Legia Warszawa przegrała z Rakowem Częstochowa 0:4 po dublecie Bartosza Nowaka oraz zdobyczach Iviego Lopeza i Fabiana Piaseckiego. Zespół Kosty Runjaicia zanotował fatalny występ, był absolutnie gorszy w każdym aspekcie gry i nie wykorzystał szansy na zasiądnięcie w fotelu lidera. Stołeczni muszą się otrząsnąć i poprawić, bo w niedalekiej przyszłości czeka ich jeszcze więcej trudnych starć.
Lista zmartwień wydaje się spora. Obrona po odejściu Mateusza Wieteski wciąż jest nieuporządkowana, kreacja mimo niezawodnego Josue pozostawia wiele do życzenia, a napad warszawian bywa zwyczajnie zbyt czytelny i bezzębny. Mecz przy Limanowskiego 83 obnażył jak na tacy wszystkie słabości ekipy legionistów i z perspektywy czasu może być to pomocne. O ile zespół podniesie się mentalnie.
Była to dla nas lekcja. Kosta Runjaić, trener Legii po meczu z Rakowem
Nie jest tak kolorowo
Warszawska Legia miała w ostatnim czasie ogrom szczęścia. Pierwsze to awans w dramatycznych okolicznościach w Pucharze Polski po wyrównaniu w doliczonym czasie gry i dogrywce w Niecieczy. Z kolei w lidze „Wojskowi” wygrywali ze Stalą Mielec i Radomiakiem Radom w stosunku 1:0 po golach w ostatnim kwadransie gry, a przy okazji domowego meczu z Górnikiem Zabrze w ten sposób wyciągnęli remis z rezultatu 0:2, pamiętając o bramce ponownie po upływie regulaminowego czasu.
Przez to przyzwoity dorobek punktowy, jakim jest 17 oczek, i 2. lokata w tabeli mogły nieco zaciemniać rzeczywistość i tlić złudną nadzieję wśród warszawskich kibiców. Tak naprawdę tylko mecz z Piastem Gliwice można było zaliczyć do pewnych zwycięstw Legii Warszawa. Pod względem stylu, który choć wiemy, że bywa nieistotny i przereklamowany, wyglądało to dużo gorzej i tak też zazwyczaj później zaczyna to wychodzić. Piłkarzom CWKS wyszło to właśnie na Rakowie.
Legioniści byli wolniejsi zarówno przy piłce, jak i w grze bez niej. Problemy stwarzało wymienienie więcej niż trzech podań na połowie „Czerwono-niebieskich” i podobnie jak wiele drużyn w tej lidze po prostu nie radzili sobie z wysokim pressingiem gospodarzy. Niepokój może wprowadzać beznadziejne przygotowanie przedmeczowe, bo wyglądało to tak, jakby zawodnicy warszawskiej drużyny widzieli rywala pierwszy raz. Dużo lepiej odczytali plany i charakterystykę przeciwnika gracze „Medalików”.











