W rewanżowym spotkaniu Pucharu Polski Legia Warszawa pokonała na własnym boisku Ruch Chorzów 2:0. Obie bramki dla legionistów były dziełem kapitana Legii, Ivicy Vrdoljaka.
Obie drużyny do tej rywalizacji przystąpiły z ogromną motywacją i zdawały sobie sprawę, że zwycięstwo w dzisiejszych zawodach znacznie przybliży je do występów na szczeblu europejskim. Od samego początku do ataków ruszyli podopieczni Macieja Skorży, gdyż chcieli za wszelką cenę zmazać plamę po ostatnim nieudanym meczu ligowym. Pierwszy kwadrans toczony był pod dyktando Legii, lecz klarowną sytuację jako pierwsi wypracowali sobie goście. W 20. minucie z rzutu wolnego piłkę do niepilnowanego w polu karnym Rafała Grodzickiego dorzucił Gabor Straka, lecz fantastycznym refleksem popisał się Wojciech Skaba.

W dalszej fazie tego widowiska piłkarze obydwu ekip sprawiali wrażenie nieco ospałych, którym przede wszystkim zależy na niepopełnieniu prostego błędu. Koncentrowali się głównie na tym, by nie zaważył on na przebiegu spotkania. Siedem minut przed przerwą do głosu doszli „Wojskowi”. Napastnik Legii, Michał Kucharczyk, popisał się atomowym strzałem z poza pola karnego, lecz Peskovic był na posterunku i wyszedł z tego pojedynku zwycięsko. To, co nie udało się Kucharczykowi, świetnie wykorzystał Vrdoljak. W doliczonym czasie gry po rzucie rożnym najwyżej do futbolówki wyskoczył chorwacki pomocnik i strzałem głową wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.
Na drugą odsłonę meczu przy Łazienkowskiej lepiej zmotywowani wyszli zawodnicy ze stolicy Polski. Widać było, że wnioski po ostatniej porażce ze Śląskiem zostały szybko wyciągnięte. W 56. minucie Ivica Vrdoljak ponownie mógł trafić do siatki rywali, jednak tym razem nieznacznie chybił. Gospodarze poszli za ciosem już dwie minuty później, kiedy po podaniu Jakuba Wawrzynaka akcję skutecznym strzałem wykończył po raz drugi w tym meczu Vrdoljak.
Po tym wydarzeniu kilkadziesiąt sekund później „Niebiescy” powinni zdobyć kontaktowego gola, jednak piłka po uderzeniu Arkadiusza Piecha trafiła w lewy słupek bramki strzeżonej przez Wojciecha Skabę. Warto wspomnieć, że zagrożenie to, podobnie jak przy dwóch sytuacjach strzeleckich dla gospodarzy, miało miejsce po stałym fragmencie gry. W 71. minucie ponownie po rzucie rożnym groźnie było w polu karnym Legii, ale dzisiejszy dzień wyraźnie nie należał do Rafała Grodzickiego, gdyż zmarnował on kolejną dobrą okazję. Na dziesięć minut przed końcem wydarzenia boiskowe nadal były dynamiczne, a piłkarze jednego i drugiego zespołu starali się tworzyć kolejne sytuacje bramkowe. Niestety żaden z bramkarzy nie został już zmuszony do kapitulacji i widowisko zakończyło się dwubramkową przewagą podopiecznych Macieja Skorży.










