Górnicy niejako z natury przyzwyczajeni się do przebywania na niskich wysokościach, ale niekoniecznie tego oczekują zabrzańscy fani, jeśli chodzi o pozycję ich ulubieńców w tabeli ekstraklasy. Wymiana trenera nic nie dała. Jan Żurek miał przyjechać do Warszawy i oddać stołecznemu zespołowi komplet oczek, co uczynił. Legia tak potrzebująca wiktorii po kompromitacji z Termaliką zaliczyła dobrą rehabilitację i wykorzystała kolejne potknięcie Piasta Gliwice.
Po nieudanym wypadzie na południe Polski, do Niecieczy, było parę zmian w pierwszym składzie zespołu. Przede wszystkim na ławce rezerwowych usiadł etatowy reprezentant Polski, Michał Pazdan. Zastąpił go Jakub Rzeźniczak, jeszcze parę miesięcy temu mogący się pochwalić pewnym miejscem w wyjściowym garniturze.
Blondwłosy stoper od razu przejął opaskę kapitańską. Poza tym do roszady doszło w przedniej formacji – w miejsce Guilherme (nie załapał się nawet do kadry meczowej) powrócił Alexandar Prijović. Górnik z kolei ustawił się w formacji 4–4–2, z Kante i Stebleckim w ataku.
Warszawianie udanie zaczęli, kontrolowali przebieg meczu. Bardzo dobrze w całym spotkaniu zaprezentował się Ariel Borysiuk, z łatwością i ze sporą skutecznością przerzucający piłki z jednej flanki na drugą. Jego długie przerzuty pozytywnie wpływały na efektywność działań pod bramką Radosława Janukiewicza, rozciągały defensywę gości i dawały jego kolegom grającym w bocznych strefach boiska więcej czasu.
Pewność Legii była powoli wytrącana, gdy nie umiała (mimo szturmów) zdobyć bramki. To wykorzystali zabrzanie, przeprowadzając udany kontratak zakończony golem Stebleckiego.
https://twitter.com/cwiakala/status/706209896694419456
Gdy wydawało się, że do przerwy utrzymają jednobramkowe prowadzenie, to w drugim meczu u siebie do siatki rywali trafił zimowy nabytek warszawian, Adam Hlousek.











