Po końcu emocji związanych z pojedynkami reprezentacji Polski – czas pozytywne wrażenia przenieść na boiska ekstraklasy. W piątkowy wieczór Legia Warszawa podjęła na własnym stadionie Lechię Gdańsk.
Zacznijmy od ciekawostki. Daniel Łukasik i Ariel Borysiuk po raz pierwszy zagrali razem w wyjściowej jedenastce na stadionie przy Łazienkowskiej. Dokonali tego dopiero w barwach Lechii Gdańsk.
Obie drużyny niewątpliwie chciały dzisiaj wygrać. Swoją przewagę narzucili gospodarze, którzy przy każdej nadarzającej się okazji szukali Miro Radovicia. Uzależnienie od tego zawodnika nie raz było udowadnianie przez podopiecznych Berga. Lechia schowana za podwójną gardą skutecznie broniła się przed atakami „Wojskowych”. Nie były one specjalnie groźne, dzięki czemu goście mogli groźnie kontratakować. Trener Tomasz Unton zaskoczył, wystawiając na skrzydle Bruno Nazario. Początek meczu w jego wykonaniu nie był najlepszy. Brazylijczyk potrzebował czasu, żeby się rozkręcić w Warszawie.
W pierwszej odsłonie spotkania w grze Legii trudno było doszukać się pozytywów. Mistrz Polski zagrożenie pod bramką rywali stwarzał głównie dzięki Kucharczykowi i Radoviciowi. Tego w drugiej połowie zabrakło, ponieważ doznał urazu. I to był początek końca dobrej gry Legii, która przestała radzić sobie w każdej formacji. Lechia miała dzisiaj olbrzymiego pecha – ładne akcje i strzały kończyły się albo na Kuciaku, albo na trybunach. Podopiecznych Untona trzeba jednak pochwalić, bo mimo rażącej nieskuteczności gra była ładna dla oka i w drugiej połowie zdominowali gospodarzy.
Niewykorzystane sytuacje się mszczą, o czym przekonali się piłkarze gości. W 87. minucie bramkę zdobył Orlando Sa, zdobywając tym samym szósty gol w tym sezonie. Był to strzał na wagę trzech punktów, ale trzeba sobie szczerze powiedzieć – mistrz Polski na te punkty nie zasłużył. Legia niczym nie przypominała ekipy, która skutecznie gra w europejskich pucharach.
Lechii szkoda, a podopieczni Berga muszą wziąć się do roboty, bo taka gra mistrzowi Polski i drużynie reprezentującej nasz kraj w europejskich pucharach nie przystoi.











