Ostatni mecz dla zespołów Lechii Gdańsk oraz Cracovii Kraków w tym roku okazał się szczęśliwszy dla gospodarzy. Po bramce zdobytej kwadrans przed końcem Lechia wygrała i ze spokojem może rozpocząć przerwę zimową.
Pogoda nie sprzyjała, mecz był rozgrywany w trudnych warunkach. Piłkarze rezerwowi często wychodzili na rozgrzewkę, by w razie nagłej zmiany nie musieli ryzykować kontuzji. Na początku spotkania na środku boiska zawodnicy uczcili minutą ciszy ofiary stanu wojennego, ponieważ mija 28. rocznica wprowadzenia go w Polsce. Na samym początku spotkania stuprocentowej okazji nie wykorzystał Piotr Polczak. Po błędzie w ustawieniu obrońców gospodarzy, Polczak znalazł się sam na sam, jednak nie zdołał pokonać dobrze dysponowanego Pawła Kapsy. Cracovia próbowała ataków pozycyjnych, jednak ich akcję kończyły się w granicach 30. metra od bramki gospodarzy. Wiele razy szczęścia próbowali Klich oraz Dariusz Pawlusiński. Lechia nie grała porywającego spotkania w pierwszych 45. minutach. W niektórych momentach było słychać gwizdy kibiców, efekt wielkiego niezadowolenia. Wcześniej wspomniany Pawlusiński był niezwykle aktywny. Próbował szczęścia z rzutów wolnych oraz dośrodkowując. Niestety niecelnie. Jeszcze przed przerwą boisko z powodu kontuzji musiał opuścić Piotr Wiśniewski. Zawodnicy obu drużyn zeszli na przerwę przy bezbramkowym remisie, ponieważ do końca pierwszej części gry nikomu nie udało się zdobyć gola.

Drugą połowa była zgoła inna. Trener Kafarski najwidoczniej natchnął swój zespół. pomimo ataków gości, Lechia zaczęła odpowiadać. Wyraźny sygnał do ataków Lechii dał Jakub Zabłocki parokrotnie nękając Marcina Cabaja. Cracovia kontratakowała jednak nie przynosiło to skutku. W 74. minucie spotkania Tomasz Dawidowski zmienił Jakuba Zabłockiego, a już minutę później dał prowadzenie gospodarzom. Tomasz Dawidowski po otrzymaniu podania od Buzały z najbliższej odległości pokonał Cabaja. Lechia mogła jeszcze podwyższyć wynik spotkania, jednak Cracovia bardzo umiejętnie się broniła. W 92. minucie spotkania były gracz Zagłębia Lubin, Michał Goliński, mógł uratować jeden punkt dla gości, jednak po jego strzale głową piłka zatrzymała się na słupku bramki strzeżonej przez Pawła Kapsę.
Cracovia przegrała na własne życzenie. Drużyna Oresta Lenczyka nie potrafiła udokumentować wielkiej przewagi z pierwszej połowy, a mocne słowa trenera Kafarskiego dały Lechii dużo do myślenia i zawodnicy, dzięki wierze we własne umiejętności, wygrali.











