W pierwszym sobotnim spotkaniu 28. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Widzew Łódź w wakacyjnej atmosferze przegrał z Lechią Gdańsk 0:1. Bramkę na wagę zwycięstwa dla gości zdobył Abdou Razack Traore.
W piękne słoneczne popołudnie pewny utrzymania Widzew Łódź podejmował u siebie walczącą o pozostanie w lidze Lechię Gdańsk. W poprzednim spotkaniu zespół prowadzony przez Radosława Mroczkowskiego w kiepskim stylu bezbramkowo zremisował z równie słabo grającą Cracovią. Zawodnicy Widzewa zapewnili, że mimo bezpiecznej lokaty w tabeli dadzą z siebie wszystko. Podobne zapowiedzi słyszeliśmy tydzień temu. Lechia natomiast w zeszłym tygodniu zremisowała z walczącym o europejskie puchary Śląskiem Wrocław. Zespół z Gdańska mógł wygrać to spotkanie, ale ze znakomitej strony pokazał się bramkarz Śląska. „Biało-zieloni” rozegrali całkiem niezły mecz i z pewnością dzięki temu uwierzyli, że zdobycie kompletu punktów w Łodzi jest możliwe.

Kibice Widzewa już przed meczem śpiewali: „Gramy na luzie!”, jednak taka gra nie zawsze w piłce nożnej przynosiła korzyści. Jednym bezstresowa postawa pomagała, drugim niekoniecznie. Lechia miała nadzieję, że piłkarze Widzewa wyjdą aż nadto rozluźnieni, przez co zabrakłoby im koncentracji. Należało przy tym pamiętać, że im wyższe miejsce w klasyfikacji, tym wyższa nagroda na zakończenie sezonu. Goście, aby praktycznie zapewnić sobie utrzymanie, musieli wygrać sobotnie spotkanie i liczyć na potknięcie Cracovii oraz ŁKS-u.
Choć Lechia starała się zamknąć swoich przeciwników na własnej połowie, to Widzew był bliższy strzelenia pierwszego gola. Po sprytnie rozegranym rzucie wolnym w słupek uderzył Bruno Pinheiro. Gdyby piłka wpadła do bramki, Lechia już na początku byłaby w trudnej sytuacji. Co nie udało się gospodarzom, powiodło się podopiecznym Pawła Janasa. Dobrze Łukasza Surmę powstrzymał Pinheiro, ale bezpańska piłka trafiła pod nogi Razacka Traore, który bez namysłu uderzył zza pola karnego. Futbolówka wpadła obok interweniującego Macieja Mielcarza. Błąd w kryciu popełnił Mindaugas Panka. Początek spotkania wskazywał na to, że Widzew przedłuży niechlubną passę sześciu meczów bez zwycięstwa. Gra drużyny z Gdańska wyglądała całkiem przyzwoicie. „Biało-zieloni” starali się atakować głównie środkiem boiska. Widzew jedyne zagrożenie stwarzał ze stałych fragmentów. Ekipa z Łodzi rzadko uderzała z dystansu, a jedną z nielicznych takich prób popisał się Jakub Bartkowski. Piłka przeleciała nad bramką strzeżoną przez Sebastiana Małkowskiego.
Po chwili Lechia mogła prowadzić już dwoma bramkami. Akcję zaczął Traore, zagrał do ustawionego z boku Jakuba Wilka, a ten wstrzelił w pole karne. Bliski trafienia był Paweł Nowak. Widzew nie pozostał dłużny, zza „szesnastki” niecelnie uderzył Radosław Matusiak. Lechia spokojnie rozgrywała, a piłkarze z Łodzi starali się nie przeszkadzać rywalom. Pod koniec pierwszej części gry błąd popełnił Ugo Ukah, dzięki czemu w świetnej sytuacji znalazł się Piotr Grzelczak. Skuteczną interwencją popisał się blokujący go Jarosław Bieniuk. Co ciekawe, Ukah po nieudanym zagraniu nawet nie biegł za uciekającym napastnikiem.












