Legia boleśnie zweryfikowana przez Raków


Warszawianie zostali rozbici w Częstochowie 4:0

11 września 2022 Legia boleśnie zweryfikowana przez Raków
Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Legia Warszawa przegrała z Rakowem Częstochowa 0:4 po dublecie Bartosza Nowaka oraz zdobyczach Iviego Lopeza i Fabiana Piaseckiego. Zespół Kosty Runjaicia zanotował fatalny występ, był absolutnie gorszy w każdym aspekcie gry i nie wykorzystał szansy na zasiądnięcie w fotelu lidera. Stołeczni muszą się otrząsnąć i poprawić, bo w niedalekiej przyszłości czeka ich jeszcze więcej trudnych starć.


Udostępnij na Udostępnij na

Lista zmartwień wydaje się spora. Obrona po odejściu Mateusza Wieteski wciąż jest nieuporządkowana, kreacja mimo niezawodnego Josue pozostawia wiele do życzenia, a napad warszawian bywa zwyczajnie zbyt czytelny i bezzębny. Mecz przy Limanowskiego 83 obnażył jak na tacy wszystkie słabości ekipy legionistów i z perspektywy czasu może być to pomocne. O ile zespół podniesie się mentalnie.

Była to dla nas lekcja. Kosta Runjaić, trener Legii po meczu z Rakowem

Nie jest tak kolorowo

Warszawska Legia miała w ostatnim czasie ogrom szczęścia. Pierwsze to awans w dramatycznych okolicznościach w Pucharze Polski po wyrównaniu w doliczonym czasie gry i dogrywce w Niecieczy. Z kolei w lidze „Wojskowi” wygrywali ze Stalą Mielec i Radomiakiem Radom w stosunku 1:0 po golach w ostatnim kwadransie gry, a przy okazji domowego meczu z Górnikiem Zabrze w ten sposób wyciągnęli remis z rezultatu 0:2, pamiętając o bramce ponownie po upływie regulaminowego czasu.

Przez to przyzwoity dorobek punktowy, jakim jest 17 oczek, i 2. lokata w tabeli mogły nieco zaciemniać rzeczywistość i tlić złudną nadzieję wśród warszawskich kibiców. Tak naprawdę tylko mecz z Piastem Gliwice można było zaliczyć do pewnych zwycięstw Legii Warszawa. Pod względem stylu, który choć wiemy, że bywa nieistotny i przereklamowany, wyglądało to dużo gorzej i tak też zazwyczaj później zaczyna to wychodzić. Piłkarzom CWKS wyszło to właśnie na Rakowie.

Legioniści byli wolniejsi zarówno przy piłce, jak i w grze bez niej. Problemy stwarzało wymienienie więcej niż trzech podań na połowie „Czerwono-niebieskich” i podobnie jak wiele drużyn w tej lidze po prostu nie radzili sobie z wysokim pressingiem gospodarzy. Niepokój może wprowadzać beznadziejne przygotowanie przedmeczowe, bo wyglądało to tak, jakby zawodnicy warszawskiej drużyny widzieli rywala pierwszy raz. Dużo lepiej odczytali plany i charakterystykę przeciwnika gracze „Medalików”.

Legia wraca do wielbłądów

Choć Raków Częstochowa wygrał spotkanie w pełni zasłużenie i cechował się w tę niedzielę lepszą drużynowością, to ekipa Legii, jak ze swoich mrocznych momentów, znów w znacznej mierze naznaczyła ten pojedynek indywidualnymi błędami i kiepską organizacją. Na pierwszy rzut oka widzieliśmy, która to drużyna jest budowana znacznie dłużej. Worek rozwiązała idiotyczna pomyłka Matthiasa Johanssona, który sfaulował wyłaniającego się z pola karnego Iviego Lopeza, czym spowodował „jedenastkę”.

