W szlagierowym meczu 10. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Wisła Kraków uległa na własnym terenie Lechowi Poznań 0:1. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Szymon Drewniak, a bohaterem spotkania został Jasmin Burić, który kilka razy fantastycznie interweniował.
Pierwsze minuty spotkania przebiegały bardzo spokojnie. Gra toczyła się głównie w środku boiska, a zawodnicy obu drużyn nie potrafili dłużej utrzymać się przy piłce. Mnożyły się straty i niedokładnie podania. Pierwszy groźny strzał gospodarze oddali w 8. minucie za sprawą Rafała Boguskiego, ale strzelec dwóch bramek w ostatnim meczu ligowym tym razem uderzył bardzo niecelnie. Lechici odpowiedzieli pięć minut później. Po rzucie rożnym piłka wylądowała pod nogami Tonewa, a Bułgar zdecydował się na soczysty strzał. Niestety dla kibiców gości, Tonew trafił w boczną siatkę.

Po 22 minutach gry boisko z powodu kontuzji kolana opuścić musiał Arkadiusz Głowacki. W jego miejsce pojawił się Frederiksen, który zajął pozycję na lewej obronie, a do środka przesunięty został Gordan Bunoza. W 25. minucie prawym skrzydłem przedarł się Jaliens i zagrał w pole karne, gdzie do centry próbowali dojść Boguski i Wilki. Zawodnikom Wisły zabrakło niewiele, aby mocno uderzyć piłkę. Trzy minuty później już celnie strzelał Melikson, lecz jego próbę nogami zdołał wybronić Burić. To była bardzo dobra okazja do objęcia prowadzenia.
W 36. minucie na boisku w Krakowie fani zobaczyli festiwal błędów zawodników Wisły, który w efekcie dał Lechowi gola. W środkowej strefie boiska Frederiksen stracił piłkę na rzecz Trałki, który popędził w kierunki bramki. Bunoza wybił mu futbolówkę spod nóg, ale zrobił to tak niefrasobliwie, że spadła ona pod nogi Drewniaka. Młody lechita wpadł w pole karne Wisły i mimo asysty Wilka zdołał oddać celny, skuteczny strzał. Był to premierowy gol Drewniaka w TME. Po stracie bramki wiślacy ruszyli do ataku, ale do końca pierwszej połowy wyrównać już nie zdołali.
Jak można było się łatwo domyśleć, druga odsłona meczu rozpoczęła się od ataków Wisły. Krakowianie dochodzili do pola karnego Lecha, ale to by było na tyle. Nie byli w stanie poważnie zagrozić Buriciowi. Gospodarze atakowali, jednak zostali zastopowani przez… własnych kibiców. Fani Wisły siedzący za bramką Pareiki rzucili w pole karne mnóstwo serpentyn, więc gra na kilka minut musiała zostać przerwana.












