Blamaż z drużyną z Gibraltaru, porażka z Glasgow Rangers i tym samym odpadnięcie z rozgrywek Ligi Europy tuż przed startem fazy grupowej. Potem bardzo słaby start w lidze – wszystko to trener warszawskiej drużyny komentował w sposób absurdalny, z uśmiechem na ustach. Tak samo było w przypadku sprzedaży Carlitosa oraz nieuzasadnionym promowaniu Sandro Kulenovicia. Legia Warszawa wraca jednak na właściwe tory, zaś Górnik wciąż nie potrafi się przełamać. Dziś w Warszawie został wręcz zdemolowany.
O szkoleniowcu Legii wszyscy myśleli niby o pomyleńcu. Sprzedaż niemal wszystkich napastników? Przecież to czysty idiotyzm! Do tego głupie wymówki, tłumaczenie po abstrakcyjnym remisie na Gibraltarze, zbywanie krytyków po blamażu w europejskich pucharach. Mimo tego wszystkiego Legia jest dziś na czwartym miejscu w tabeli, zaś Jarosław Niezgoda prezentuje nieziemską formę. Stołeczny klub wychodzi na prostą, a Vuković powoli odzyskuje zaufanie kibiców i dziennikarzy.
Zwycięstwo z Wisłą przyćmiło problemy Legii?
Siedem – tyle bramek warszawiacy strzelili w meczu przeciwko Wiśle Kraków. Kiedy wszyscy zachwycali się tym, jak fantastycznie zagrała Legia, co po niektórzy pytali, czy to nie aby tylko zasłona dymna? Czy zwycięstwo z Wisłą nie przykryło tego, co trapi stołeczny klub? Mimo tego Legia po czternastu kolejkach znalazła się na fotelu lidera, a humory w Warszawie znacząco się poprawiły.
Wisła Kraków poważnym kandydatem do spadku, a Legia – mistrzostwa?
Trudno się dziwić – Legia posiada jedną z najbardziej szczelnych formacji defensywnych w lidze oraz niezwykle bramkostrzelną formację ofensywną. Mimo to trudno jest się pozbyć wrażenia, że przeciwko drużynom, której nie boją się Legii, warszawiakom gra się niezwykle ciężko. Legii nie bała się ani Lechia, ani Piast i dopiero mecz z Lechem był dla warszawiaków „resetem”.
Potem przyszła efektowna wygrana z Wisłą Kraków – wszystko ułożyło się idealnie tuż przed wygranym spotkaniem z Widzewem, który jeszcze bardziej naładował zawodników. Jednakże mecz z Arką pokazał, jak bardzo Legia potrafi być bezradna. Tak w zasadzie dopiero wprowadzony w drugiej połowie Jarosław Niezgoda rozruszał grę Legii i strzelił nieco szczęśliwą bramkę.
Szczęście Legii i pech Górnika
Oczywiście przed spotkaniem z Górnikiem faworyt mógł być tylko jeden – Legia Warszawa. Górnik nie wygrał spotkania od sierpnia, a Legia notuje ostatnio lepsze wyniki. Potwierdziła to pierwsza bramka, która trafiła na konto Legii. Paweł Wszołek miał sporo szczęścia a jego imiennik – Bochniewicz – sporo pecha. Piłka odbiła się od jego nogi i całkowicie zmyliła Martina Chudego.
Podobnie w zeszłym tygodniu szczęście miał Jarosław Niezgoda, choć dogranie do niego było naprawdę klasowe. Mimo tego Steinbors o mało co, a obronił by strzał Polaka. Tymczasem zabrzanie w meczu z Piastem mieli sporo pecha, gdy piłkę do własnej bramki skierował Przemysław Wiśniewski. Zmylił swojego bramkarza, a piłka wpadła do bramki tuż pod poprzeczką.