Potem przez dłuższy okres piłkarze Rakowa nie trafili do bramki Kacpra Tobiasza, chociaż po wielu przegrywanych pojedynkach przez wspomnianego Johanssona, a także Mladenovicia czy Augustyniaka mieli ku temu fantastyczne okazje, jak między innymi dwie niewykorzystane setki Gutkovskisa czy tak zwana patelnia Arsenicia. Jednak częstochowianie nie darowali warszawianom tak łatwo, bo sprawę dopięli pod sam koniec Bartosz Nowak i Fabian Piasecki, czyli dwaj zmiennicy.

I w tym miejscu możemy wydostać zbiór kolejnych bardzo złych zachowań w tyłach Legii Warszawa. Najpierw w dziecinny sposób futbolówkę zgubił Patryk Sokołowski, a duet ofensorów „Medalików” nie mógł z tego nie skorzystać. Następnie przez „dziewiątkę” zespołu trenera Marka Papszuna ośmieszony został sam Augustyniak, bardzo nieudolnie przez kilka sekund próbując przepchnąć napierającego rywala i wybić piłkę, będąc przy tym bez żadnego wsparcia.

Czwarta kasta podsumowała ten mecz w wykonaniu gości – nieudana pułapka ofsajdowa, przy której ostatni obrońca został kilkanaście dobrych metrów z tyłu. Spalony przy piątym golu uchronił Legię przez kompletną kompromitacją – i nie, nie jest żadnym wytłumaczeniem zawieszenie Artura Jędrzejczyka i powrót po dłuższym czasie Maika Nawrockiego. Bo przy tak dysponowanym Bartoszu Sliszu nawet najwybitniejsza para stoperów wyglądałaby blado na tle napędzającego się Rakowa.

Słaba ofensywa

Największym personalnym zmartwieniem stołecznych od początku sezonu wydawała się jednak obsada pozycji napastnika. Dopiero w Częstochowie, wchodząc z ławki, zadebiutował Blaz Kramer, który ma być docelową opcją trenera Kosty Runjaicia. Po transferze Carlitosa można było zastanawiać się, czy Legia nie zyska snajpera na wzór koncepcji niemieckiego szkoleniowca przy Luce Zahoviciu w Pogoni Szczecin.

Carlitos po powrocie co prawda ponownie przysługuje się dobrą grą w legijnej koszulce, ale udowadnia, że może być niekoniecznie skrojony pod system i taktykę opiekuna „Wojskowych”. Mianowicie przy spotkaniach z trudnymi fizycznie rywalami, takimi, jakim jest Raków, 32-latkowi trudno może być się odnaleźć na szpicy. A jak wiemy, warszawianie, którzy nie grają już na typowe „dziesiątki”, nie muszą tym samym uprościć życia byłemu graczowi greckiego Panathinaikosu, tym bardziej że defensorzy ligowych przeciwników doskonale wiedzą, na co stać tego zawodnika.

Inną testowaną opcją był rozrzucany ostatnio po boisku Ernest Muci. Albańczyk jest wszechstronnym piłkarzem z wieloma walorami na każdej płaszczyźnie, ale niekoniecznie dla niego jest stworzona pozycje numer dziewięć, a także osiem – tak, jak wyszedł przy „Limance”. 21-latek jednak musi zbytnio nie przekonywać jako wysunięty napastnik, mimo że czasami daje w ten sposób liczby. Dlaczego? Trudno powiedzieć.

Biorąc pod uwagę, że Maciej Rosołek nadal nie zachwyca swoimi występami, arcyważne, aby wspomniany Słoweniec Kramer doszedł do jak najwyższej dyspozycji w jak najkrótszym czasie. Bo przynajmniej na razie nie zanosi się na szansę dla Igora Strzałka. Ale problem leży też na bokach. Ani Makana Baku, ani Robert Pich nie doszli do formy, jaką potrafili prezentować na boiskach ekstraklasy, a Paweł Wszołek przeplata dobre spotkania bardzo słabymi. A w tych sektorach Legia nie posiada wielkiego bogactwa.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze