W drugim piątkowym meczu 12. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Lechia Gdańsk pokonała 2:0 Widzew Łódź. Bramki strzelali najlepsi w tym meczu – Traore i Ricardinho. Lechiści wygrali na własnym stadionie pierwszy raz od 30 września 2012 roku.
Od pierwszych minut inicjatywę posiadali piłkarze Lechii Gdańsk. Gospodarze starali się grać skrzydłami. Bardzo ofensywnie nastawieni byli skrajni obrońcy – Brożek i Deleu – którzy na przemian podłączali się do ataków. W 10. minucie lewym skrzydłem przedarł się właśnie Brożek, płasko dośrodkował, ale piłkę przechwycił bramkarz Widzewa. Dwie minuty później również po akcji lewą stroną „Niebiesko-biali” stworzyli sobie dobrą sytuację. Piłka trafiła pod nogi Traore, a ten zgrał do nadbiegającego Machaja. 23-latek potężnie uderzył, a piłka przeleciała tuż obok lewego słupka bramki gości.

Kolejną szanse gospodarze mieli sześć minut później. Z dystansu uderzał Pietrowski, ale piłka nie zmierzała w światło bramki. W kolejnych minutach mecz się wyrównał i do głosu zaczęli dochodzić widzewiacy. W 23. minucie dynamiczną akcję lewym skrzydłem przeprowadził Alex Bruno, piłka trafiła pod nogi Ben Dhifallaha, jednak strzał Tunezyjczyka okazał się niecelny. Na zakończenie drugiego kwadransa spotkania przed szansą stanął Traore. Zawodnik Burkina Faso strzelił za słabo, żeby zagrozić Dragojeviciowi.
Zdecydowanie najwięcej działo się w ostatnich piętnastu minutach pierwszej części meczu. w 33. minucie znakomicie na prawej stronie piłkę rozegrali dwaj Brazylijczycy – Deleu i Ricardinho. Prawy obrońca dośrodkował w pole karne i po lekkim zamieszaniu piłka trafiła w poprzeczkę i słupek. W tej akcji doszło do groźnego zdarzenia. Piłkę przewrotką próbował uderzać Traore, ale przeszkadzał sobie wzajemnie z Brożkiem. W efekcie najskuteczniejszy piłkarz Lechii upadł całym ciałem na głowę. Wyglądało to bardzo drastycznie, ale chyba dzięki swojej fantastycznej sprawności fizycznej gracz nie odniósł żadnych obrażeń i po kilku chwilach poza boiskiem powrócił na murawę.

Na sześć minut przed końcowym gwizdkiem w idealnej sytuacji znalazł się Ben Dhifallah. Napastnik uniknął spalonego i mając przed sobą już tylko Buchalika, trafił piłką w słupek. Piłkarze Widzewa zdecydowanie nie mieli szczęścia tego wieczoru. W doliczonym czasie gry piłkę ręką w niegroźnej sytuacji zagrał Alex Bruno, a sędzia Małek nie miał wątpliwości – rzut karny. Pewnym wykonawcą „jedenastki” był Abdou Razack Traore. Pierwsza połowa skończyła się jednobramkową przewagą Lechii.












