Zagłębie nie potrafiło przeciwstawić się rozpędzonej warszawskiej machinie. Podopieczni Maciej Skorży zwyciężyli w Lubinie aż 4:0 w ramach 16. kolejki T-Mobile Ekstraklasy i tym samym utrzymali dwupunktową stratę do liderującego Śląska Wrocław.
Legioniści już od początku spotkania starali się przejąć inicjatywę i jak najszybciej zdobyć prowadzenie. Znakomitą okazję i to już w 10.minucie rywalizacji zmarnował koncertowo Rybus. Lewą flanką ruszył bezkompromisowo Wolski, a następnie odegrał futbolówkę do nadbiegającego kolegi z zespołu, niestety, Rybus nie potrafił strzelić choćby w światło bramki w wyśmienitej sytuacji. Gdy po 20 minutach wydawało się, że Zagłębie uspokoiło sytuację, Legia zrewidowała przekonania lubinian. Ljuboja zagrał niekonwencjonalnie, bo piętą, po dobrze rozegranym rzucie wolnym, a Rybus bez problemów tym razem umieścił piłkę w siatce.

Kolejna akcja lewą stroną boiska zainicjowana przez aktywnego Wolskiego zakończona strzałem. Tym razem atak zwieńczył strzałem Ljuboja i to lepiej niż Rybus, bo Isailović sparował futbolówkę na rzut rożny z ogromnym trudem. Legia otarła się o drugą bramkę po pół godzinie gry, gdy Rybus minął obrońców, a następnie posłał płaskie podanie wzdłuż bramki. Niestety dla kibiców przyjezdnych, Ljuboja nie doszedł do piłki.
Odpowiedzią gospodarzy była okazja Sernasa, który po błędzie jednego z obrońców ruszył sam na sam z Kuciakiem, minął golkipera stołecznego klubu, ale w końcowej fazie akcji strzelił w boczną siatkę. Niewykorzystana sytuacja zemściła się za sprawą Vrdoljaka, który przy całkowicie pasywnej postawie obrońców wyszedł oko w oko z Isailoviciem i bez problemów pokonał bramkarza dolnośląskiego klubu.
Druga połowa to dominacja Legii, jednak już nie tak wielka, jak przed przerwą. Po zmianie stron warszawianie prowadzili grę, jednak nie forsowali tempa, prowadząc pewnie 2:0. Podmęczonego rywala starali się jeszcze zaskoczyć „Miedziowi”, gdy po godzinie gry Sernas przymierzył z dystansu, a piłka minimalnie minęła bramkę Kuciaka.
O tym, że defensywa Zagłębia nie miała zbyt dobrego dnia, świadczą ostatnie minuty spotkania. Najpierw, w 86.minucie prostopadłe podanie z głębi pola opanował bez zastanowienia Ljuboja, by sekundy później cieszyć się ze zdobytego gola, a tuż za nim swoje trafienie dołożył jeszcze Borysiuk, dopisując się do listy strzelców po uderzeniu zza pola karnego.
Legia wygrała pewnie i zdecydowanie, utrzymując stały dystans do liderującego Śląska. Walka o mistrzostwo Polski zaczyna nabierać zimowych rumieńców.











