W niedzielne popołudnie byliśmy świadkami meczu obu drużyn, które wciąż mają wiele do udowodnienia całej piłkarskiej Polsce. Rywalizacja Lechii z Lechem stała na przyzwoitym poziomie, a całą pulę zgarnęli gospodarze, wygrywając 2:1. Dwie bramki zdobył Abdou Razack Traore, a trafieniem honorowym popisał się Ślusarski.
Ranga tego pojedynku była ogromna, gdyż tylko zwycięzca meczu mógł jeszcze przedłużyć szansę na grę w pucharach.
Początkowe minuty spotkania pokazały, iż obie drużyny mocno czuły presję, jaka na nich spoczywała. Zawodnicy zarówno Lechii, jak i Lecha bali się otwartej gry, w wyniku której mogłoby dojść do wielu sytuacji podbramkowych. W pierwszym kwadransie na boisku przy ulicy Traugutta wiało nudą, lecz sytuacja uległa zmianie kilka minut później, gdy ładną akcję przeprowadzili gospodarze. Wszystko zaczęło się od dośrodkowania Abdou Razacka Traore, po którym do piłki dopadł Lukjanovs, lecz jego uderzenie w ostatniej chwili z linii bramkowej zdołał wybić Luis Henriquez.

W 22. minucie łotewski napastnik miejscowych mógł się natychmiast zrehabilitować. Po szybkiej kontrze, naciskany przez dwóch obrońców, zdecydował się na lobowanie Kotorowskiego i trzeba przyznać, że niewiele zabrakło, by futbolówka znalazła się w siatce. Podopieczni Tomasza Kafarskiego w pierwszej odsłonie bardziej przeważali, ale to Lech wyszedł na nieoczekiwane prowadzenie. Akcję zainicjował boczny defensor „Kolejorza”, Grzegorz Wojtkowiak, który wywalczył stały fragment gry w postaci rzutu wolnego. Lechici wykorzystali moment nieuwagi rosłych obrońców Lechii i po świetnym dośrodkowaniu Wilka za sprawą Bartosza Ślusarskiego wyszli na prowadzenie. Gospodarze na pięć minut przed gwizdkiem oznajmiającym koniec pierwszej połowy mogli doprowadzić do wyrównania, lecz po piekielnie mocnym strzale Marko Bajicia górą okazał się bramkarz gości.
Mimo iż do przerwy Lech Poznań prowadził, wcale nie prezentował się lepiej na murawie, co więcej, to Lechia miała znacznie więcej z gry, ale wynik nie zawsze jest odzwierciedleniem wydarzeń boiskowych. Miejscowi nie mieli nic do stracenia i musieli jak najszybciej ruszyć do ataku z zamiarem doprowadzenia do remisu.












