Mecz z Jagiellonią nie był przypadkiem. Lechia ponownie nie zachwyciła swoją postawą i nie potrafiła wygrać z Wartą Poznań. Beniaminek po pokonaniu Cracovii tym razem postawił się drużynie trenera Piotra Stokowca i zdołał w drugiej połowie wyrwać cenny remis. W Gdańsku za to może być po tym meczu bardzo gorąco. Na nic zdały się udane zimowe przygotowania do rundy wiosennej.
Po pierwszej tegorocznej kolejce w lepszym humorze zdecydowanie była Warta Poznań. Beniaminek w dobrym momencie pokonał Cracovię i dzięki temu nie skomplikował sobie miejsca w tabeli. W zeszły weekend przecież zwycięstwo odniosło Podbeskidzie, a cenny remis wyrwała także Stal Mielec. Ścisk w dole tabeli jest olbrzymi, więc każde punkty są tam bardzo cenne.
W Gdańsku można było się spodziewać tego, że mecz nie zakończy się remisem. Po pierwszej części sezonu to właśnie Warta i Lechia miały najmniej zremisowanych spotkań. Oba zespoły tylko raz dzieliły się punktami ze swoim rywalem. Poznaniacy chcieli wykorzystać fakt, że Lechia w ostatnich spotkaniach u siebie nie błyszczała. Trener Piotr Tworek zdawał sobie jednak sprawę z tego, jak trudna to może być przeprawa.
„Znam warsztat Piotra Stokowca. Byłem na krótkim stażu w Lechii, więc wiem, jak reaguje po porażkach. Dlatego spodziewam się, że jego zespół przystąpi do meczu z nami z podwójną motywacją. Musimy więc być jeszcze bardziej uważni i wiedzieć, że takie podejście ze strony przeciwnika czeka nas od pierwszej minuty”.
Potrzebny duży impuls
Nastroje kibiców Lechii, po mizernej postawie drużyny w spotkaniu z Jagiellonią, były bardzo złe. W ostatnich dniach pojawiało się u nich wiele głosów na temat ewentualnej zmiany trenera, z czym też mieliśmy do czynienia jesienią. Po dobrym okresie przygotowawczym nie zachwycił Maciej Gajos, a gra skrzydłami bez zmian nie przynosiła efektów. To też wzbudzało wątpliwość w szybkie wyjście z kryzysu.
Dobrego nastawienia nie tracił rzecz jasna trener Piotr Stokowiec. W sztabie szkoleniowym była duża wiara, że to, co zostało wypracowane w ostatnich tygodniach, w końcu przyniesie poprawę wyników. Można było też wyczuć dużą motywację do tego, by przełamać tę złą serię na własnym stadionie. Lechia przecież jeszcze jakiś czas temu słynęła z tego, że u siebie rzadko przegrywała.
Zmiany były potrzebne
Po nieudanym spotkaniu z Jagiellonią w drużynie Lechii musiało dojść do kilku zmian. To też sugerował w wypowiedziach trener Piotr Stokowiec. Finalnie w wyjściowej jedenastce doszło do trzech roszad, w tym jednej wymuszonej. Pauzującego za kartki Jakuba Kałuzińskiego zastąpił powracający po zawieszeniu Tomasz Makowski. W defensywie za Kristersta Tobersa do łask trenera powrócił Bartosz Kopacz.
Zważając na mizerną grę skrzydeł, na ławce tym razem usiadł Conrado, a w jego miejsce pojawił się Kenny Saief. Duży problem w sile ofensywnej spowodowany był także urazem Łukasza Zwolińskiego. Przez to możliwości rotacyjne na szpicy były o wiele mniejsze. Ewentualnym zmiennikiem Flavio Paixao ponownie był jedynie Jakub Arak.











