Sześć tysięcy osób obejrzało czwarte ekstraklasowe derby Trójmiasta, rozgrywane w ramach 16. kolejki Ekstraklasy. Całkowity bilans spotkań Lechii z Arką stawiał przed tym spotkaniem w lepszej sytuacji gdynian, biorąc jednak pod uwagę tylko pojedynki ekstraklasowe, to Lechia wygrała wszystkie trzy potyczki w wielkich derbach Trójmiasta. Nie inaczej było w tym spotkaniu, gdzie goście zwyciężyli 2:1.

Lechia bardzo dobrze, nawet lepiej niż u siebie radzi sobie, grając na stadionach rywala. Podopieczni Tomasza Kafarskiego potwierdzili to już w 6. minucie spotkania, kiedy wynik meczu otworzył Jakub Zabłocki. Bramka padła po błędzie Sokołowskiego, który stracił piłkę w środku boiska, ładną asystą przy golu popisał się Paweł Buzała. Pod koniec dobrą okazję do wyrównania miał Trytko, który strzelał tuż sprzed pola karnego, a fantastyczną interwencją wykazał się Paweł Kapsa.

Kilka minut po przerwie znów dogodną okazję na gola zmarnował Bartosz Ława, trafiając tylko w boczną siatkę bramki Kapsy. Chwilę później los za niewykorzystaną sytuację Arki ukarał gospodarzy golem dla gdańszczan. Strzelcem bramki dla przyjezdnych był Lukjanovs po świetnej kontrze Lechii i asyście Nowaka. Właśnie gra z kontry była najgroźniejszą bronią podopiecznych trenera Kafarskiego. Gdyby nie interwencja Kowalskiego w 65. minucie, Lechia po kolejnej szybkiej akcji mogłaby cieszyć się z jeszcze wyższego prowadzenia.
Arka zdała sobie sprawę, że jeśli chce uratować jeszcze punkty w tym spotkaniu, musi wziąć się za odrabianie strat. Gola na 1:2 w 70. minucie zdobył Marcin Wachowicz strzałem z dystansu. Przez kolejne pięć minut gdynianie mieli dwie kolejne okazje, na odrobienie straty jednej bramki. Najpierw na drodze piłki, po strzale Tadasa Labukasa, stanął Paweł Kapsa, a po chwili Ława minimalnie pomylił się przy strzale z rzutu wolnego i piłka nieznacznie minęła słupek. Do końca, mimo starań Arki, wynik się nie zmienił. Lechia wygrała 2:1, a gdańszczanie mogli cieszyć się z kolejnego wyjazdowego zwycięstwa.











