otrzymania piłki i nie zdołał jej dobrze przyjąć. Tuż przed przerwą Wisła zmarnowała bardzo dobrą sytuację do podwyższenia rezultatu. Paweł Brożek ładnie znalazł się z piłką w polu karnym rywali, dryblingiem zwiódł Wojciecha Szalę i posłał groźne uderzenie w kierunku bramki strzeżonej przez Jana Muchę, ale słowacki bramkarz popisał się genialną interwencją i zapobiegł utracie gola.
Po przerwie wydawało się, że to gospodarze rzucą się do frontalnego ataku. Wbrew życzeniom kibiców zgromadzonym na stadionie, nic takiego nie nastąpiło. Tuż po wznowieniu gry przed niebywałą okazją stanął Rafał Boguski. Przechwycił on zbyt krótkie podanie Szali do Muchy, następnie minął rozpaczliwie broniącego Słowaka, stając pięć-sześć metrów przed pustą bramką. Jednak jedynie sam zawodnik wie, jakim cudem zdołał przestrzelić. Minutę później ten sam gracz otrzymał kolejną szansę, wyszedł sam na sam z bramkarzem, jednak tym razem zdecydował się na uderzenie, które sparował dobrze dysponowany golkiper. Nie minęło kolejnych 60 sekund, a „Biała Gwiazda” podwyższyła prowadzenie. Po dobrze wykonanym rzucie rożnym Paweł Brożek zdobył gola, uderzając z bardzo ostrego kąta.











